TATRY – Baranie Rogi – zemsta jest słodka (i urocza)

TATRY – Baranie Rogi – zemsta jest słodka (i urocza)

Zalewam się łzami na wspomnienie zeszłorocznej próby zdobycia Baranich Rogów, kiedy to błąkaliśmy się pod progiem Dzikiej Doliny w poszukiwaniu Zaginionej Grzędy. Z uciechy rzecz jasna. Teraz jestem mądra, oświecona i doskonale wiem co i gdzie poszło nie tak. Opis  nakazywał przejść potok i wbić się na grzędę, która przeprowadzi przez stromy próg doliny. Jasne, tylko po kilkudniowych ulewach woda nabrała rozpędu, zyskała objętości i w miejscu gdzie miała puścić nie puściła. My oczywiście nie mieliśmy pojęcia, że to już tu i zapędziliśmy się wyżej, rozumując, że skoro niżej nie dało się przejść, to zapewne ścieżka odbija gdzieś bliżej wodospadów. Tam żeśmy się zamotali.

Próby okiełznania każdej ściany wokół oczywiście spełzły na niczym. Było zbyt ślisko i stromo. Straciliśmy dużo czasu, a padający deszcz tylko podsycał apetyt na rezygnację (i piwo). 😉 Podczas schodzenia dobrześmy zlokalizowali ową przeklętą grzędę (choć wtedy nie mieliśmy stuprocentowej pewności), ale nijak nie dało się bezpiecznie przekroczyć wezbranego potoku. Przeprawiliśmy się sporo niżej i podjęliśmy jeszcze desperacką próbę ataku grzędy od dupy strony. Zbocze było jednak zbyt strome, a porastające go trawy wręcz oślizgłe. Zrzucony przez Roberta głaz przypieczętował porażkę. Tak oto prezentowała się nasza próba zdobycia Baranich Rogów.

Całą historię przeczytacie w relacji Dzika wycieczka, czyli barany a nie rogi. To jedna z moich ulubionych historii, bo przywodzi na myśl wypad niespełniony, ale ze względu na panujący w grupie nastrój i pokaźną głupawkę to właśnie ten wypad zawsze miło i chętnie wspominam. Z materiałów Janusza skleiłam nawet krótki filmik, jako tako (co lepsze kąski musiałam wyciąć i ocenzurować) obrazujący nasze szwendanie. I teraz sobie nagrabię. Nie miałam go wywlekać na światło dzienne, ale minął rok, emocje opadły i mam wielką nadzieję, że Janusz mnie nie ochrzani. 😛 A tych „kurw” nie ma znowuż tak dużo. 😉 Dla mnie jest mistrzem i niezależnie ile razy słyszę te teksty zawsze kulam się na podłodze ze śmiechu: „Nie wiem gdzie idziemy, ale idziemy gdzieś.”, „Gdzie ta ścieżka w ogóle prowadzi? Po co? Dokąd?”, „Nie, spoko, fajne łażenie, nie mam parcia… na szczytowanie.” 😀 

Wróćmy do sierpnia 2015 roku. Jest upalny, słoneczny dzień. Część zeszłorocznej ekipy (Robert i ja) właśnie zlazła z Rakuskiej Czuby, siedzi sobie nad Zielonym Stawem Kieżmarskim i bacznie przygląda czekającej ich drodze. Doskonale widać stromy próg, z którego opadają wodospady, Dziką Dolinę, Baranią Przełęcz, Baranie Rogi i naszą ulubioną grzędę.

Zielony Staw Kieżmarski - panorama od Durnego Szczytu po Jastrzębią Turnię

Zielony Staw Kieżmarski

Dzika Dolina i Baranie Rogi

Dzika Dolina: zbliżenie na Baranią Przełęcz (wgłębienie po lewej) i Baranie Rogi (po prawej).

Nie mamy wątpliwości którędy iść, a jednak lekki niepokój dręczy nasze serca. A jeśli znów się pogubimy i polegniemy po raz drugi? Będzie wstyd. Gosia,  Janusz (Robert w sumie też)  już dawno rozprawili się z Baranimi Rogami, co prawda od strony Pięciu Stawów Spiskich, ale jednak. Chciałam wziąć odwet, przyznaję, ale bardziej zależało mi , by wrócić w górne piętro Doliny Zielonej Kieżmarskiej – według mnie jedno z piękniejszych miejsc w całych Tatrach.

Zielony Staw Kieżmarski

Schronisko nad Zielonym Stawem

Dzikie Siklawy

Dzikie Siklawy, a powyżej korona Durnych Szczytów i Spiska Grzęda

Wejście na grzędę okazało się banalne To co w pochmurny, deszczowy dzień było trudne i  niejasne, teraz było bezproblemowe i intuicyjne. Mieliśmy namacalny dowód na to jak podłe warunki potrafią zwiększyć trudności zarówno techniczne, jak i orientacyjne.

Próg Dzikiej Doliny

Próg Dzikiej Doliny

Miedziana Siklawa

Miedziana Siklawa

Stromy próg pokonaliśmy sprawnie. Co gładsze skały wyposażone są w łańcuchy, ale generalnie w wielu miejscach trzeba radzić sobie samemu. To, że pewna grupa nacisku (i nie mówię tu o polskich złomiarzach, próbujących zarobić kilka złotych na wina bieżących roczników) pozdejmowała partie żelastwa wiadomo od lat. Ostatnio zabrali się za Łomnicę.
Próg Dzikiej Doliny

Długi Wodospad

Długi Wodospad

Wspinaczka dała nam sporo radochy. Teren był na tyle trudny (jak na drogę turystyczną), by zaangażować wszystkie witki i na tyle łatwy, by nie sprawiać żadnych problemów. Polubiliśmy się z tym progiem! 😀 No i dotarło do nas, że fakt nieodnalezienia ścieżki przed rokiem był tak naprawdę szczęściem w nieszczęściu. Ciekawe ilu z nas obiło by sobie mordę na spadzistych, zlanych wodą skałach…

Próg Dzikiej Doliny

Jaka zadowolona, że w końcu na grzędę wlazła ;)

Zielony Staw Kieżmarski

Wysokość nabieramy w piorunującym tempie – Zielony Staw już sporo niżej

W końcu pożegnaliśmy się z trudnościami (nie na długo), a ścieżka wyprowadziła nas na dolny próg Dzikiej Doliny. Cóż to jest za miejsce! Dno zalegają złomy, piargi i tylko gdzieniegdzie wypatrzyć można skąpe kępki trawek, nad wszystkim zaś czuwają drapieżne turnie – całość pracuje na posępny wygląd. Dzika Dolina to skończenie skalna kraina!

Dzika Dolina

Płat wiecznego śniegu w Dzikiej Dolinie

Barania Przełęcz

Wąskie wcięcie to Barania Przełęcz – tam musimy się wdrapać. Z daleka wygląda na trudne miejsce, co nie?

Mały Kieżmarski Szczyt oraz Kieżmarski Szczyt

Mały Kieżmarski oraz Kieżmarski Szczyt

Do tej pory szliśmy jak po sznurku, podśmiechując się troszkę z zeszłorocznej wyprawy. Nawet do głowy mi wtedy nie przyszło, że za kilkanaście minut moglibyśmy znaleźć się w trudnej i stresującej sytuacji. Co oczywiście nastąpiło. Póki co kluczyliśmy po głazowisku, a kierunek wyznaczał nam żleb spadający z głębokiego wcięcia Baraniej Przełęczy.

Przełęcz Stolarczyka, Papirusowe Turnie oraz Czarny Szczyt

Papirusowe Turnie oraz Czarny Szczyt

Spiska Grzęda

Nierówna walka z kamulcami. Na wprost Spiska Grzęda,

U podnóża żlebu zameldowaliśmy się szybko. Mieliśmy spory zapas czasu (co na tym wyjeździe stanowiło fenomen), więc urządziliśmy sobie mały popas. Batony, tabsy z minerałami i te sprawy. Trochę martwiły mnie chmury, które szybko pociemniały przywołując na myśl burzowe historie. „Eeeee, toć wszystkie prognozy wolne były od piorunów, nie dam się uwikłać w niepokoje, jak na Kieżmarskim Szczycie”!

Barania Przełęcz

Żleb wyprowadzający na Baranią Przełęcz

Żleb wyglądał stromo i groźnie, ale prawa grzęda, którą mieliśmy posuwać się w górę, zdawała się dobrze urzeźbiona. W wyższych partiach do pomocy miały służyć łańcuchy i drabinka. No to hop!

Wbiliśmy się w skałki i z początku faktycznie pokonywaliśmy je zwinnie. Szybko też natrafiliśmy na pustą kotwę – acha, tu był kiedyś łańcuch – która potwierdziła słuszność obranej drogi. Wkrótce dotarliśmy do dziwacznego „rozdroża”: dalej na wprost prowadził łańcuch i widać było kolejną kotwę, nieco wyżej po prawej leżała zamontowana lina. I kiedy tak zastanawialiśmy się którędy dalej, rozległ się pierwszy burzowy pomruk.

Słyszałeś to?!?!?!

-No niestety…

-Ja pier*** burza idzie!!!!!

– Może przejdzie bokiem…

-Ta, na pewno! Toć burczy nad Kieżmarami!! Zobacz na te chmury!! Zaraz w nas jebnie!!

-Nic nie jebnie…

-No jak nie!! Burczy tuż obok nas!! Cholerne prognozy! Nie miało być żadnych burz.

-Spokojnie. Teraz nie mamy wyboru. Bliżej i łatwiej mamy do Terinki niż do Zielonego Stawu. Musimy iść na przełęcz i to migiem.

-Ja pierd***, ja pierd***… I po co mi te góry i te wszystkie stresy? No a którędy idziemy? Po łańcuchu czy po linie?

-No nie wiem właśnie… A co jest w opisie?

-No tylko, że mamy się trzymać skałek po prawej stronie żlebu…

-Jedno i drugie jest po prawej…

-No wiem, ale czytałam kilka relacji i nikt o linie nie wspominał, na zdjęciach też nie widziałam. Może to jakaś inna trudniejsza droga, gdzieś na grań prowadzi i ktoś zostawił linę?

-Nie wiem (kolejne groźne pomruki), ale musimy zasuwać do góry. I to już.

-Idziemy za łańcuchem, ta lina jakaś podejrzana…

 

No to poszliśmy. Minęliśmy pustą  kotwę i wdrapywaliśmy się coraz wyżej. Duże plecaki bardzo przeszkadzały, stopnie były coraz mniejsze, skała coraz bardziej krucha, a lufa pod nogami rosła, ale to coraz częstsze odgłosy burzy przyprawiały nas o gęsią skórkę.

Kurde to chyba nie tutaj… Za trudno się robi i nie ma śladu, żeby  tu kiedyś jakiś łańcuch był… Chyba trzeba było iść po linie…

-Jesteś pewna?

-No nie, ale tu już jest bardzo stromo i robi się nieprzyjemnie. I zaraz przez te toboły polecę w dół! Ciągle haczę matą albo innych dziadostwem o skałę.

-To co wracamy?

-Poczekaj przejdę jeszcze kawałek, może wyżej będzie łatwiej.

Kolejny pomruk rozległ się tak blisko, że przyprawił mnie niemal o zawał. Dżizes, za jakie grzechy… Przeszłam kawałek i dostrzegłam metalową drabinkę, wysoko nad nami. A więc trzeba było iść za liną…

Robert! Widzę drabinkę! U góry. Musimy się cofnąć, tam jest szlak!

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Okazało się, że zapuściliśmy się spory kawał w na tyle stromy teren, że schodzenie było bardzo ryzykowne. Plecak przeszkadzał jak cholera, tylko czekałam, aż przez niego stracę równowagę i poturbuję się na ostrych skałach. Na domiar złego, odgłosy burzy wymuszały pośpiech, który zawsze jest złym doradcą, zwłaszcza w górach, zwłaszcza w takim momencie.

W drodze na Baranią Przełęcz

Tu jest to miejsce, gdzie trzeba było iść po linie…

W końcu udało nam się dotrzeć do feralnego miejsca z liną i ruszyliśmy pełną parą, tym razem pewni, że w dobrym kierunku. No i faktycznie, grzęda w wyższych partiach była równie stroma, ale mniej krucha i lepiej urzeźbiona, a w trudniejszych miejscach wisiały łańcuchy i kilkumetrowa drabinka.

Drabinka pod Baranią Przełęczą

Mimo wszystko i tak starałam się uwiecznić choć fragmencik z tej gonitwy po grzędzie. Byle jak, trzęsącą się łapą, ale zdjęcie na bloga musi być! ;)

No pięknie! Grzmi nam nad głowami, a my się za łańcuchy i drabiny zabieramy…

-Ciesz się, że tylko grzmi a nie wali piorunami!

Co prawda, to prawda. Istotnie nie waliło piorunami, nawet deszcz nie padał, ale burkało się zdecydowanie za blisko i przecież nic nie stało na przeszkodzie, by bez ostrzeżenia walnęło w taką drabinkę… To wystarczyło, by posiać panikę w naszych umysłach.

Żleb pod Baranią Przełęczą. W tle ZIelony Staw i Jatki.

W wyższych partiach grzęda łagodnieje

Być może w rekordowym tempie weszliśmy na Baranią Przełęcz. Wcale nie byłabym tym faktem zaszokowana. 😉 Po tak szybkiej akcji serca łomotały nam w piersiach, domagając się odrobiny odpoczynku. Chwilę wytchnienia wykorzystałam na sprowokowanie dyskusji.

Barania Przełęcz

Nie wierzę, po prostu nie wierzę! Znowuż nie wejdę na te cholerne Baranie Rogi! AGAIN?!?!?!?!

Nie wierzę, po prostu nie wierzę! Znowuż nie wejdę na te cholerne Baranie Rogi!

-No ale Madzia takie są góry…

-No i co? Ale czy to zawsze mnie się musi tak trafić? Wszyscy sobie jeżdżą regularnie, zdobywają wszystko  o czym ja marzę, a kiedy już pojadę to klops! Jakaś burza musi być…

-No ale byłaś przecież na Niżnich Rysach, na Rysach, na Sławkowskim, wczoraj na Kieżmarskim…

-Też mi coś! Nędzne cztery wycieczki na rok! Ja chciałam na Baranie Rogi! Rok temu się nie udało i teraz miało na 100% wyjść, a tu taka klucha! Jestem na przełęczy, rzut beretem od szczytu i nie wejdę! No nie wierzę!

-No to może wejdźmy na ten szczyt?

-Oszalałeś? Jeszcze piorun w dupę mnie jebnie!

-Nie wiem czy zauważyłaś, ale od kilku minut nie grzmi.

-No to co? Burza może krążyć i zaraz wrócić. A co jeśli będziemy na szczycie i się rozpęta piekło? Na zawał zejdę zanim piorun mnie dosięgnie…

-No to już. Schodzimy do Terinki.

-Ale ja nie szłam taki kawał drogi, żeby teraz schodzić do Terinki… Tyle poświęceń, marznięcia po nocach, dźwigania plecaka… Rok czekałam na wycieczkę i jak tak teraz? Mam nie zdobyć tego przeklętego szczytu?

-No to mówię ci chodź. Wejdziemy na szybko, zrobisz zdjęcie z tabliczką na dowód, że wlazłaś i zejdziemy na noc do Terinki.

-I nic nie zobaczę ze szczytu. Wszędzie chmury. Do dupy takie szczytowanie. Miał być piękny zachód słońca, a potem wschód. Mieliśmy zajebiste foty porobić!

-No ale chociaż zdobędziesz te Baranie Rogi. Chodź. Tam się idzie góra pół godziny.

-Pół godziny plus zejście. Toż to co najmniej godzina w kopule szczytowej! Burza w tym czasie może pięć razy obrócić w tą i z powrotem! No nie wiem, boję się burzy…

-No to postanowione. Schodzimy do Terinki. Na Baranie się wróci jak będzie lepsza pogoda.

-Yhm. Już widzę jak w następne wakacje przypuszczę atak na Baranie Rogi… Trzeci rok z rzędu! I pewnie znowuż coś pójdzie nie tak… A jesteśmy tak blisko… To niesprawiedliwe!

Tu muszę się wtrącić, by potwierdzić Wasze przypuszczenia. Tak, Robert jest szalenie cierpliwym człowiekiem. Nie zrzucił mnie w przepaść, nie dał kopa w dupę, dopiero po 15 minutach takiej słownej przepychanki i ciągłego wałkowania tych samych haseł podniósł nieco głos i rzekł:

-Jezu, Madzia! Jak tu stoimy na przełęczy, tak nie zagrzmiało ani razu. Burza pewnie sobie poszła dalej albo całkiem się uspokoiła. A tak w ogóle to żadnej miało nie być i w zasadzie nie było, bo przecież pioruny nie waliły. Tylko pobrzmiało sobie i poszło. Gdybyśmy tyle tu nie gadali, to już byśmy byli pod szczytem i zaraz z powrotem schodzili na przełęcz. A tak to stoimy i nic nie robimy. Idziemy na górę albo schodzimy. Decyduj, bo nie możemy sterczeć tu wiecznie.

-No dobra, raz się żyje! Jak tylko zacznie grzmieć to robimy odwrót. Poczekaj, zostawię tu plecak, będzie mi się lepiej szło i sprawniej uciekało w razie co.

-Jak chcesz. Ja idę z plecakiem.

Barania Przełęcz

Panie, co robić? CO ROBIĆ??

Poszliśmy. Trochę z duszą na ramieniu, trochę z nadzieją, że może się jednak przewieje, za to od początku ostrym tempem. Niestety wraz z wysokością chmury gęstniały – na jakiekolwiek widoki nie było szans.

Szlak na Baranie Rogi

Droga turystyczna omija widoczne turniczki

Droga na Baranie Rogi

Szlak jest dobrze widoczny. Jeszcze. ;)

Standardowa droga turystyczna początkowo wiedzie dość urozmaiconym terenem. Wąska perć przewija się przez kolejna żeberka, przecina żleby i wspina się stromymi rynnami. Dalej wywija się na szerokie zbocze i mozolnie gramoli się po piargach aż na południowy wierzchołek Baranich Rogów
Droga na Baranie Rogi

Spiska Grzęda

Spiska Grzęda

Droga na Baranie Rogi

Baranie Rogi

Jest słynne okienko na Baranich, są też Rogi ;)

Na szczycie nie było powodu do dłuższego postoju. Chmury precyzyjnie zakryły całe Tatry, zrobiliśmy tylko pamiątkowe fotki i wróciliśmy na piarżyste zbocze. Oczywiście od razu skierowaliśmy się tam skąd przyszliśmy, nie wiedząc, że we mgle zrobiliśmy spory łuk i teraz idziemy za bardzo na prawo. Szybko dotarliśmy do żlebu, ale…

To na pewno tu? Jakoś nie przypominam sobie tego miejsca…

– No chyba tu…

– Chyba nie, trochę tu stromo.

Droga na Baranie Rogi

A jednak te Baranie pokazały rogi… Nie obyło się bez błądzenia… Tu jeszcze w bezpiecznym, podszczytowym terenie.

Po bacznych oględzinach doszliśmy do wniosku, że nie tędy droga. Poszliśmy na lewo i natrafiliśmy na kolejny żleb. Równie stromy. Po kilku metrach wycofujemy się i wracamy do pierwszego. Robert na ochotnika schodzi kilka metrów w poszukiwaniu trawersu – wszak ścieżka schodziła żlebem, by po chwili wydźwignąć się i przewalić przez skalne żeberko. Było stromo, sypko i nieciekawie. Wycof.

Ej, może to jednak ten drugi żleb? Wróćmy tam, zejdę kawałek i poszukam ścieżki.

-Masakra jakaś! Te Baranie Rogi ewidentnie nas nie lubią.

Wracamy raz jeszcze do drugiego żlebu, by ponownie wybadać zejście. Robert zapuścił się w czeluści żlebiska, ja w tym czasie pokręciłam się po zboczu. Po kilku minutach trawersu nadziałam się na grzbiet, mylnie biorąc go za grań. Zlustrowałam grzędę, ale nigdzie nie wypatrzyłam dogodnej drogi zejściowej. Koniec. Nie wiem jak zejść z tych cholernych Baranich Rogów!

-Roooobeeeert!

-Coooooooo?

-Da się zejść tym żlebem?

-Ja bym nie ryzykował.

-Kurde, nie wiem już jak szliśmy. Blisko grani czy lewą stroną. Pamiętasz?

-Nie… Tak żeśmy rwali na ten szczyt, że nie zwracałem uwagi.

-Cholera ja też nie! I co my teraz zrobimy? Naprawdę nie wiem jak zejść… Jeszcze plecak zostawiłam na przełęczy. Nie mam ani bluzy ani śpiwora. Totalna porażka… Dobrze, że chociaż tej burzy nie ma.

-Spokojnie. Weszliśmy to i zejdziemy.

-No ale którędy?

-Nie wiem…

-W każdym razie wyłaź z tego żlebu, to na pewno nie tam. Ja w tym  czasie obadam jeszcze tą grań.

Poważnie już zmęczona (i zdenerwowana!) ruszyłam w lewo, po czym przetrawersowałam zbocze skośnie w górę. Trzeba wrócić w okolice szczytu i spróbować odnaleźć właściwą ścieżkę. Miałam szczęście – w drodze chmurki nagle się podniosły i w końcu dało się zobaczyć na czym stoimy. Z wyższej perspektywy szybko pojęłam, że to co brałam wcześniej za grań to tylko żebro, właściwa grań znajdowała się jeszcze dalej na lewo i właśnie wyłaniała się spod chmur, a wraz z nią fragment ścieżki.

Widzę szlak! Jesteśmy uratowani! 😀

Droga na Baranie Rogi

Jest! Malusi fragmencik wydeptanego szlaku, ale ukierunkował nas na właściwą drogę. :)

Już bez żadnych komplikacji schodziliśmy ku przełęczy.

-Zauważyłeś to płaskie miejsce pod szczytem? Idealne na biwak.

-Yhm. A wiesz, że nie grzmiało już prawie 2 godziny? I chmury się podniosły.

-Kurde, może powinniśmy jednak zostać tu na noc? Nie wiem jak Ty, ale ja nie mam już siły złazić to Terinki.

-No ja też nie mam siły. Prawdę mówiąc wolałbym tu nocować.

-Byłoby fantastycznie! Może jakiś zachodzik się z tego urodzi albo chociaż wschodzik słońca. No i zobaczyłabym ten widok z Baranich Rogów, a nie tylko chmury. Poczekaj tu na mnie, nie ma sensu żebyśmy razem schodzili. Pójdę po plecak i zaraz wracam.

Barania Przełęcz

Już prawie na przełęczy…

Droga na Baranie Rogi

Powrót z odzyskanym mieniem :P

Po kilkunastu minutach wróciłam z ciężkim worem na grzbiecie. Dalej, już w komplecie kontynuowaliśmy wspinaczkę, tym razem czujnie rejestrując przebieg szlaku. Nadal miałam lekkie fefry. Uspokoiłam się dopiero po telefonie do TOPR-u i zapewnieniach, że wszystkie znaki na niebie zwiastują spokojną noc.

Baranie Rogi - widok na Kieżmarskie i Durne Szczyty

Kieżmarskie i Durne poszły lulu pod pierzynką ;)

Baranie Rogi - widok na Dolinę Pięciu Stawów Spiskich

Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Baranie Rogi - widok na Kopę Lodową i Lodowy Szczyt

Lodowy też już śpi ;)

Baranie Rogi zachód słońca

Lichy ten zachód słońca…

Baranie Rogi - zachód słońca

Lodowy Zwornik na pierwszym planie, Orla Perć pod chmurką

Zachód słońca był mizerny, za to kolacja po tylu stresach i zwrotach akcji wchodziła jak nóż w masło. Byłam piekielnie zmęczona i liczyłam na mocny sen. Ta, czwarty biwak okazał się równie bezsenny jak pozostałe. Tym razem w zaśnięciu przeszkadzały… Samoloty! Całą noc kursowały po niebie a dalekie pomruki silników przypominały odgłosy zbliżającej się burzy… A że po ostatnich dwóch dniach byłam przewrażliwiona na punkcie tego typu hałasów… Doprawdy, stresującą miałam noc! 😀

Gawra sama nie urośnie :P

Gawra sama nie urośnie :P

Poranek wynagrodził wszelkie negatywne emocje, zrekompensował napięcie i przeprosił za nerwowy wieczór, podarowując nam piękny wschód słońca.

Baranie Rogi - panorama o wschodzie słońca

Panorama od Małego Kieżmarskiego po Lodowy

Baranie Rogi - wschód słońca

Lubimy to! :P

Baranie Rogi - wschód słońca

Baranie Rogi - wschód słońca

Rakuska Czuba, Mały Kieżmarski, duży Kieżmarski i Wielki Szczyt Wideł…

Baranie Rogi - wschód słońca

W okienku Kołowy Szczyt, Jagnięcy i Tatry Bielskie

Baranie Rogi - wschód słońca

Zielony Staw w Dolinie Kieżmarskiej.
Na froncie Czarny Szczyt, za nim Jagnięcy, w tle Jatki.

Baranie Rogi - widok na i Spiską Grzędę

Spiska Grzęda

Baranie Rogi - widok na Pośrednią Grań i Sławkowski

Pośrednia Grań oraz Żołty Szczyt, za nimi Sławkowski Szczyt

Baranie Rogi - widok na Lodowy Szczyt

Lodowa Kopa i Lodowy Szczyt. Za nimi z lewej Gerlach.

Baranie Rogi - widok na Orlą Perć

Teraz Orlą Perć widać znacznie lepiej :D

Baranie Rogi

Na samiuśkim szczycie ;)

Po intensywnej sesji zdjęciowej poleniuchowaliśmy jeszcze troszkę i koło ósmej godziny zebraliśmy się do zejścia.

Baranie Rogi - książka wpisowa

Mój wpis w zawilgoconej książce wpisowej. :P

Baranie Rogi

Zwijanie manatków. tego chyba nikt nie lubi… :P

Baranie Rogi

Chyba już wszystko obfocone?

Na luzie i bezproblemowo osiągnęliśmy Baranią Przełęcz (teraz moglibyśmy wycieczki oprowadzać po Baranich Rogach), następnie wpakowaliśmy się w skałki żlebu opadającego na stronę Spiskiej Doliny.
Baranie Rogi

Droga na Baranie Rogi

Droga na Baranie Rogi

Droga na Baranie Rogi - żleb wyprowadzający na Baranią Przełęcz

Tak wygląda zejście poniżej przełęczy

Droga na Baranie Rogi - żleb wyprowadzający na Baranią Przełęcz

Żleb od strony Spiskich Stawów jest łagodniejszy i łatwiejszy

Stawy przybliżały się z każdym krokiem. Z każdym krokiem rósł też smuteczek – to nasza ostatnia tatrzańska wycieczka. Trzeba wracać do domu…

Droga na Baranie Rogi - widok na Dolinę Pięciu Stawów Spiskich

Coraz bliżej…

Kozica

Koza na warcie!

Póki co cieszymy się piękną pogodą i fantastycznymi widokami na otoczenie Doliny Pięciu Stawów Spiskich, która z tej strony prezentuje się zniewalająco.

Terinka i Pośredni Staw Spiski

Terinka i Pośredni Staw Spiski

Baranie Rogi

Baranie Rogi

Pośredni Staw Spiski (Prostredné spišské pleso

Witamy się z Pośrednim Stawem Spiskim, a jednocześnie żegnamy…

Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Pośrednia Grań i Żółty Szczyt

Jeszcze ostatni popas w górach, jeszcze jedna panorama i trzeba ruszać w doliny…
Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Dolina Pięciu Stawów Spiskich - widok na Pośredni Lodowy Kopiniak, Lodowy Szczyt i Śnieżny Szczyt

Cała dolina się wyludniła, bo Robert zdjął buty… 😉 :D

Baranie Rogi

No dobra, ja też płoszyłam turystów. 😉
PS. Zdjecie jest symboliczne – po lewej dzielne stópki, po prawej Baranie Rogi – przesłanie jest oczywiste! :D

Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Dziwnie układała się ta wycieczka. Cel wymykał nam się z rąk, burza nieomal przegoniła nas w krytycznym momencie, stawiając powodzenie całej imprezy pod dużym znakiem zapytania, a jednak ostatecznie wszystko potoczyło się pomyślnie. Z czego jestem szalenie zadowolona! Baranie Rogi stały mi ością w gardle, ale teraz to już tylko historia…

Dolina Małej Zimnej Wody

Dolina Małej Zimnej Wody

Żółta Ściana

Żółta Ściana strzeże dostępu do Spiskich Stawów…

Na koniec mam pytanie. Ciekawa jestem, mój Drogi Czytelniku, czy przebrnąłeś bez znużenia przez zbyt rozwlekłą relację? Żartuję oczywiście! 😀 Ciekawi mnie, czy jakaś góra zalazła Ci za skórę do tego stopnia, że koniecznie teraz musisz wyrównać rachunki? Na jakim szczycie chcesz się zemścić?

 

PS. Ja muszę jeszcze poskromić Pilsko i całkiem niepozorny Kopieniec Wielki. 😛

 

32 comments

  1. Babia Góra. Trzy wejścia i za każdym razy zero widoków. Może do 4 razy sztuka?

  2. Kozi Wierch. Postraszył mnie burzą, bezczelny.

  3. Już to mówiłem ale powtórzę – Madzia jest WIELKA !
    Z tych wszystkich relacji zebranych do kupy wychodzi bardzo fajna książka, wręcz bestseller.
    Na razie może pierwszy tom?

  4. Dobrze się czytało od początku do końca. Ładne zdjęcia aż chce się tam być.

  5. Wołowiec ;/ Dwie próby: raz towarzysze w podróży mieli dość, raz wiatr który nie pozwalał iść dalej.
    Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zostanie zdobyty – w planie Rohacze ;D

  6. Bardzo mnie ciekawi jak długo już trwa Twoja przygoda z górami i jak właściwie się zaczęła ? 🙂
    Miałam przerwę w górołażeniu przez jakiś czas, ale trafiłam na na ten blog. Powróciłam w Tatry i zakochałam się w nich na nowo. Dziękuję ! ;D

    • Pierwszy wypad to szkolna wycieczka w Karkonosze. Baaaardzo mi się spodobało, ale kolejny raz udało się wyjechać w góry na łazikowanie dopiero po 10 latach. Też w Sudety. W międzyczasie sporo o górach czytałam. 🙂 Później były zagraniczne wycieczki, ale w głębi ciągnęło mnie w góry i od 2010 jeżdżę co rok. Chciałabym kilka razy w roku wybrać się na jakąś wędrówkę, ale niestety w góry mam daleko i weekendowe wypady odpadają.

      To, że powróciłaś w Tatry przez moje wpisy jest szalenie miłe i motywujące. 🙂 Dzięki za komentarz!

  7. Zemścić chciałbym się na pewno na Grani Rohaczy, potocznie nazywaną też Orlą Percią Tatr Zachodnich. W tym roku niestety nie było mi dane tam się udać ze względu na pogodę. Na mój krótki urlop rozplanowałem sobie ten szlak na koniec i klops, ale i tak cieszy radość ujścia z życiem schodząc z Przełęczy Mieguszowickiej pod Chłopkiem, gdzie w czasie zejścia złapała mnie potworna ulewa z takimi „małymi” grzmotkami 🙂

    Strasznie podoba mi się Twoje zamiłowanie do gór i sposób w jaki opisujesz swoje podróże, choć czasem się zastanawiam czy robisz pewne rzeczy z pełną świadomością – noclegi na szczytach… Chciałbym, aby na szlaku spotkać takie osoby jak Ty- prawdziwych turystów, pasjonatów niż wczasowiczów, którzy nie mają bladego pojęcia o górach czasem i obrażają chcąc dobrze doradzić im.

    Tobie można z pewnością zazdrościć galerii zdjęć. Jest cudowna! Pozdrawiam i do zobaczenia może na górskim szlaku !

    • Oczywiście, że nie jestem świadoma tego co robię. Na szczyt wieczorem trafiam, bo za wolno idę, a śpiwór noszę z przypadku. 😉 Na szczęście zdarza mi się to sporadycznie. Zaledwie 4 razy w sierpniu. 😛

      A z Rohaczami mam podobnie, też zostawiłam je na koniec i przez pogodę nie dałam rady wyruszyć na podbój. 🙂

  8. Droga Autorko, przebrnąłem przez Twą wycieczkę w tempie błyskawicznym, a raczej, w takim tempie na jakie pozwalałaś publikując kolejne posty 😉 Czytając nie można się nudzić, zwłaszcza mając pewne wyobrażenie o tym gdzie szłaś (szliście) i z jakimi trudnościami trzeba się zmagać na szlaku (pogoda, plecak, marudna baba) . Momentami aż przypomniałem sobie mój, za ciężki podczas czerwcowych podróży plecak. Od początku zaciekawił mnie Twój styl pisania, luźny, swobodny, który lekko się czyta. Zauważyłem tylko że z wycieczki na wycieczkę wpis (treść) jest bardziej techniczny niż opisujący emocje 🙂 Ale nie rzuca się to bardzo w oczy 😉 Dialogi fajnie urozmaicają całą treść dodając realizmu w tym co się działo 🙂
    Pozdrawiam i czekam przyszłego roku 😉
    Ja swoje plany na ten sezon zrealizowałem, szczytem szczytów były Świnica i Orla (razem) na mokro 🙂 . Przyszły sezon będzie bardzo lajtowy 🙂

    • Witaj. 🙂 A ja nie zgadzam się, że moje wpisy są coraz bardziej techniczne. To jak wygląda wpis zależy od tego co działo się na danej wycieczce. 😉 Czasami jest o czym pisać, czasami nie, bo wycieczka choć ładna – była nudna. Nic na siłę wtedy nie wymyślam, a bardziej skupiam się na opisie technicznym. Bywa, że relacja w ogóle nie powstaje i robię wyłącznie opis przewodnikowy.

      Mam do opisania jeszcze jeden sierpniowy wyjazd – zobaczymy jak to wyjdzie. 😀

      Dzięki za komentarz, pozdrawiam 🙂
      Madzia

      • Oczywiście że masz prawo nie zgadzać się ze zdaniem i opiniami innych, gdyby istniała pełna zgodność, świat byłby nudny 🙂 Wybrnęłaś po mistrzowsku z krytyki mówiąc (prawdę), że są wyjścia po których nie ma o czym pisać 🙂 czasem zmęczenie i żmudne podejścia sprawiają że idzie się stopień za stopniem z głową spuszczoną w dół. Wtedy w głowie jest jedna tylko myśl – daleko jeszcze? (plus parę wulgaryzmów).
        Ogólnie nie mam nic do zarzucenia Twojej twórczości a wręcz powiem że całokształt (tekst + foto) bardzo mi się podoba i po części stanowi materiał wenopodobny 🙂 ( czy też „inspirację” , jak kto woli).
        Czekam na następną relację jak tak 🙂

        • Ale ja nie odczytałam tego jako krytyki. 😉 Po prostu piszę raz tak raz siak! 😀 Jedni wolą relacje, inni opisy, ale mam nadzieję, że wszystko jest do zjedzenia. Pozdrawiam. 🙂

  9. jakieś banalne górki, z których sie musiałam wrócić – Dikeos na wyspie Kos ( uciekłam przed burzą z gradem ale za rok wróciłam i zdobyłam…we mgle), Montana Guajara ( raz chora, dugim razem brak czasu) , no i teraz Kerkis na Samos ( I’ll be back). dlatego ja się jakoś nie przejmuję wycofami ….zawsze można wrócić 😀 W Tatrach ostatnio kilka razy byłam w towarzystwie więc znajomi nie pozwalają wracać 😉

  10. Jak zwykle super wycieczkai relacja 🙂 też mam w planie kiedyś na Baranie Rogi 🙂

    • Dzięki! A Baranie polecam, zwłaszcza od strony Kiezmarskiej Doliny. Próg Dzikiej Doliny to jedno z moich ulubionych miejsc w Tatrach. 🙂

  11. Świetna wyprawa ! Zdecydowanie pójdziemy Twoimi śladami w przyszłym sezonie. W tym niestety z braku czasu (ostatnio pogody) i z nadmiaru pomysłów odpuściliśmy Baranie Rogi. Fajnie jednak zobaczyć szczegółowo podejście na zdjęciach 🙂 Pozdrowienia i gratulacje !

  12. Świetna wyprawa. Same zdjęcia już zachęcają do wyruszenia w drogę.

  13. byłem na Baraniej P pod koniec pażdziernika tylko w drugą mańkę -od Terinki do Zielonego, ten próg jak jest oblodzony to zaskakujący jest, a te łańcuszki takie ogryzki-ale piknie oczywiście.
    Ładna relacja i zdjecia
    pzdr
    tr

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top
bahis siteleri albet
Kocaeli Escort Bakırköy escort kaçak bahis siteleri milanobet kaçak iddaa

kartal escort Pendik escort gay porno Wso shell Escort kusadasi

escort izmit , escort samsun , escort ankara , eskisehir escort ,