TATRY: BARANIE ROGI – ZEMSTA JEST SŁODKA (I UROCZA)

TATRY: BARANIE ROGI – ZEMSTA JEST SŁODKA (I UROCZA)

Zalewam się łzami na wspomnienie zeszłorocznej próby zdobycia Baranich Rogów, kiedy to błąkaliśmy się pod progiem Dzikiej Doliny w poszukiwaniu Zaginionej Grzędy. Z uciechy rzecz jasna. Teraz jestem mądra, oświecona i doskonale wiem co i gdzie poszło nie tak. Opis  nakazywał przejść potok i wbić się na grzędę, która przeprowadzi przez stromy próg doliny. Jasne, tylko po kilkudniowych ulewach woda nabrała rozpędu, zyskała objętości i w miejscu gdzie miała puścić nie puściła. My oczywiście nie mieliśmy pojęcia, że to już tu i zapędziliśmy się wyżej, rozumując, że skoro niżej nie dało się przejść, to zapewne ścieżka odbija gdzieś bliżej wodospadów. Tam żeśmy się zamotali.

Próby okiełznania każdej ściany wokół oczywiście spełzły na niczym. Było zbyt ślisko i stromo. Straciliśmy dużo czasu, a padający deszcz tylko podsycał apetyt na rezygnację (i piwo). Podczas schodzenia dobrześmy zlokalizowali ową przeklętą grzędę (choć wtedy nie mieliśmy stuprocentowej pewności), ale nijak nie dało się bezpiecznie przekroczyć wezbranego potoku. Przeprawiliśmy się sporo niżej i podjęliśmy jeszcze desperacką próbę ataku grzędy od dupy strony. Zbocze było jednak zbyt strome, a porastające go trawy wręcz oślizgłe. Zrzucony przez Roberta głaz przypieczętował porażkę. Tak oto prezentowała się nasza próba zdobycia Baranich Rogów.

Całą historię przeczytacie w relacji Dzika wycieczka, czyli barany a nie rogi. To jedna z moich ulubionych historii, bo przywodzi na myśl wypad niespełniony, ale ze względu na panujący w grupie nastrój i pokaźną głupawkę to właśnie ten wypad zawsze miło i chętnie wspominam. Z materiałów Janusza skleiłam nawet krótki filmik, jako tako (co lepsze kąski musiałam wyciąć i ocenzurować) obrazujący nasze szwendanie. I teraz sobie nagrabię. Nie miałam go wywlekać na światło dzienne, ale minął rok, emocje opadły i mam wielką nadzieję, że Janusz mnie nie ochrzani. A tych „kurw” nie ma znowuż tak dużo. 😉 Dla mnie jest mistrzem i niezależnie ile razy słyszę te teksty zawsze kulam się na podłodze ze śmiechu: „Nie wiem gdzie idziemy, ale idziemy gdzieś.”, „Gdzie ta ścieżka w ogóle prowadzi? Po co? Dokąd?”, „Nie, spoko, fajne łażenie, nie mam parcia… na szczytowanie.” 

Wróćmy do sierpnia 2015 roku. Jest upalny, słoneczny dzień. Część zeszłorocznej ekipy (Robert i ja) właśnie zlazła z Rakuskiej Czuby, siedzi sobie nad Zielonym Stawem Kieżmarskim i bacznie przygląda czekającej ich drodze. Doskonale widać stromy próg, z którego opadają wodospady, Dziką Dolinę, Baranią Przełęcz, Baranie Rogi i naszą ulubioną grzędę.

Zielony Staw Kieżmarski - panorama od Durnego Szczytu po Jastrzębią Turnię

Zielony Staw Kieżmarski

Dzika Dolina i Baranie Rogi

Dzika Dolina: zbliżenie na Baranią Przełęcz (wgłębienie po lewej) i Baranie Rogi (po prawej).

Nie mamy wątpliwości którędy iść, a jednak lekki niepokój dręczy nasze serca. A jeśli znów się pogubimy i polegniemy po raz drugi? Będzie wstyd. Gosia,  Janusz (Robert w sumie też)  już dawno rozprawili się z Baranimi Rogami, co prawda od strony Pięciu Stawów Spiskich, ale jednak. Chciałam wziąć odwet, przyznaję, ale bardziej zależało mi , by wrócić w górne piętro Doliny Zielonej Kieżmarskiej – wedł