BERLIN – sztuka przetrwania

BERLIN – sztuka przetrwania

 

Postanowiłam, że nie będę opisywać jak dostać się do Berlina. Każdy kto zdecyduje się na podróż będzie umiał dotrzeć do celu, czy to samolotem, pociągiem czy busem. Jeśli natomiast wybierzecie się autem, to nadmienię tylko o ważnej kwestii, jaką jest obowiązek wykupienia tzw. plakiety. Ja olałam sprawę i w tej kwestii mi się akurat upiekło, ale ogólnie nie radzę takich rozwiązań 😉 Tu i tu znajdziecie szczegóły. I mała rada, skoro już uda Wam się zaparkować w pobliżu miejsca zamieszkania (powodzenia, bo to bywa baaaaardzo trudne) to zostawcie auto w spokoju i poruszajcie się po mieście komunikacją miejską. Unikniecie stresów związanych z szukaniem wolnych i oczywiście drogich miejsc parkingowych w centrum, korków i szarpaniny z mapą tudzież GPS-em po nieco rozkopanym Berlinie 😉

Mapa Berlina

Ja korzystałam z mapy wydawnictwa Express Map. Kupiłam taką laminowaną z miniprzewodnikiem oraz ze schematem komunikacji (17,90 zł). W praktyce obejmuje ona strefę A, ale nie potrzebowałam więcej 🙂 Najfajniejsze w niej jest to, że ma już zaznaczone zabytki i atrakcje, więc nie musiałam sama tego ogarniać, a wierzcie mi, że to pomaga! Łatwiej jest wtedy dotrzeć do miejsc, które chcemy zwiedzić i nie zapomnieć po drodze o połowie z nich 😉

W Hotelu Park Inn przy Alexanderplatz działa punkt informacji turystycznej i tam są całkiem porządne i całkiem darmowe mapki, zawierające także schemat komunikacji.

Poruszanie się po mieście

Berlin duży jest. Jak więc okiełznać gęstą siatkę połączeń, która na pierwszy rzut oka wygląda jak kolorowy labirynt? A słyszeliście o uporządkowanych Niemcach? Ordnung muss sein, w komunikacji miejskiej również 😀 Na miejscu sami się przekonacie, że korzystanie z metra czy innych wynalazków jest proste i do tego naprawdę ciężko się zgubić. Już nie chcę pisać, że trzeba być idiotą, ale przyszło mi to na myśl 😉 Może napiszę inaczej: można się zgubić, ludzie mają przecież przeróżne talenty, ale w Berlinie już po chwili się kapniecie, że jedziecie w złym kierunku, a że bilety są czasowe, to bezstresowo przesiadacie się w odpowiedni kurs i po krzyku. Na każdej stacji czy przystanku, w każdym autobusie czy wagonie, dosłownie wszędzie są schematy komunikacji, elektroniczne tablice informujące, gdzie akurat jesteście, jaki jest następny przystanek itd.

Na początek rozszyfruję kilka niemieckich hieroglifów: 😉

U-Bahn – metro

S-Bahn – kolej naziemna

H – tą literką oznaczone są przystanki autobusowe, literka X przy numerze linii oznacza kurś pośpieszny

Tram – tramwaje

F – promy

Metro Netz – kilka linii tramwajowych i autobusowych oznaczonych dodatkową literką M, dopełniają one linie metra, a ich początkowe i końcowe przystanki znajdują się przy stacjach U-Bahn i S-Bahn.

Oczywiście najlepszym i najszybszym środkiem lokomocji jest metro oznaczone literką U. Jeździłam głównie U-Bahnem, choć jadąc do Poczdamu skorzystałam jeszcze z kombinacji: autobus + S1. Tramwajami nie zawracajcie sobie głowy, bo raczej kursują między dzielnicami, tymi mniej turystycznymi. Turystom potrzebne do szczęścia jest metro oraz linia S1 do Poczdamu.

Bilety

Berlin podzielony jest na 3 strefy: A, B oraz C, gdzie A oznacza ścisłe centrum w obrębie pętli kolejki miejskiej, B to dzielnice znajdujące się poza pętlą kolejki, a C to obrzeża miasta (oraz Poczdam).

Większość atrakcji leży w strefie A, ale bilety, które będą nas interesować są i tak na strefy AB lub ABC.

Gdzie kupić bilet?

Ano na każdej stacji metra czy kolejki są żółte automaty. Klikamy na ekranie w odpowiedni bilet, ładujemy euro i po chwili machina wypluwa kuponik, który na stacji trzeba skasować w specjalnych kasownikach! W wagonach metra czy kolejki kasowników nie ma, więc w razie kontroli mimo biletu leżycie, bo bilet nieskasowany to bilet nieważny! Automaty mają opcję, żeby przełączyć się na wybrany język (jest i angielski i polski), chociaż jeśli wiecie jaki rodzaj biletu chcecie to i po niemiecku dacie radę 😉

Czas powiedzieć o czasie 😉 Jednorazowe bilety są czasowe, upoważniają na 2 godziny jazdy, czyli oznacza to tyle, że po skasowaniu biletu macie 2 godziny by dotrzeć na miejsce, obojętnie czym, obojętnie z iloma przesiadkami, hulacie po mieście ile wlezie oczywiście w ramach stref, jakie wykupiliście.

Na stacjach mogą Was nagabywać różne typki oferujące tańsze bilety. Działa to w ten sposób, że owe typki wypraszają wcześniej o niepotrzebne już bilety pasażerów i odsprzedają dalej po kosztach. Jako, że bilety są czasowe, może się tak zdarzyć, że zostanie na nich jeszcze godzina na przejazdy, więc zawsze jest to jakaś opcja na zniżkę 😉

W autobusie sprawa wygląda inaczej. Jeśli macie już wcześniej zakupiony bilet to kasujecie go w kasowniku na pokładzie pojazdu, jeśli nie macie – to kupujecie u kierowcy. (lepiej mieć odliczone lub w miarę niskie nominały). Zwyczajnie mówicie: „einmal AB, bitte” albo „zweimal ABC, bitte”, choć po angielsku też powinni zrozumieć 😉 Takiego kupnego biletu już nie kasujecie, bo kuponik wydrukowany jest z godziną. I pamiętajcie, że do autobusu wchodzi się tylko od strony kierowcy, a to dlatego, żeby bilet kupić, okazać ważny egzemplarz lub skasować. Pozostałe wyjścia służą tylko dla wychodzących, więc jeśli będziecie próbowali się wbić od tyłu, to kierowca przez głośnik zawoła Was po niemiecku do siebie 😀 Mój znajomy miał taką przygodę wiele lat temu, bo oczywiście nie wiedział o panujących zasadach i najadł się sporo stresu, gdy wsiadł z tyłu, a kierowca zaczął szwargolić na cały autobus. Kolega nie znał słowa po niemiecku, więc zrobiła się mała afera 😉

I jeszcze ważna uwaga dotycząca autobusów – kierowca zatrzyma się tylko po wcześniejszym kliknięciu przycisku Stop, jeśli nie będzie chętnych to przejedzie całą trasę bez zatrzymywania się! I analogicznie dodam, że czekając na przystanku musicie być widoczni, jak będziecie się czaić po kątach to autobus zwyczajnie w świecie się nie zatrzyma i pojedzie dalej.

Rodzaje biletów i ceny:

-Pojedynczy bilet / Einzelfahrschein / Single Ticket – 2,60 euro w strefie AB; 3,20 euro w strefie ABC

-Na 4 przejazdy / 4 Fahren-Karte Einzelfahrschein / 4 Trip Ticket – 8,80 euro w strefie AB i tylko taka strefa jest dostępną w tej opcji.

-Całodzienny bilet / Tageskarte / Day Ticket – 6,70 euro AB; 7,20 euro ABC, bilet ważny jest od momentu skasowania do 3.00 w nocy

-Bilet tygodniowy / 7 Tage-Karte / 7 Day Ticket – 28,80 euro AB; 35,60 euro ABC

Tego jest oczywiście więcej, są bilety grupowe, specjalne dla rowerzystów, także warto zajrzeć na stronę BVG. Ja korzystałam z biletu 4 Trip Ticket, bo rano musiałam dojechać do centrum, wieczorem wrócić na nocleg, a w ciągu dnia zwyczajnie w świecie poruszałam się na nogach. Po co podjeżdżać od atrakcji do atrakcji i bulić za całodzienny bilet, skoro wszystko położone jest w miarę blisko. Jadąc do Poczdamu kupiłam 2 bilety pojedyncze na strefę ABC.

Mapkę komunikacji oraz szczegółowe taryfy biletów i zniżkowe ceny dla dzieci (6-14 lat) znajdziecie również na stronie bvg.de (jest wersja niemiecka i angielska).

Karty

Każde duże miasto oferuje karty turystyczne dla przyjezdnych, Berlin również. Szczegóły znajdziecie na stronie BVG oraz w podanych linkach, ja tylko delikatnie napomknę, że karty są dwie, oferują darmowe przejazdy komunikacją miejską oraz liczne zniżki na atrakcje turystyczne, muzea i do restauracji. Można je wykupić na dwa, trzy lub pięć dni:

Berlin City Tour Card – kosztuje od 16,90 euro na strefę AB 

Berlin Welcome Card – kosztuje od 18,50 na strefę AB  

Rowerzyści

W Berlinie tak już jest, że w hierarchii ruchu ulicznego prym wiodą auta, ale zaraz potem są rowerzyści, dopiero na szarym końcu znajdują się piesi i to właśnie oni muszą dbać o swoje bezpieczeństwo. Niemieccy kierowcy jeżdżą kulturalnie, nikogo nie taranują na szosie, grzecznie zwalniają. No a rowerzyści pędzą jak szaleni, często nie zważając na pieszych i mają do tego prawo! Ścieżek jest tam zatrzęsienie, wytyczone są różnie: na jezdniach albo (i tu uwaga!) na chodnikach, więc nie biegajcie bezmyślnie po rowerowych trasach z aparatem skierowanym ku górze, bo pędzący rower może Wam wjechać w d**ę 😉 i na dodatek będzie to Wasze przewinienie. Rowerzysta jest na uprzywilejowanej pozycji, więc to pieszy ma patrzeć gdzie idzie.

Piwo

Uwaga, uwaga! W Niemczech można pić alkohol w miejscach publicznych 🙂 Zdaje się, że tylko w komunikacji miejskiej jest zakaz upajania się. W każdym razie można usiąść sobie na ławce pod Bramą Brandenburską, albo na trawce w Tiergarten i strzelić sobie Berliner Pilsner 🙂

berlin56

Kibelki

Podczas całodziennego zwiedzania przyjdzie w końcu moment, że Was przyszpili 😛 Zwłaszcza jak wytrąbicie wspomnianego wyżej Pilsnera. My Polacy bardzo nie lubimy płacić za możliwość „wyzewnętrznienia” swoich potrzeb, jednak w takim mieście jak Berlin trzeba być na to gotowym. W kilku miejscach w centrum widziałam eleganckie budy, chociaż powinnam powiedzieć nowoczesne, wolnostojące wychodki (np. na Unter den Linden, Alexanderplatz). Ogarnąć swoje potrzeby można również w centrach handlowych (Sony Center przy Potsdamer Platz oraz Europa Center na Kurfürstendamm), ale jest haczyk! Na drodze do zaspokojenia spotkacie „babcię klozetową”, bo jak się okazuje, toalety w centrach – u nas przecież bezpłatne, tam z reguły należą do zewnętrznych firm, które pobierają haracze. Jest jeszcze opcja skorzystania z wucetów w popularnych sieciach restauracji, oczywiście odpłatnie. Jednakże możecie śmiało wchodzić np. do Starbucks’a przy Bramie Brandenburskiej 🙂

Wszystkie te przyjemności kosztują 0,50 centrów, w każdym razie mnie nie zdarzyło się więcej zapłacić.

 

Mam nadzieję, że te informacje będą dla Was przydatne. W kolejnym wpisie pokażę w końcu coś z tego Berlina 😛

 

14 comments

  1. Dzięki za porcję praktycznych informacji – szczególnie te kibelkowe niezwykle istotne dla kobitek z „piątą nerką” 😀 Z niecierpliwością czekam na kolejny berliński post, a w tym czasie biorę się za polowanie na tanie bilety do Berlina , a jeśli się uda, pewnie będę jeszcze zwracać się do Ciebie po jakieś szczególiki/informacje 🙂

    • Wieczna Tułaczka

      Spoko, uderzaj śmiało 🙂 Co do kibelków to uzupełniłam akapit, bo zadaje się, że zapomniałam wymienić centra handlowe 😛

  2. Dużo praktycznych i ciekawych wskazówek, choć dla mnie zupełnie zbędnych, bo się nie wybieram, to jednak przeczytałam z przyjemnością 😉

  3. Hallo, wie gehts?!
    Chociaż w Berlinie byłam już kilka razy, to i tak z ciekawością przeczytałam Wasz „poradnik”.

    „Pozostałe wyjścia służą tylko dla wychodzących, więc jeśli będziecie próbowali się wbić od tyłu, to kierowca przez głośnik zawoła Was” – w sumie w większości krajów tak jest! Najciekawszą sytuację widzieliśmy w słynnym żółtym tramwaju w Lizbonie: facet wsiadł tyłem, a pani tramwajarka (mała kobitka, z 1,50 wzrostu), najpierw go opierdzieliła siedząc jeszcze za kierownicą, a jak nie reagował, to wysiadła, obeszła tramwaj i za fraki go wyciągnęła z wagonika. Prawie by mu kopa zasadziła (widziałam, że się powstrzymywała). 🙂

    A co do alko w komunikacji – widywaliśmy (zwłaszcza w piątki), jak wieczorem młodzi Niemcy zaczynają chlać w metrze (nawet widzieliśmy, jak polską wódkę łoili), żeby się już lekko zrobić na imprezę, tak że koło 23:00 to już się tylko butelki turlały po wagonach… Tyle mają poszanowania dla „nie picia”. 😛

    • Wieczna Tułaczka

      Mir geht es ganz gut 😛 Historia z Lizbony przefajna 😀 A u nas też piją w komunikacji 😉 A nie wolno 😛

  4. w mordę, nie wiedziałam, że można się swobodnie browarka napić :/ co za strata…
    my do Berlina jeździmy sobie w trakcie trwania jarmarków bożonarodzeniowych, bilety można tanio upolować na różnorakich grupowych serwisach.

    • Wieczna Tułaczka

      Można można 😛 Jestem ciekawa Berlina, takiego przystrojonego świątecznie – musi dziwnie wyglądać 😉

  5. „Najfajniejsze w niej jest to, że ma już zaznaczone zabytki i atrakcje, więc nie musiałam sama tego ogarniać, a wierzcie mi, że to pomaga! Łatwiej jest wtedy dotrzeć do miejsc, które chcemy zwiedzić i nie zapomnieć po drodze o połowie z nich ” – To na pewno. Mi właśnie tego brakowało i zwiedzałem miasto mając do dyspozycji zdjęcie mapy na aparacie 😛 Przeglądanie tego na małym ekraniku nie było najwygodniejsze 😉

    „Wszystkie te przyjemności kosztują 0,50 centrów, w każdym razie mnie nie zdarzyło się więcej zapłacić.” – Na dworcu kolejowym (chyba głównym)/galerii handlowej z dworcem (są połączone) toaleta kosztuje 1€, ale po skorzystaniu dostaje się bon uprawniający do zniżki 0,50€ przy kolejnej wizycie 😀

    A piwko w Berlinie też sobie wypiłem, ale w parku ;]

  6. Czy to normalne że kierowcy nie wydają reszty w autobusach przy za kupie biletów ?

  7. Ktoś poleci co warto zobaczyć w Berlinie?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top

kartal escort Pendik escort gay porno bursa escort