escort eskişehir escort izmit escort bursa escort ankara Antalya escort bayan
GRUZJA: TREKKING U STÓP KAZBEKU ORAZ ZWIEDZANIE GRUZIŃSKIEJ TOSKANII

GRUZJA: TREKKING U STÓP KAZBEKU ORAZ ZWIEDZANIE GRUZIŃSKIEJ TOSKANII

Gruzja przyszła do mnie sama. A takiego gościa nie wyrzuca się z progu, tylko zaprasza z otwartymi ramionami.

Wcale nie marzyłam o niej jakoś szczególnie zawzięcie. Owszem, docierały do mnie słowa zachwytu od znajomych, którym wcześniej udało się spędzić tam urlop, oglądałam piękne kaukaskie krajobrazy w blogowych relacjach i nawet w głowie pojawił się zamysł, że kiedyś i ja tam się wybiorę. Ale wiecie jak to jest – tak myśli się o 3/4 krajów świata, a przecież życie jest zbyt krótkie, by zrealizować te wszystkie podróżnicze marzenia. No więc Gruzja znalazła sobie miejsce pod mą kopułką, lecz w sferze tak odległej, że być może przez długie lata nie doczekałaby wdrożenia w realu.

Wszystko zaczęło się od zaproszenia na Kazbek, jakie otrzymałam od Ewy, właścicielki górskiej agencji Mountain Freaks. Górę zdobyłam, co zresztą szeroko opisałam na blogowych stronach, ale wyprawa na pięciotysięcznik okazała się dopiero otwarciem mojej przygody z tym pięknym krajem – otwarciem z hukiem, przyznajcie. Po niespełna dwóch miesiącach znów znalazłam się na pokładzie samolotu do Tbilisi, tym razem miałam poznać kawałek kraju w regionie Kazbegi oraz Kachetii. Tym razem głównym celem nie była wysoka góra, wokół której kręciło się całe nasze zainteresowanie. Teraz miałam szansę poznać fragment Gruzji z bardziej turystycznej strony: było zwiedzanie, były trekkingowe wycieczki i oczywiście gruzińskie supry oraz niekończące się toasty, a to wszystko pod ciepłym wrześniowym słońcem. Pogodę mieliśmy naprawdę przyzwoitą!

DZIEŃ PIERWSZY – OKOLICE STEPANCMINDY (KAZBEGI)

Lądujemy w Tbilisi o wschodzie słońca. Wita nas Ewa. Po załatwieniu miejscowych kart telefonicznych (warto to zrobić od razu na lotnisku, gdyż pracownicy danej sieci odwalą za nas cały proces rejestracji nowego numeru) pakujemy się w busa i ruszamy do Stepancmindy słynną Gruzińską Drogą Wojenną – trasą łączącą Tbilisi i Władykaukaz, czyli Kaukaz Południowy z Północnym. Nieco złowieszcza nazwa nawiązuje do XIX-wiecznej modernizacji, zorganizowanej przez Rosjan, która zwiększyła znaczenie militarne szlaku i umożliwiła przerzucanie dużych oddziałów w czasie wojen. Rzecz jasna szlak biegnący dzisiejszą asfaltówką znany jest już od tysięcy lat: wykorzystywany był przez armie, handlarzy, a nawet całe ludy wędrujące pomiędzy Europą i Azją. Dla turystów to przede wszystkim bardzo malownicza trasa prowadzącą przez Wielki Kaukaz, obfitująca w zabytki i spektakularne widoki.

Po drodze mijamy:

  • Mcchetę – starożytną stolicę Gruzji
  • Ananuri – fortyfikacje z XVII wieku nad zbiornikiem Żinwalskim
  • Przełęcz Krzyżową (2379 m) – najwyżej położony punkt trasy z panoramą na góry Kaukazu (jest parking, także śmiało można zjechać na miejsce widokowe)
  • Gudauri – znany ośrodek narciarski
  • kanion Truso – przechodzący dalej w rozległą, niezwykłej urody dolinę
  • Stepancmindę (Kazbegi) – miasteczko położone u stóp Kazbeku, z którego równie pięknie prezentuje się słynny kościółek Cminda Sameba
  • Wąwóz Darialski – znajdujący się tuż przy granicy z Osetią Północną (wchodzącą w skład Federacji Rosyjskiej) i przysparzający sporo kłopotów, bowiem ze ścian wąwozu nierzadko schodzą kamienno-błotne lawiny, niszcząc drogę i infrastrukturę. Sam wąwóz stanowi oczywiście atrakcję turystyczną, o czym będzie za chwilę.

Kręta Droga Wojenna może przyprawić o zawrót głowy, także cieszymy się, gdy w końcu docieramy do Stepancmindy, gdzie znajduje się nasza baza. Na odpoczynek nie ma dużo czasu, szybko ruszamy poznać okolicę.

  • Podróż z Tbilisi do Stepancmindy trwa około 3 godzin.
  • Marszrutki kosztują ok. 20 lari i odjeżdżają co godzinę z dworca Didube, poczynając od 8 rano.
  • Warto rozważyć wzięcie taksówki, aby móc swobodnie zatrzymywać się w atrakcyjnych punktach trasy. Koszt przekroczy 100 lari, ale dokładną cenę należy ustalić z kierowcą przed kursem.

WĄWÓZ DARIALSKI

Tuż za granicą Stepancmindy, rozpoczyna się Wąwóz Darialski, który ciągnie się aż do Rosji. Nazywany jest Wrotami Kaukazu, bo już od czasów starożytności to właśnie tędy prowadzi jedyna w regionie dogodna droga z północy na południe Gruzji. Tę naturalną bramę wyrzeźbiła rzeka Terek, która wije się pomiędzy wysokimi górami – to na ich zboczach wykuto słynny trakt, tzw. Drogą Wojenną. Droga jest kręta, dość wąska, lecz kilka zatoczek daje możliwość postoju i spokojnego podziwiania widoków.

Niemal przy samej granicy znajduje się nowo wybudowany monastyr Archaniołów Michała i Gabriela, znany również jako „Czerwony Monastyr”. Usytuowanie w tak wymownym miejscu to pstryczek w sąsiedzki nos i znak dla wracających z Rosji Gruzinów, że oto są już na rodzinnej ziemi.

Z Drogi Wojennej, jakieś 7 km za Stepancmindą odbija szlak do całkiem przyjemnych wodospadów. Ścieżka zaczyna się w wiosce Gveleti i od niedawna jest oznakowana za pomocą szlakowskazów. Z początku szeroki trakt szybko zmienia się w wąską górską perć, toteż warto zabrać sportowe lub górskie obuwie. Szlak zarówno do małego, jak i wielkiego wodospadu ogarniemy w ciągu półtorej godziny.

W rejonie Darialskiego Wąwozu nie można przeoczyć tajemniczej wioski Tsdo, którą zamieszkuje obecnie jedynie 6 osób. Wiele budynków stoi w ruinie, bowiem właściciele wyjechali za pracą (najpewniej do Rosji) i już nigdy nie wrócili. Ci, którzy pozostali pielęgnują stare gruzińskie tradycje.

Wąwóz Darialski, Gruzja

Wąwóz Darialski

Czerwony Monastyr w Gruzji

Czerwony Monastyr

Wodospady Gveleti w Gruzji

Mały wodospad Gveleti

Wodospady Gveleti w Gruzji

Szlak do wielkiego wodospadu Gveleti

Wodospady Gveleti w Gruzji

Ewa na tle wielkiego wodospadu

Tsdo w Gruzji

Wioska Tsdo

Wioska Tsdo w Gruzji

W maju w Tsdo odbywa się wielka feta. Na wzgórzu ponad miastem składa się ofiarę z barana, która ma zapewnić pomyślność, potem przychodzi czas na ucztę, wino i tańce. Ponoć największym przysmakiem są oczy, którymi najpewniej zostaniecie poczęstowani, jeśli jakimś sposobem zostaniecie zaproszeni na to wydarzenie.

SNO – GRUZIŃSKA WYSPA WIELKANOCNA

Ta mała wioska znajdująca się ok. 9 km od centrum Kazbegi na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym wyjątkowym, a jednak stanowi najważniejszą wioskę w regionie, bowiem stąd pochodzi gruziński patriarcha i tu ma swoją rezydencję. Uwagę turystów przykuwa wieża obronna, pozostałość twierdzy. Wiele wież znajdziemy w górach Kaukazu, bo tak są pobudowane, aby widziały siebie nawzajem. Niegdyś rozpalało się na nich ogień, by ostrzec przed atakiem wroga. Zupełnie jak we Władcy Pierścieni. 😉

Mnie najbardziej urzekły tajemnicze posągi – wielkie głowy wyrzeźbione przez lokalnego artystę – które łatwo wypatrzeć z drogi. Przywodzą na myśl figury z Wyspy Wielkanocnej, stąd przydomek tejże atrakcji.

Gruzińska Wyspa Wielkanocna w Sno, Gruzja

Gruzińska Wyspa Wielkanocna. Z widokiem na Kazbek. 😉

Wieża w Sno, Gruzja

Tyle zostało z XVI-
wiecznej twierdzy w Sno

Sno w Gruzji

Jedyny market spożywczy w Sno 😛

Kazbek, Gruzja

Widok na Kazbek

NAJLEPSZY WIDOK NA KLASZTOR CMINDA SAMEBA ORAZ KAZBEK

To chyba najbardziej obfotografowany widok w Gruzji, dla niego właśnie przyjeżdża się do Stepancmindy. Oba punkty dobrze widać z wyżej położonych uliczek miasteczka, ale niezmącony widok obejmujący również lodowiec Gergeti roztacza się z okolic kościółka św. Eliasza (Elia), który leży wysoko ponad ostatnimi zabudowani we wschodniej części Stepancmindy. Wiedzie tam szutrowa droga, którą my pokonaliśmy terenowym autem.

Jest jeszcze jedna, szalenie przyjemna opcja na podziwianie Kazbeku. Również we wschodniej części Kazbegi, ale już znacznie niżej od kościółka, znajduje się niezwykły Rooms Hotel, zaliczany do najbardziej stylowych na świecie. Dysponuje on niesamowitą panoramą na Kazbek i wystarczy skorzystać z usług baru bądź restauracji, by móc ją podziwiać. Dodam, że podawane jedzenie jest na równie wysokim poziomie i można zjeść coś więcej niż tradycyjne i dość monotonne gruzińskie jedzenie. Wierzcie mi, po tygodniu pobytu w Gruzji rozszarpałam sałatkę z rukoli! 😉

Ceny za nocleg w hotelu są adekwatne do wysokiego standardu, jednak ceny w restauracji z oszałamiającym widokiem są droższe tylko o ok. 10% w stosunku do cen w knajpach położonych w centrum Kazbegi!

KAZBEK ORAZ STACJA METEO- INFORMACJE PRAKTYCZNE  RELACJA Z WEJŚCIA NA KAZBEK  CO ZABRAĆ NA SWÓJ PIERWSZY PIĘCIOTYSIĘCZNIK?

Kazbek z Kazbegi

Cminda Sameba oraz Kazbek widziane ze Stepancmindy

Kościół św. Eliasza w Kazbegi, Gruzja

Panorama spod kościółka Św. Eliasza

Romms Hotel Kazbegi

Przestronna sala restauracyjna jest przeszklona i połączona z nieziemskim tarasem widokowym. Oglądanie pięciotysięcznika w takim otoczeniu to niebywała przyjemność!
Fot. Magdalena Kamińska – Szelest Barw

DZIEŃ DRUGI – DOLINA TRUSO

Dolina Truso jest jedną z piękniejszych w całej Gruzji, lecz nadal jest mało znana wśród turystów. To doskonałe miejsce na wycieczkę, jeśli szuka się spektakularnych widoków, malowniczych ruin, a do tego ciszy i spokoju. Wylot doliny znajduje się ok. 20 km na południe od Stepancmindy (Kazbegi). W związku z tym, że pierwszy etap wędrówki jest monotonny i mało ciekawy, dlatego fajnie podjechać jeszcze 4 km do wioski położonej w głąb Truso. Można tu dotrzeć własnym autem lub z agencją Mountain Freaks, która organizuje transport.

Spokojny spacer doliną do twierdzy Zakagori i z powrotem zajmie ok. 6 godzin. Wędrówka nikomu nie przysporzy trudności, bowiem na całej trasie idzie się szerokim i niemal płaskim traktem. O dolinie Truso opowiem więcej w osobnym poście – to miejsce warte odrębnego artykułu. Tym razem niech zdjęcia mówią za mnie.

  • Dojazd z Kazbegi do Doliny Truso wraz z powrotem kosztuje 30 lari na osobę. Na miejscu macie 8 godzin na trekking. Trasa zajmuje tak naprawdę ok. 5-6 godzin, więc zostaje dużo czasu na piknik, zdjęcia i odpoczynek. Kursy organizowane są codziennie, w sezonie nawet dwa razy dziennie. Przejazd należy rezerwować z jednodniowym wyprzedzeniem. Szczegóły i rozkład jazdy w biurze Mountain Freaks przy ulicy Aleksandra Kazbegi 44 – to kolorowy, dobrze oznaczony budynek kawałek na południe za głównym placem Stapancmindy.
Dolina Truso w Gruzji

Dolina Truso

Dolina Truso w Gruzji

Ruiny twierdzy w wiosce Ketrisi

Dolina Truso w Gruzji

Dolina Truso w Gruzji

Na pierwszym planie wioska Abano, dalel Twierdza Zakagori

Dolina Truso w Gruzji

Takie kreatury atakują w dolinie 😉

Dolina Truso w Gruzji

Monastyr damski i żeński oraz cerkiew w Abano

Dolina Truso w Gruzji

Idziemy do ruin twierdzy Zakagori, u podnóża której znajduje się jednostka wojskowa. Dalej bez specjalnego permitu nie wędrować dalej, trzeba wracać tą samą drogą.

Dolina Truso w Gruzji

Zakagori.

DZIEŃ TRZECI – CHAUKHI, CZYLI GRUZIŃSKIE DOLOMITY

Nie umiem powiedzieć, która trasa zrobiła na mnie większe wrażenie: Truso czy masyw Chaukhi? Hmm… Aby zobaczyć Gruzińskie Dolomity trzeba najpierw dostać się do Juty, wioski położonej 36 km (to odległość drogowa) na południowy-wschód od Stepancmindy. Jedziemy przez znane nam już Sno, potem przez zapomnianą przez świat wioskę Karchuna, która może okazać się wyśmienitym celem dla podróżników szukających autentycznego gruzińskiego osiedla, z dala od turystycznego blichtru. Dalsza droga prowadzi szutrową drogą, blisko przepaści, przyprawiając nas o wybałuszone gały. Co najmniej! Na szczęście Dato prowadzi pewnie i szybko docieramy do Juty, skąd krótkie, acz strome podejście wyprowadza nas na kemping Zeta i do schroniska Fifth Season Hut. Miejsce jest genialne!! Leci świetna muzyka, na strudzonych piechurów czekają hamaki, pufy oraz leżaki. Do tego widok za milion dolarów, słońce i zimne piwko… Patrzymy więc na Dato błagalnym spojrzeniem – spokojnie, wrócimy tu po wycieczce – obiecuje.

Łatwa ścieżka pnie się łagodnie w górę, nie męczy, pogoda jak się patrzy i szło by się rewelacyjnie, tyle że my się guzdrzemy niemiłosiernie – zapewne za sprawą udanej integracji, która miała miejsce poprzedniego wieczoru. Naszym celem jest przełęcz Chaukhi leżąca na wysokości 3338 m n.p.m. (3431 m według innych źródeł), lecz przyznać muszę, iż polegliśmy. Kac dał się we znaki i oczywiście wpłynął na tempo, które dalekie było od ideału. Ale nic to! Humory nam dopisywały, widoki zapierały dech w piersiach, a grupa nie przejawiała chorobliwej ambicji, by przełęcz ów zaliczyć. Cieszyliśmy się wędrówką i ostrzyliśmy apetyty na te pufy i leżaki. 😛

Zanim jednak zaczęliśmy odwrót, urządziliśmy sobie popas nieopodal przełęczy, oczywiście sporo poniżej siodła. Postanowiłyśmy z Marysią wykorzystać ten czas, wdrapując się stromą ścieżką na pobliski grzbiet – na oko dotarłyśmy na wysokość 3200 m. Po chwili wracamy i już całą grupą kierujemy się w stronę schroniska, gdzie jemy kolację i relaksujemy się przy ostatnich promieniach zachodzącego słońca. .

Później okazało się, że do Gruzji wrócę latem 2018, w programie trekkingu jest przejście przez przełęcz Chaukhi, a więc nie dość, że dostanę szansę zdobycia siodła, to jeszcze obejrzę sobie Gruzińskie Dolomity z drugiej strony. Nie mogę się doczekać!

  • Dojazd z Kazbegi do Juty wraz z powrotem kosztuje 30 lari na osobę. Na miejscu macie 8 godzin na trekking. Starczy, by wejść na przełęcz Chaukhi. Kursy organizowane są codziennie, w sezonie nawet dwa razy dziennie. Przejazd należy rezerwować z jednodniowym wyprzedzeniem. Szczegóły i rozkład jazdy w biurze Mountain Freaks przy ulicy Aleksandra Kazbegi 44 – to kolorowy, dobrze oznaczony budynek kawałek na południe za głównym placem Stapancmindy.
Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Gruzińskie Dolomity

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

O! Tu chcemy! 😉

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Zamiast tego wyruszamy na trekking na przełęcz Chaukhi – to ta czarna, piarżysta po lewej stronie kadru.

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Tu – dla odmiany – przełęcz po prawej stronie

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Na przełęcz nie daliśmy rady wejść, więc z Marysią znalazłyśmy sobie plan B – wejście na pobliski grzbiet. 🙂

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

A widoczki z grzbietu takie

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Warto było!

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

W drodze powrotnej do schroniska

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

I wymarzony toast 😀

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Aż nie chce się opuszczać Fifth Season Hut

Masyw Chaukhi, Gruzińskie Dolomity

Gruzińskie Dolomity o zachodzie słońca

DZIEŃ CZWARTY I PIĄTY – METEO, CZYLI BAZA POD KAZBEKIEM

Z początku kręciłam nosem na ten punkt wycieczki, przecież ledwo przed dwoma miesiącami spędziłam kilka dni w Meteostacji, więc średnio miałam ochotę tam wracać. Nie wzięłam pod uwagę, że tym razem przytrafi mi się warun idealny i dokładnie obejrzę sobie to, co w lipcu nie było mi dane przez fatalną widoczność. Uprzedzając fakty – było rewelacyjnie!

Wędrówkę rozpoczęliśmy przy topowej atrakcji całej Gruzji – Cminda Sameba (2170 m n.p.m.), czyli przy kościółku Trójcy Świętej. Dotarliśmy tam autem terenowym, pokonując ponad 400 metrów przewyższenia – to fajna opcja, by zaoszczędzić siły, zwłaszcza jeśli Cminda Sameba nie jest celem samym w sobie.

Tym razem na trekking ruszamy w pełni sił i cały szlak do Meteo (3653 m n.p.m.) pokonujemy w 6 godzin. Mijamy widokową przełęcz Arsha z fantastycznym widokiem na Kazbek oraz lodowiec Gergeti, który za chwilę będziemy przekraczać. Do tej pory nie ma trudności technicznych, szlak przypomina ścieżki w Tatrach Zachodnich, więc prujemy aż miło. Lodowiec również nie przysparza nam kłopotów – w pełnym słońcu doskonale widać system szczelin, do tego prowadzi nas przecież lokalny przewodnik, który sprawnie wyszukuje najdogodniejszą drogę. Na koniec pokonujemy piargowe zbocze i meldujemy się w schronisku Bethlemi Hut. Podczas wyprawy na Kazbek spałam w namiocie, tym razem kwaterujemy się w jednym pokoju – małym, ciasnym, obskurnym, lecz po wymianie okien całkiem ciepłym. Oczywiście wieczorem kontynuujemy integrację, jest wesoło, w związku z tym dołącza do nas Levani, jeden z trzech dyrektorów schroniska, który dwa miesiące wcześniej wprowadził mnie na szczyt Kazbeku. Wyciągamy co mamy, raczymy się różnymi specyfikami, Dato umila czas gruzińską muzą i opowieściami. Wraz ze wzrostem promili, coraz lepiej rozumiemy ruski, a Dato nawet zaczyna mówić po polsku. 😀

Na tym poziomie wszyscy czujemy się dobrze, wobec tego dajemy się namówić na wejście jeszcze wyżej – do kościółka, a w zasadzie białej kapliczki na wysokości ok. 3940 m n.p.m., według niektórych 4000 m n.p.m. Nam oczywiście podoba się druga wersja i jej się trzymamy. Już na górze wyraźnie widać, iż nadciąga załamanie pogody, toteż nie zwlekamy i po krótkim odpoczynku zaczynamy żwawą ewakuację.

W rejonie przełęczy Arsha łapie nas potężne gradobicie. Ulewa szybko przemacza nam ubrania, a walące na horyzoncie pioruny nie dodają animuszu. Pod nogami ziemia w ekspresowym tempie przeobraża się w błoto utrudniając zejście. Nie możemy doczekać się końca. Szeroko uśmiechamy się na widok naszego autka i nawet nie narzekamy na ostrą jazdę krętą szutrową drogą. Wieczór spędzamy w wielkim stylu, w restauracji we wspomnianym wyżej stylowym hotelu w Kazbegi.

  • Do kościółka Cminda Sameba można dojechać busem. Na placu w centrum Kazbegi znajduje się stanowisko busiarzy. Wynajęcie pojazdu dla 6-7 osób to koszt 70-100 GEL (lari), w zależności, jak się uda Wam dogadać. Ta sama usługa wykupiona w biurze Mountain Freaks to koszt 50 GEL (lari), a więc opłaca się skorzystać z oferty Ewy.
  • Droga, którą jeżdżą auta nie jest ciekawa ani widokowa, więc jeśli kusi podejście piechotą, to radzę wybrać dłuższą ścieżkę, mającą swój początek po lewej stronie wzgórza Gergeti. Wędrówka zajmie 2-3 godziny.
Cminda Sameba

Zasłaniamy kosciółek Cminda Sameba 😉

Kazbek

Kazbek z przełęczy Arsha

Pod Kazbekiem

Cała drużyna, od lewej:
Arek, Wojtek, Daria, Marysia, ja, Agnieszka i nasz gruziński kompan Dato

Lodowiec Gergeti, w drodze do bazy pod Kazbekiem

Dato i Wojtek na lodowcu Gergeti

W drodze do Meteo

Na lodowcu

Meteostacja pod Kazbekiem

Meteo

Bethlemi Hut, Meteo pod Kazbekiem

Nasze dormitorium 😛

Panorama z bazy pod Kazbekiem

Panorama z Meteo na lodowiec Gergeti

Meteostacja pod Kazbekiem

Zostawiamy Meteo i masyw Ortsveri za plecamy. Idziemy do białej kapliczki

Aklimatyzacja pod Kazbekiem

Mocno do góry, po piargach, ale z widokiem na Kazbek

Biała kapliczka pod Kazbekiem

Biała kapliczka

DZIEŃ SZÓSTY – POLSKA KNAJPA NA PUSTYNI I MONASTYR DAWID GAREDŻA

Tego dnia opuszczamy rejon Kazbegi i kierujemy się do Kachetii, najbardziej zielonej i urodzajnej krainy w Gruzji, która jest kolebką wina. Aczkolwiek warto zaznaczyć, że żyzne winogronowe sady bezpośrednio sąsiadują tu z terenami pustynnymi, na granicy z Azerbejdżanem. Niezły kontrast!

Przed nami pięć godzin drogi do miasta Udabno, osady na półpustyni zamieszkanej przez… górali! Jak to się stało? Wszystko zaczęło się od błotnej lawiny gdzieś w Swanetii. Żywioł porwał kilka osad, więc wielu górali pozostało bez dachu nad głową. Włodarze ze stolicy wpadli na „genialny” pomysł przesiedlenia Swanów na półpustynię, gdzie nie zagrożą im już lawiny. W ten sposób jakieś czterdzieści lat temu powstało miasto Udabno, ulokowane pośrodku niczego, tuż przy granicy z Azerbejdżanem. Jednak wkrótce komuna się skończyła, nakaz przesiedleńczy przestał kogokolwiek interesować, toteż większość Swanów spakowała manatki i wróciła w rodzinne strony – w ukochane góry. Życie zamarło, młodzi pouciekali, pozostał cień dawnego życia – niemalże miasto duchów. I tylko bliskość kompleksu monastyrów trzyma jeszcze Udabno przy życiu – turystów coraz więcej, a zatem w tej dziedzinie można coś zdziałać. Lecz i w tej kwestii osada zaskakuje! Oto bowiem, na stepie, z dala od cywilizacji działa knajpa Oaza Club, założona przez Polaków! Właściciele nie tylko serwują przepyszną kuchnię (gotują Gruzinki ze Swanetii) i oferują noclegi, ale prowadzą klub i aktywizują lokalną społeczność, organizując koncerty, warsztaty, seanse filmowe. Wspierani są przez podróżników z całego świata, którzy za wikt i opierunek pomagają ogarnąć to wyjątkowe miejsce. Pyszne jedzenie, luźna atmosfera plus przepiękny widok na step to udany przepis na wypoczynek!

Po napełnieniu brzuszków udajemy się na zwiedzanie kompleksu Dawid Garedża, założonego w VI wieku przez jednego z syryjskich mnichów, którzy przybyli w tenże region. Dawida założył pustelnię w naturalnej jaskini na zboczu góry Garedża, a jego uczniowie szybko poszli w ślady mistrza. Z czasem monastyrów przybywało, osiedliło się tu wielu znaczących i wpływowych mnichów, w tym syn króla Gruzji. Kompleks Dawid Garedża przeżył swój złoty okres w czasach XI-XIII wieku – wtedy prężnie rozwijał się tu jeden z najważniejszych ośrodków religijnych i naukowych tamtych czasów.

Na parkingu kończy się infrastruktura turystyczna, dzięki czemu można lepiej wczuć się w klimat dawnych czasów. Zwiedzamy dwustuletni klasztor, po czym udajemy się na oględziny jaskiń. Część pustelni znajduje się po drugiej stronie wzgórza, a to oznacza całkiem poważne podejście na szczyt płaskowyżu – może niezbyt długie, acz mozolne. Widoki na górze wynagradzają trud. I tylko w pale się nie mieści, że nikt nie dba o teren, zwłaszcza o wiekowe freski w grotach. Te niszczeją i być może za kilka lat dużo z nich nie zostanie.

  • Zwiedzanie wraz wycieczką do grot na wzgórzu zajęło nam nieco ponad półtorej godziny. Warto przyjechać tu wieczorem, bowiem wschód słońca nadaje temu miejscu wyjątkowy charakter.
  • Do Dawid Garedży nie jeżdżą marszrutki. Dostaniemy się tu na stopa (choć to graniczy z cudem zważywszy na bezludną okolicę), wynajętym autem bądź taksówką z miasta Signagi (Sighnaghi) lub Sagaredżo (Sagarejo).
  • Wstęp jest bezpłatny.
Oaza Club w Udabno

Polska oaza na gruzińskim stepie 🙂

Dawid Garedża, Gruzja

Pod manastyrami wzgórza jakby tęczowe 🙂

Dawid Garedża, Gruzja

Dawid Garedża

Dawid Garedża, Gruzja

W drodze na szczyt wzgórza

Dawid Garedża, Gruzja

Otwiera się widok na Azerbejdżan

Dawid Garedża, Gruzja

Ścieżka prowadzi koło systemu grot i pustelnii

Dawid Garedża, Gruzja

Ekipa Mountain Freaks! 😀

Dawid Garedża, Gruzja

Widok z góry Garedża (Gareja)

DZIEŃ SIÓDMY – SIGNAGI, CZYLI GRUZIŃSKIE MIASTO MIŁOŚCI ORAZ POŻEGNANIE W TBILISI

Noc spędziliśmy w gruzińskim mieście miłości, w rodzinnym pensjonacie, gdzie oczywiście nie zabrakło tradycyjnej supry i tysiąca toastów.

Po śniadaniu ruszamy na zwiedzanie miasteczka. Palące słońce nieco rozleniwia, ale pośród kamiennych uliczek i magicznych zaułków małej starówki spaceruje się niezwykle przyjemnie. Signagi przypomina urokliwe toskańskie miasteczko i choć porównanie jest nieco na wyrost, to oba regiony: i Kachetia i Toskania słyną z pysznego wina.

Do gustu przypadły mi mury obronne okalające miasto, datowane na XVIII wiek. Ich długość wynosi 2,5 km – to wystarczy, by miejscowi zachwalali je jako najdłuższe na świecie. Nie licząc Wielkiego Muru Chińskiego, dodają z przekąsem. Chyba nie chcą pamiętać Carcassonne i któż wie czego jeszcze. 😉

Szczególnie zainteresowanych historią i kulturą zachęcam do odwiedzenia miejskiego muzeum. Bilet kosztuje zaledwie 5 lari.

O rzut berem od Signagi znajduje się monastyr św. Jerzego w Bodbe – opactwo i siedziba biskupów kachetyjskich, z historią sięgającą IX wieku. Tu znajduje się grób św. Nino, patronki gruzińskiego chrześcijaństwa. Nawet jeśli zwiedzanie świątyń nas nie interesuje, to warto zobaczyć rozciągającą się z kompleksu panoramę na kachetyjską równinę, skąd pochodzą najlepsze światowe wina.

W Kachetii warto zaopatrzyć się w większe ilości gruzińskich snikersów: tutaj powstają, tu są najświeższe, najpyszniejsze i tu są rzecz jasna najtańsze – kosztują 2 lari za sztukę (zazwyczaj cena wynosi 3 lari). Cóż to jest? Najbardziej popularna słodka przekąska na Kaukazie przygotowywana z orzechów oblanych zagęszczonym sokiem z winogron, następnie wysuszonych. To zdrowa, energetyczna i całkiem smaczna przekąska.

Po południu docieramy do Tbilisi, gdzie uskuteczniamy spacer po starej części miasta, kupujemy pamiątki, spore ilości wina, a na deser wjeżdżamy kolejką na widokowe wzgórze Sololaki, by nocnym widokiem na stolicę pożegnać się z Gruzją.

Signagi

Signagi – miasto miłości

Signagi

Signagi

Tbilisi

Tbilisi

JAK PODOBAŁA MI SIĘ ZORGANIZOWANA WYCIECZKA DO GRUZJI?

Bardzo, mimo że preferuję indywidualne tułaczki, to raz na jakiś czas lubię wyjechać w grupie. Nie muszę martwić się o przejazdy, zwłaszcza do miejsc, gdzie nie dociera komunikacja, o noclegi, o całą logistykę i posiłki. Jedliśmy w pysznych knajpach, spaliśmy w sprawdzonych miejscach i przede wszystkim mieliśmy dobrego kierowcę i sprawne auto, a to doceni każdy, kto miał okazję przeżyć szaleńczą jazdę lokalną marszrutką. No i ludzie. Już nie raz wspominałam, że w moim najbliższym otoczeniu nie znam zbyt wiele osób o górskim zacięciu, więc zorganizowany wyjazd pozwala na poznanie ludzi o tej samej pasji. Z częścią z nich mam regularny kontakt już na własnym podwórku. Spotkamy się również latem w Gruzji, na kolejnym trekkingu zorganizowanym przez Ewę.

Jeśli masz ochotę potułać się po Kaukazie, lecz nie czujesz się na siłach, by samodzielnie zaplanować podróż, to zapraszam na wspólne wyprawy ze mną. W planie jest Armenia, Swanetia z wejściem na Lailę i Tetnuldi oraz Kazbek. Tutaj szczegóły:

KAUKAZ 2019

 

Górskie pozdro,

Madzia / Wieczna Tułaczka

 

***

Tu też jest fajnie:

Facebook   Instagram

 

 

10 komentarzy

  1. Byłam w Gruzji na tak krótko że nie zobaczyłam tego co opisujesz.. ale 3 dni były wystarczające aby się.zakochać w tym kraju i planować powrót

  2. Nie wiedziałam, że Gruzja jest taka ładna! Podziwiam też te wspinaczki, ale późniejsze widoki wynagradzają cały trud! Szkoda mi tylko tych baranków i jedzenia ich oczu 😮

  3. Ile pięknych zdjęć i ta pogoda! Cudowna ta gruzińska Toskania <3

  4. Ach, obejrzalam z sentymentem zdjecia oraz przeczytalam tekst – z sentymentem, bo i ja wspinalam sie na Kazbeg. Dokladnie wspielam sie do Meteo, bo wyjezdzajac z Polski nawet mi do glowy nie przyszlo, ze bede mogla w ogole pomyslec o czyms wiecej, niz Sameba:) A tu spotkalismy niejakiego Ryszarda, ktory nam dodal odwagi – i w trampeczkach, z wyposazeniem autostopowicza wlezlismy do Meteo. Ach wspomnienia! Pieknie bylo! Sciskam i dziekuje za relacje! <3

  5. tak bardzo chcę! <3 miałem być w 2016 roku, ale nie wyszło – teraz niestety prawdopodobnie dopiero w 2019 albo nawet 2020 🙁 Kazbek też chciałbym zdobyć, ale jeszcze muszę nabrać doświadczenia górskiego (więc realnie chyba nie wcześniej niż za 3-4 lata :/ ). Wschód jest super!

  6. Baardzo fajne miejsce, super zdjęcia aż chce się tam wybrać, myślę że w tym roku do Gruzji się wybiorę na zwiedzanie i chodzenie po górach.

  7. Mały wodospad Gveleti to nie taki mały ; ) Gruzja taka piękna!

  8. Piękny Fotoblog. Czy ta się o tej wyprawie na Kazbek i okolice jak mantrę 🙂 Niestety mi dane było być tylko dwa dni w Kazbek. Zdążyłem tylko wejść piechotą na Cmindę Samebę trudniejszym szlakiem (tym po lewej ) Wrażenia i widoki niesamowite. Zachęcam oprócz samego kościoła i widoków nad głowami latały orły w małym stadzie Coś nie do opisania. Po przeczytaniu Twojego jeszcze bardziej nabrałem ochoty na dotarcie do samego meteo . Nie jestem wspinaczem a niedzielnym piechurem w trampkach ,ale może w nich udało by się tam dotrzeć 🙂 Życzę udanych kolejnych paru tysiączników i także polecam biuro freaków . Udało mi się tam dotrzeć przypadkiem i poznać ową właścicielkę i jej fajne biuro

    • Wieczna Tułaczka

      Trzymam za Ciebie kciuki! Na lodowiec przydadzą się raki, a więc trampki odpadają, chociaż miejscowi pomykają tam i w laczkach (lata praktyki). 😉 No i warto iść z przewodnikiem, jeśli nie ma się doświadczenia w pokonywaniu lodowców. Wszystko oczywiście do zrobienia z pomocą Ewy! 🙂

      I zachęcach do odwiedzin bloga, wkrótce więcej relacji z Gruzji, choćby z przepiękniego trekkingu w Tuszetii. 🙂 Pozdrawiam!

  9. Dzięki Wielki . Na pewno tam wróce choć zawsze jest coś co kusi nowego jak ten David Garedża 🙂 . No szacunek za zdjęcia 🙂 Na takich wysokościach takie wyraźne i przemyślane kadry 🙂 Ja mam niestety tylko górę Kazbek z miasteczka pod wieczór dopiero się pokazała na kilkanaście minut. Też robi wrażenie o zachodzie i wieczorem . Kilka fot ze statywu, a do dzisiaj mam ciary . Raptem minęło troszkę ponad miesiąc od mojej wyprawy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.