Jak nie zrobić z siebie idioty w biurze podróży?

Jak nie zrobić z siebie idioty w biurze podróży?

Tak się składa, że przez kilka lat pracowałam w biurze podróży. Żebym ja wtedy na bieżąco spisywała anegdotki i dykteryjki to miałabym teraz materiał na książkę. Coś jednak we łbie zostało – akurat na kilka złośliwych artykułów. Zatem zapraszam na pierwszy z nich!

 

Na wrodzoną głupotę nie ma siły, ale jest kilka patentów, które uchronią Was przed zrobieniem z siebie konkursowego idioty w biurze podróży.

Po pierwsze (i przede wszystkim) warto mieć wiedzę geograficzną chociaż na poziomie szkoły podstawowej. Wyższe szczeble są mile widziane.

Przykład:

Młode małżeństwo szuka wycieczki. Dziewczyna pyta:

-Ma pani jakąś wycieczkę do Wenecji? Zawsze chciałam zobaczyć Francję!

-Ależ kochanie! (to mówi jej mąż, nie ja) Wenecja nie leży we Francji!!

Dziewczyna klepnęła się ręką w czoło i wykrzyczała:

-No tak! Przecież to osobne państwo!

Pozostawię bez komentarza. Wy nie musicie.

 

Po drugie, warto przed wizytą w biurze uświadomić sobie, że agent turystyczny nie ma procesora pod kopułką i wbrew pozorom nie jest komputerem. Niestety klienci często uważają, że w głowie mamy wyryte wszystkie nazwiska, numery rezerwacji oraz hotele, a w razie potrzeby zaglądamy do zakamarków naszego umysłu i wynajdujemy potrzebną informację w ułamku sekundy. To oczywiście idzie w parze z idiotycznymi pretensjami…

Przykład:

Do biura przychodzi jakiś facet i pyta:

Chciałbym wykupić wakacje w tym samym hotelu, w którym rok wcześniej spędzał urlop mój kolega. Był zachwycony warunkami.

-Dobrze, jaki to hotel?

-Nie wiem, ale przecież u pani kupował!!! I to pani powinna wiedzieć!!! Pani tu pracuje czy ja??!

Jakże mogłam tego nie wiedzieć…Ehh…

 

Po trzecie, spróbujcie opanować podstawowe zwroty, które będą regularnie przewijać się w rozmowie z pracownikiem biura. Tak, wiem, że one są zagraniczne, ale na stałe zagnieździły się w przemyśle turystycznym i nic nie poradzimy na to, że istnieją…

-Klienci nagminnie na „all inclusive” mówią „eksklusiw” albo „ale ekskluziwe”.

-Tak jak wymowa „all inclusive” potrafi zirytować, tak wymowa „last minute” jest nawet urocza. Polacy wypowiadają ”last minet” z cudnym, twardym akcentem, który kojarzy się, ale bynajmniej nie z wycieczką. Do klasyki należą już pytania: „Czy jest coś z last minety”? Albo: „Chciałabym coś z last minuty, bo znajomi już tam byli i im się bardzo podobało”.

-Według niektórych na Wyspach Kanaryjskich znajduje się Grand Canaria i Futur Ventura albo Furaventura, a w Egipcie Szar Szejk, a nawet Szarik Szejk.

-I jeszcze jeden rodzynek: „Macie katalog z biura Tuja”?

 

Z drugiej strony barykady „kwiatki” również się zdarzają, ale o tym niech opowiedzą klienci biura. Od siebie dodam jedną historyjkę, kiedy to pełnym powagi tonem zaproponowałam rejs statkiem pijackim… Przyznam, że pan, któremu złożyłam ofertę był wręcz zachwycony! 😀

 

Na koniec kilka absurdalnych pytań, których unikaj za wszelką cenę:

Czy w hotelu będzie papier toaletowy? Czy mam zabrać z domu?

Czy samolot, którym lecę się rozbije?

Czy w hotelu będzie ogólnodostępny czajnik albo grzałka?

Ma pani jakieś last minet na maj? Jest to częste pytanie zadawane np. w październiku… Czy tak ciężko zrozumieć, że (jak sama nazwa wskazuje) last minute dotyczy najbliższych terminów?

Czy mogę zabrać na pokład samolotu kiełbasę? Zdziwilibyście się, jak często dostawałam to pytanie.

Co się stanie jak nie wsiądę do samolotu? Really? Hmm… spadnie zeszłoroczny śnieg! A tak serio to uprzejmie informuję, że chyba pan nie poleci… 🙂

 

 

36 comments

  1. „ale ekskluziwe” mnie rozwalilło 😀 A z tą grzałką, to podobno Polacy są znani z tego, że wszędzie ze sobą ciągają grzałki itp. 🙂
    A Ty w pracy miałaś przynajmniej wesoło 🙂

  2. Świetnie się czytało! Uwielbiam!

  3. Last mineta wymiata 😀 😀

  4. Co do przykładu pierwszego, to polecam odcinek Matura to Bzdura dotyczący zagadnień geograficznych albo flag (dostępne na youtubie, chyba, że Ci już znane) 🙂 Pełno tam podobnych kwiatków 😀
    Szkoda, że nie spisałaś wszystkiego, bo bym chętnie sięgnęła po taka książkę 🙂

    • Wieczna Tułaczka

      Znane mi są te filmiki, oj znane 🙂 Szkoda, że w tamtych czasach nie myślałam o blogowaniu, pewnie zapisywałabym te wszystkie kwiatki 🙂 Na pocieszenie dodam, że coś się jeszcze na blogu pojawi w tym temacie.

  5. Hahaha ale się uśmiałem…last mineta miażdży…to zadziwiające co piszesz, ale siedząc dłuższy czas w biurze podróży możesz ocenić jacy są ludzie..last mineta hahaha, ostania mineta i odlatujemy…do ciepłych krajów 🙂
    Już udostępniam
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  6. hahaah…Wenecja i last mineta rozwaliła mnie do łez 🙂
    Z tymi grzałkami to chyba jacyś starsi ludzie bo młodzi to zapewne nie widzieli grzałki na oczy 🙂
    Czekamy na następny w[is w podobnej tematyce .

    Oczywiście udostępniam

    • Wieczna Tułaczka

      A właśnie, że nie starsi pytali, a tacy w granicach 40-stki 🙂 Widać grzałki nadal żyją i mają się dobrze 😉

  7. ♥ Aga w krainie czarów ...

    O mamo niektórzy powinni się cofnąć do podstawówki , jak nie wiedzą gdzie leży Wenecja 🙂 Jasne, że w kujawsko -pomorskim 😀

  8. No pardon, ale grzałka jest istotnym wyposażeniem w każdej podróży! Zwłaszcza w tzw. ciepłych krajach… 🙂 I jaka malutka – dzięki temu w jednej kieszeni można mieć pęto podwawelskiej, a w drugiej grzełeczkę! Może nawet spłaszczona rolka papieru się zmieści…

  9. Last Mineta mnie rozwalila na łopatki ale u mnie w pracy na T-Mobile mówią Timotej lub timotewej wiec w Polsce to standard 😀 mi sie kiedys zdarzyło wziąć papier toaletowy na wyjazd było trochę śmiechu 😀

    a pytania o to ile jedzie pociąg do USA nie miałaś ?

    • Wieczna Tułaczka

      Zapewne każda branża ma swoje smaczki. O pociąg nikt nie pytał, ale raz miałam pytanie o wycieczkę do USA autokarem, bo samolotem to drogo…

  10. To wszystko prawda, ale czasami po drugiej stronie też „sadzą kwiatki”;) Nie w biurze podróży, ale w rozmowie z biurem przewozów międzynarodowych, więc powiedzmy, trochę w temacie. Moja rozmowa z panią (fragmenty, bo szło jak krew z nosa): – Dzień dobry, chciałam się dowiedzieć czy autobus do Bazylei ma opóźnienie? – Ale my nie jeździmy do Bazylei. – Jak to nie jeździcie?!? Przecież ja trzymam wasz bilet… – I co tam jest napisane? -„Basel – Wrocław” – No, to gdzie pani stoi, bo do Basel jeździmy…

    • Wieczna Tułaczka

      Jasne, że po drugiej stronie barykady też bywa wesoło 🙂 Ale o tym niech piszą klienci biura – ja klientem nigdy nie byłam 🙂

  11. Te teksty tak całkiem serio serio ?
    Zabawnie miałaś 🙂 Szacunek za nie wybuchnięcie niekiedy śmiechem przy kliencie 🙂
    Kiełbasa najlepsza 🙂

  12. Wieczna Tułaczka

    Wszystkie teksty zostały wypowiedziane w mojej obecności – niektóre wielokrotnie 🙂 Czasami nie dało się nie śmiać – na przykład nie wyrobiłam przy papierze toaletowym, na szczęście trafiłam na fantastyczną klientkę, która zaśmiewała się razem ze mną 🙂 Pozdrawiam!

  13. Szarik Szejk hahaha. Świetny artykuł! Ja też kiedyś pracowałam w biurze podróży i najlepszy tekst jako usłyszałam w ciągu całej pracy to narzekanie pewnej starszej pani po wycieczce do RPA: ‚wszystko w zasadzie było super, ale ile tam było tych czarnych’ 😉

  14. Oj tak! Znajomość mapy Europy, bo już nawet nie świata, poprawna wymowa kilku słów po angielsku i nasza praca była by duuuużo łatwiejsza. Ale ja i tak sobie kupie kiedyś szklaną kulę albo coś tarota jakiegoś, bo i tak najczęściej muszę czytać w myślach 🙂 Pozdrawiam!

  15. Teksty ciekawe, ale w każdej pracy można podobne rzeczy znaleźć.
    Ja od pewnego czasu czytam takie teksty z komisji lekarskiej z Łodzi, bo koleżanka cytuje na FB ciekawsze kwiatki z pracy 😉

    • Wieczna Tułaczka

      Zazdroszczę 🙂 Ja swojego czasu miałam gorące relacje z Izby Przyjęć – tam to dopiero się dzieje… 😉

  16. Ty się z nimi męczysz przez kilkanaście minut (no do 2 godzin), a pomyśl, że niektórzy trafią na takiego ciołka w samolocie albo – gorzej – jako współtowarzysza wycieczki. Całe dwa tygodnie z takimi… omfg! 😉
    Dlatego my jeździmy samodzielnie 😛

  17. Wieczna Tułaczka

    Z racji zawodu miałam okazję uczestniczyć w 3 zorganizowanych wycieczkach. Powiem jedno – gdybym była pilotem to zwariowałabym do reszty! 45 osób i każdy chce czego innego… Co niektórzy mieli swoje racje, ale weź tu teraz tak ogarnij, żeby zadowolić każdego. Też zdecydowanie wolę samodzielne wyjazdy 🙂

  18. 😀 aż mi się gęba cieszy do monitora 😀 😀 😀 no cóż we Francji jest Port Grimaud, nazywany Francuską Wenecją, więc może ta Pani to miała na myśli 😉

  19. Połowa anegdotek wyśmiewających to, jak Polacy czytają dość trudne angielskie zwroty. Tymczasem tacy Szwedzi wstydu nie mają, i na przykład na Michaela Jacksona mówią (czytać fonetycznie) „Miki Jakson” – Miki, bo po szwedzku Miki to Michał, i Jakson (przez J), bo tak przeczytają po szwedzku Jackson. Zatem jeśli branża turystyczna jest na tyle uboga, że nie potrafi wypracować podstawowych polskich zwrotów, to bardzo dobrze, że klienci trochę potrafią rozładować tę sztywność i porozmawiać o tej ostatniej minecie 😉

  20. Zacytuję kilka smaczków również zaslyszanych w pracy: „all exscuse me” i najlepsze: „all intense” Ten drugi wariant może dopiero być ciekawy… 😀 Plus teksty typowego Janusza w stylu: ” Ale żeby mi tam nie było murzynów i Arabów”.
    Pozdrawiam!

  21. Akurat pytanie o dostępność czajnika uważam za całkiem na miejscu, szczególnie gdy jedzie starsza osoba, która na noc lubi zaparzyć sobie ziółka, albo gdy jedzie się z małym dzieckiem. Może dla bezdzietnej osoby ok. 30-tki to się wydawać śmieszne, ale dla niektórych to jest istotne, jeśli ktoś potrzebuje wypić coś ciepłego innego niż kawa i ew. herbata (też nie wszędzie dostępna przy kolacji).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top
bahis siteleri albet
Kocaeli Escort Bakırköy escort kaçak bahis siteleri milanobet

kartal escort Pendik escort gay porno Wso shell Escort kusadasi

escort izmit , escort samsun , escort ankara , eskisehir escort ,