Kurtka w góry – mój zestaw na trzy sezony

Kurtka w góry – mój zestaw na trzy sezony

Długo główkowałam na co postawić. Wybór kurtki to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia – tym cięższy im mniejszą ilością kasy się dysponuje. A jak dodam, że kurtka ma być zajebista na wszystkich możliwych frontach, a więc nieprzemakalna, wiatroszczelna, oddychająca, dobrze skrojona, taka co to nada się awaryjnie na letni deszcz i z takim samym powodzeniem do całodziennego wędrowania jesienią, to już w ogóle robi się istny obłęd. Przebrnęłam przez dziesiątki wątków na forach outdoorowych, przeszłam wszystkie etapy rozkminki: od hardshelli (2L, 2,5L, 3L, z Gore, e-Ventem i innymi cudami) poprzez fazę płomiennej miłości do softshelli (tych prawdziwych, a nie dziwnych hybryd z laminatami), skończywszy na windshirtach. Łeb spuchł mi do rozmiarów ciężarówki od nadmiaru informacji i porad wszelakich, ale zrozumiałam ważną rzecz – nie znajdę jednej uniwersalnej kurtki do wszystkiego, bo takiej po prostu nawet w odległej galaktyce nie ma.

Cóż więc zrobić? Ano podejść do tematu zdroworozsądkowo i szczerze ocenić swoje górskie aktywności, plany wycieczek (plany, nie odległe marzenia!) oraz warunki w jakich najczęściej podejmujemy wyzwania. Prawidłowe rozpoznanie potrzeby to pierwszy krok do sukcesu.

Rachunek sumienia wyszedł mi następująco: w góry jeżdżę głównie latem, czasem wiosną, czasem jesienią, generalnie w okresach dość ciepłych i bezśnieżnych. Z tegoż powodu wyeliminowałam wszelkie membranowe odzienie, które ochrania przed deszczem i wiatrem, ale nie oszukujmy się, że świetnie oddycha wedle zapewnień producentów. W niższych temperaturach owszem, przy czym jedne membrany lepiej radzą sobie z przepuszczaniem wilgoci na zewnątrz inne gorzej, ale nikt nie wmówi mi, że przy +10 stopniach nie ugotuję się w membranie. A kto lubi się pocić i gotować podczas wędrówki? Brrrr…

No to może softshell? Ideą jego powstania była potrzeba załatania dziury, jaka ziała na rynku outdoorowym między hardshellami ze słabą zdolnością do odprowadzania wilgoci, a polarami nie chroniącymi od wiatru i wilgoci. W założeniu softshell powstał jako nowocześniejsza wersja wiatrówki – cieplejsza i bardziej wytrzymała. Wszystko wyszło super, oprócz ceny. Za dobrej jakości softa z prawdziwego zdarzenia trzeba sporo zabulić, choć z roku na rok widzę tendencję spadkową. Za to w modnych teraz (i często tańszych) pseudo-softach zawierających membranę (czyli produktach gwałcących ideę powstania kurtek softshellowych) można przebierać jak w ulęgałkach. Już byłam zdecydowana zakupić lansiarski softshell (to zgrabne i dopasowane bestie), gdy przypadkiem trafiłam na żarliwą dyskusję dotyczącą wartswy wiatroszczelnej. Wcięłam się do wątku i swoje wnioski wyciągnęłam.

Przekonały mnie argumenty, iż poczciwa wiatrówka będzie bardziej uniwersalna na moje ówczesne aktywności. Już mówię dlaczego. Otóż obawiałam się, że w pewnych przypadkach softshell będzie dla mnie za ciepły, jako że z reguły wyłożony jest od środka fleecem. Za to wiatrówka daje szersze pole do popisu – to cienka „szmatka” chroniąca przed wiatrem i nic poza tym. Nie daje żadnego ciepła, zatem ogrzewanie ciała trzeba regulować za pomocą pierwszej (bluzka z krótkim bądź długim rękawem) i drugiej warstwy (bluza, polar). Generalnie wiatrówka nadaje się na każdą porę roku, bo termika zależy od tego co znajduje się pod nią, a nie od niej samej. Zatem windshirt jest o tyle dobry, że można go używać latem na bluzkę z krótkim rękawem (np. gdy jest za ciepło na warstwę termiczną, a wiaterek daje się we znaki) i z równym powodzeniem zimą, o ile ma się wystarczająco ciepłą bieliznę oraz polar.

Suma sumarum zakupiłam tradycyjną wiatrówkę i jestem zadowolona.

Kurtka w góry

Po lewej wiatrówka Argenta, po prawej kurtka przeciwdeszczowa Rain-Cut

WIATRÓWKA HiMOUNTAIN ARGENTA

Zacznę od tego, dlaczego postawiłam akurat na ten model. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze i najważniejsze, miałam bardzo ograniczony wybór. Wyszukałam bodaj 4 modele w moim rozmiarze, niestety cena większości z nich znacznie przekraczała mój budżet. 600 zł za wiatrówkę to jednak sromotne przegięcie, a tyle średnio kosztowała wtedy kurtka z Pertexu. Zielonym w temacie szybko wyjaśnię czym jest Pertex – to św. Graal wśród outdoorowych tkanin. Japoński wynalazek charakteryzuje się niezwykłą lekkością a zarazem wytrzymałością, utrzymuje wysoką oddychalność przy jednoczesnej wiatroszczelności, a to dzięki zastosowaniu techniki polegającej na bardzo gęstym tkaniu materiału. Odmian Pertexu jest kilka, każda o nieco innych właściwościach, ale nie będziemy wdawać się w szczegóły…

Wracając do tematu, nie udało mi się znaleźć perteksowej XS-ski w rozsądnej cenie, więc zmuszona byłam poszukać tańszego zamiennika. Padło na Argentę w promocyjnej cenie 130 zł.

Zalety:

– Kurtka wykonana jest w 100% z poliamidu (nylon), w zasadzie Pertex również, choć kluczem do sukcesu jest oczywiście sposób tkania. Tutaj HiMountain nie poległ, bo Argenta świetnie „oddycha”, a jej wiatroszczelność stoi na wysokim poziomie. Kurtkę namiętnie noszę wiosną, latem i jesienią podczas górskich wędrówek, od grudnia w niej biegam (póki co krótkie dystanse) i jeszcze nie udało mi się w niej zapocić. Brawo ja.

– Jest lekka jak piórko. Z pokrowcem waży jakieś 100 gram. Plecak nawet nie wie, że pakuję do niego kurtkę. 😉

– Wbrew pozorom jest bardzo wytrzymała. Patrząc na to chucherko można nabrać podejrzeń, iż rozerwie się przy pierwszej próbie założenia. Po 4 latach użytkowania nie widzę żadnych przetarć, rozlazłych szwów czy jakichkolwiek śladów świadczących w sądzie na niekorzyść. Pardon, na upartego mogę się przyczepić do gumki, która okala rękawy i dół kurtki – lekko się zmechaciła.

– Po wyjęciu z wora jest wygnieciona aż strach patrzeć, ale błyskawicznie (tak szybko, że nigdy nie zorientowałam się kiedy dokładnie) wraca do wyjściowej formy. Sama z siebie.

– Po przemoczeniu schnie w trybie turbo, na oko w jakieś pół godziny.

– Dwie zewnętrze kieszenie są dość głębokie i zamykane na zamek.

Wady:

– Krój, krój i jeszcze raz krój. Mała jestem i może niewymiarowa, skoro kurtka z łatą „działa dobrze, ale krój ma spier***y” nie leży na mnie wcale tak źle, mimo to i ja zauważam lekkie niedociągnięcia. Przede wszystkim kaptur jest zaprojektowany bez totalnego pomyślunku. Za mały jakiś, za krótki. Aby wcisnąć go na łeb trzeba najpierw lekko rozpiąć kurtkę. Da radę chodzić w tym kapturze, ale do biegania się absolutnie nie nadaje – materiał za bardzo „ciągnie” przy intensywniejszym ruchu. Wszyscy narzekają, że rękawy są za krótkie. Oprócz mnie. Na moje krótkie łapki są w sam raz. Natomiast mogę się przyczepić do konstrukcji tychże rękawów – przy podnoszeniu rąk kurtka delikatnie się podnosi. Tył kurtki nie jest przedłużany, a taki patent przydałby się zwłaszcza na rowerze, żeby skutecznie chronić nery.

Kurtka w góry - wiatrówka

Latem często jest mi zbyt zimno na krótkim rękawku, ale zbyt ciepło w bluzie. Wtedy rozwiązaniem jest wiatrówka. :)

Kurtka w góry - wiatrówka

Ale kaptura na kask to ja nie wcisnę… :/

Podsumowując, wiatrówka Agrenta HiMountain chroni od wiatru na przyzwoitym poziomie (przewiało mnie kiedyś jesienią na Czerwonych Wierchach, zwłaszcza na postojach, ale nie miałam wystarczająco ciepłego polaru pod spodem), świetnie oddycha, niestety krój ma skopany. Jako że ten model nie jest już w sprzedaży, to pozwoliłam sobie przewertować aktualne propozycje na rynku outdoorowym i przedstawić 3 modele polskich producentów, na które zwróciłabym większą uwagę:

1. Kwark Costabona 175 zł – Minimalistyczny krój z dobrze skrojonym kapturem i wysoką gardą. Na minus brak kieszeni, które akurat są mi niezbędne przy bieganiu. Wykonana z Pertex Microlight.

2. HiMountain Kinetic 199 zł – Następca Argenty. Cholera wie, czy przyłożyli się do kroju, czy powtórzyli stare błędy. Projekt kaptura chyba ich przerósł, bo w ogóle zrezygnowali z tego patentu. 😉 U mnie w mieście nie ma sklepu stacjonarnego, więc nie jestem w stanie wybadać.

3. Cumulus Windy-Wendy 299 zł – Czytałam same pochlebne opinie o tym okazie. Wykonana jest starannie, z Pertexu Quantum GL. Tylko czemu te cholery z Cumulusa nie mają wersji damskiej? Trzeba by jakąś feministkę na nich nasłać, niech walczy! 😉

No dobrze, ochronę na wiatr już miałam, jeszcze musiałam dokooptować coś na deszcz. Badania górskich aktywności pokazały, że na 90% czasu, jaki spędzamy w górach przypada względnie dobra pogoda, a kurtka przeciwdeszczowa kisi się na dnie plecaka. Ja też przekonałam się, że prawdziwe ulewy łapiące nas gdzieś podczas marszu zdarzają się rzadko. Dlaczego? Otóż nikt nie lubi przemakać i jak widzi siarczystą ulewę z rana, to po prostu odpuszcza wycieczkę i zostaje w schronisku, w namiocie czy w pensjonacie u pana Józka. Przed wyjściem sprawdzamy prognozy i widząc nadciągające załamanie pogody prędzej skrócimy planowaną wyrypę, niż świadomie narazimy się na kilkugodzinne moknięcie. W większości przypadków hasamy po górach przy dobrych warunkach, przerywanych niekiedy przez deszcz. No ale kiedy już zdarzy się, że woda kapie na łeb, to warto jakoś się przed tym uchronić.

Od razu na języku formułuje się hasło „kurtka membranowa”, tak wiem, ale dopiero co wyjaśniłam, czemu nie zdecydowałam się na zakup tegoż wynalazku. Nie chciałam być skazana na grzejący laminat przy suchych, ale wietrznych warunkach, a tak by było gdybym nie kupiła wiatrówki. Kasa już poszła, więc na deszcz postanowiłam zakupić coś budżetowego. Generalnie jestem zdania, że najlepiej przed deszczem ochroni peleryna i po kilku godzinach akcji wszelkie membrany przy niej wysiądą. Ma ona jedno poważne ograniczenie – nadaje się na proste szlaki, w trudniejszym skalnym terenie stanie się kulą u nogi. Na beskidzkie bezdroża albo sudeckiego Orłowicza peleryna będzie jak znalazł. Mnie jednak najczęściej ciągnie w Tatry, więc potrzebowałam czegoś nie ograniczającego ruchów. Tym czymś jest…

QUECHUA RAIN-CUT

Kurtkę Rain-Cut zakupiłam w Decathlonie za ok. 35 zł jako typowy worek przeciwdeszczowy. Do użytku „na wszelki wypadek” od wiosny do jesieni. I faktycznie, gdy cofnę się w myślach do odbytych tułaczek, to potwierdzam, że kurtka najczęściej siedzi sobie w plecaku – w przeciwieństwie do wiatrówki. I myślę sobie, jak dobrze, że nie siedzi tam ciężka kurtka membranowa za jeszcze cięższe pieniądze!

Zalety:

– Rain-Cut waży tylko 175 gram! I zajmuje nie więcej miejsca od pary rękawic.

– Ma duży kaptur, który spokojnie mieści łeb razem z kaskiem. Jego obwód regulowany jest za pomocą gumki i ściągacza. W nowszej wersji kaptur posiada mini daszek.

– Dół kurtki można ściągnąć gumką.

– Kurtka wykonana jest z impregnowanego poliestru, bez membrany, od wewnętrznej strony przypomina podgumowany sztormiak. Producent podaje wartość wodoodporności na poziomie 2000 mm. Mało co nie? No niby mało, ale prawda jest taka, że jeszcze nie zdarzyło mi się narzekać na wodoodporne właściwości Rain-Cut’a, a kilka razy poddany był srogim próbom. Nie oddycha toto niemal wcale, podczas żwawego marszu zbiera się w środku lekka wilgoć, ale na poziomie całkowicie akceptowalnym. Poza tym, dokładnie to samo dzieje się z kurtkami membranowymi! Przykład – znajomy, towarzyszący mi na kilku wycieczkach ma kurtkę ze średniej półki – Marmot Precip z membraną Nano Pro o parametrach wodoszczelności na poziomie 10.000 mm H2O oraz oddychalności 17.000 g/m²/24 i wierzcie mi, że bardziej przemókł ode mnie! Jego membrana szybko straciła swoje cudowne właściwości, nie wydoliła też z odprowadzaniem wilgoci. Nawiasem mówiąc, laminat w jego kurtce zaczął się odklejać, pękać i kruszyć po półtora roku użytkowania, mój ‚worek” nadal nie nosi żadnych stygmatów zużycia. Marmot Precip – koszt 400 zł, Rain Cut – 35 zł.

Reasumując, jeszcze nie zdarzyło mi się, aby Rain-Cut poległ na całej linii, nawet przy solidnym deszczu. Lekkie zawilgocenie w środku nie jest uciążliwe i po zdjęciu kurteczki szybko znika. 😉

– Po 4 latach użytkowania nie widzę śladów jakichkolwiek uszkodzeń. Dodam, że nie żal ciorać tej poliestrowej ceratki przez rynny, kominy i inne skalne cuda.

– Cena! Stosunek ceny do jakości jest bardziej niż zadowalający. 😀

Wady:

– Krój jest workowaty, mało techniczny, ubogi. Brakuje regulacji z tyłu kaptura, żeby ten nie opadał na oczy.

– Nie oddycha.

Rain-Cut Quechua

Jak widać główne szwy są podklejone. Dodam, iż mój Rain-Cut jest w formie kangurki. Można zakupić wersję z zamkiem na całej długości w cenie 60 zł.

Kurtka w góry

Tak Rain-Cut prezentuje się na mnie. Pod spodem mam bluzkę, bluzę streczową i wiatrówkę, której nie chciało mi się zdjąć przed założeniem worka ;)

Zdecydowałam się nosić prostą, poliestrową kurtkę przypominającą worek z kapturem, wolną od cudów techniki i metek obiecujących cuda na kiju. I sprawdza się! W awaryjnych sytuacjach chroni przed deszczem, chroni również przed wiatrem. Jest lekka, tania i nie szkoda taszczyć jej w plecaku.

Kurtka w góry

Rain-Cut w wersji dla panów :)

Mój zestaw wiatrówka + Rain-Cut jest szczwanym, ale nie jedynym słusznym rozwiązaniem. Wybór kurtki to bardzo indywidualna sprawa. Zależy od stopnia potliwości, termiki organizmu, wreszcie od rodzaju aktywności, jakie podejmujemy. Sama w przyszłości zakupię softshell (by siać lans późną jesienią i podczas zimowych wędrówek), tradycyjny hardshell z wypasionymi parametrami (na najpodlejsze zimowe warunki), puchówkę (nie tylko na zimę, przede wszystkim dla przetrwania tych wszystkich wschodów i zachodów słońca, które tak uwielbiam uskuteczniać). Dotychczas mój budżetowy mini zestaw na ciepłe miesiące sprawdza się znakomicie, a wraz z górskim rozwojem i nowymi projektami uzupełnię szafę o odpowiednie elementy.

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam 😀

Madzia / Wieczna Tułaczka

32 comments

  1. Też używam Rain -cuta jako kurtkę awaryjną, gdy synoptycy nie przewidzą dobrze pogody. Jak dla mnie to jest najlepsze rozwiązanie przeciwdeszczowe. Przede wszystkim cena – masz gdzieś czy od ciorania jej nie przedziurawisz; kupisz następną. Druga sprawa to waga – bardzo istotny element o którym wspomniałaś. Jak dla mnie produkt na pięć gwiazdek 😉 Co do softshelli. Wkurza mnie jak przeglądam tego typu kurtki w sklepach i większość z nich ma jakieś badziewie ocieplające. Termikę wolę sobie dozować II warstwą odzienia. Ja znalazłam i używam bardzo fajną kurtkę techniczną, softshellową bez membrany Directalpine Pandora.

    • Wieczna Tułaczka

      Toż soft z membraną to nie soft, nie wiem czemu producenci uparcie tak nazywają te hybrydy. 😀 A Direcalpine produkuje dobre ciuchy. U nas są stosunkowo mało znane i drogie.

  2. Super tekst! Tylko pytanie – kiedy w końcu większość ludzi idących na szlakach przy +10 zapiętych po same nosy w swoje „membrany” przejrzy na oczy i przestanie wierzyć w super zapewnienia sprzedawców?
    (czyżby jadzik mi się ulał? 😉 )

  3. Podczas moich rowerowych wojaży Quechua zawsze siedzi w sakwie 🙂 Jeszcze nigdy nie zwiodła a jedynym minusem to fakt – nie oddycha. Ale przecież zarzucamy ją tylko przejściowo, podczas opadu. Wiatrówka to fajna sprawa. Swojej dorobiłam się dość niedawno i póki co przetestowałam podczas biegania. Jak się sprawdzi w innych aktywnościach zobaczymy 🙂

    • Wieczna Tułaczka

      Trochę fanów Rain-Cuta jest jak widać. 😀 A mogę zapytać jaką masz wiatrówkę?

      • Wiatrówka od Scotta. Wpadła mi w ręce zupełnie przypadkowo, a że była znaaaaaczna posezonowa obniżka ceny to wzięłam nie ogarniając w ogóle tematu tego typu wdzianek. Póki co w sezonie jesienno-zimowym podczas mojego truchtania nie mogłam na nic narzekać. Kapturek idealnie chronił mózgownicę podczas pizgawki 🙂 Może kiedyś powiesz coś więcej o softshellach, bo nijak nie wiem jak się zabrać do wyboru czegoś sensownego 🙂 Pozdrawiam

        • Wieczna Tułaczka

          Oj, zanim kupię, ponoszę, potestuję to kupa czasu minie. 😀 Mogę powiedzieć w sumie to co już wyżej napisałam w tekście – softshell tylko bez membrany! Wcale tak dużo na rynku nie ma propozycji, bo wielu producentów usilnie pakuje membrany do softów, przez co te wyroby softami już za bardzo nie są. 😉

  4. No nareszcie nowy post 🙂 Jakby znudziły Ci się tatry (wiem ,że to niemożliwe ) to zapraszam do Irlandii. Też są góry,klify oraz piękne pejzaże 😛

    • Wieczna Tułaczka

      Chętnie! Zwłaszcza, że mam znajomych w Irlandii i zapraszają od dawna. Tylko nie lubię latać i unikam samolotów jak ognia. 😉 No ale postaram się kiedyś przezwyciężyć te absurdalne lęki. 😀

      • Ja podróżowałam autem a pózniej 17 godz promem omijając Anglię… I powiem tak jakbym miala jeszcze raz odbyć tą podróż to tylko i wyłącznie samolotem!!! Szybciej i mniej umęczy się człowiek 🙂 . Rekompensatą za mój żal,że urlopu nie spędzę w tym roku w Tatrach jest 18 „górek” w hrabstwie w którym zamieszkałam 🙂 Teraz cierpliwie zbieram pieniążki na autko żeby zacząc podróżowac 🙂

        • Wieczna Tułaczka

          Prom dla mnie odpada, po godzinnym rejsie pomiędzy Teneryfą a La Gomerą wszystkie flaki miałam pokotłowane. To już wolę się z samolotem przeprocić. 😉
          A urlop zapowiada Ci się wspaniale – oby tylko deszczowo nie było! 🙂

          • heh nie urlop 🙂 przeprowadziłam się z mężem i psem do Irlandii. A pogoda nas mile zaskakuje 🙂

  5. Właśnie przeczytałam Twoją odpowiedź do powyższego komentarza i uśmiechnęłam się – ja też nienawidzę latać 😉 Nawet we śnie 😉 Ale mam pasję w oglądaniu samolotów jak startują i lądują co czyni mnie chyba świruską 😉 Ale do rzeczy. Bardzo zgadzam się z Twoim zdaniem na temat kurtek. Ja też posiadam budżetową kurteczkę z Quechuy (nie wiem jak to napisać) i sprawdza się nawet zimą na polar jako kurtka awaryjna. Mam też takie same spodnie. Używałam ich jako gaci przeciwdeszczowych na dżinsy chodząc na uczelnię na stażu na Islandii gdzie pogoda potrafiła się zmieniać co parę minut z gradu, śniegu na deszcz, słońce i od początku. Do tego wiało. Chodziłam w tych spodniach także na spacery. Nigdy mnie nie zawiodły. Ostatnio też uratowały mi tyłek w zimowych Beskidach. Na lato absolutnie się nie nadają, ale jako awaryjne spodnie nieprzemakalne na pewno.
    Zachęciłaś mnie też do zakupu wiatrówki. Właśnie myślałam o czymś takim na lato. Na tatrzańskich graniach zawsze piździ, aż miło (albo i nie ;)), a membranowa kurtka zupełnie w lecie nie pomaga, a waży sporo.
    Apropo membran, mam porządną kurtkę membranową, kupioną kiedyś po zniżce po zakończeniu praktyk w Małachowskim. Kurtka bardzo fajna, ale na suchą zimę. Jak jest wilgotno i zimno jest w niej lodowacie. I jest naprawdę ciężka (ale ma już swoje lata, więc możliwe że teraz robią lżejsze).
    Pozdrawiam!

  6. hmm, ten rain cut to chyba dobry pomysł, ale z drugiej strony – po cholerę mi to, jak zainwestowałam w ten goretex ( i na razie go kocham). Ale pewnie do Gruzji wezmę coś takiego plus wiatrówkę ( bo mi szkoda tą drogą kurtkę tam tłuc). Co do kroju – ja mam odwrotny problem – mam za długie ręce i tułow, wszystko za krótkie; niecierpię mieć za krótkie ciuchy 😛 Softshell z membraną to pomyłka….Jak mnie zlało na Azorach to chyba pól dnia i całą noc schnął 😛 Tak nasiąkł wodą. Szkoda, że firmę Hi Mountain szlag trafił bo mam spodnie od nich i są zajebiste!

    • Wieczna Tułaczka

      Softshell z membraną to dziwactwo i nie dziwię się, że schnął godzinami skoro to grubo tkane… A HiM jeszcze istnieje. Sklepy stacjonarne pozwijali, ale ten internetowy działa.
      Zainwestowałaś w Gore-tex, ale szkoda Ci brać do Gruzji? No wiesz, jak nie będziesz używała tej kurtki to inwestycja się nie zwróci. 😛 😉

      • tam może być 30-40 stopni,a w górach tak z 25, nie wiem nawet czy jest sens. Kurtkę używam póki co cały czas, zobaczymy jak się sprawdzi jak będzie ciepło 😉 Jeszcze się nie pakuję… Widziałam, że HM jest w necie, ale ja to muszę przymierzyć jednak ;-D

  7. Ciągle szukam swojego idealnego zestawu. Jestem sporym mężczyzną, więc po pierwsze rzadko kiedy znajdę coś co na mnie faktycznie pasuje a poza tym bardzo się pocę (szczególnie na rowerze). Przez długi czas używałem jako przeciwdeszczowej kurtki tego Rain-Cut. Poza ceną i wagą jej największą zaletą jest cena. Wytrzymuje dość spore baty a jak zaczyna przeciekać czy cokolwiek – bez bólu można ją zmienić na nową. Do kompletu są też spodnie. Genialny patent na dzieci. W tym roku postanowiłem zainwestować w coś mądrzejszego z membraną i zobaczymy czy i o ile będzie to lepsze. Do tego używam jakiegoś super cienkiego soft-shella również z Deca. Nie jest to do końca satysfakcjonuijące rozwiązanie ale za to dobrze oddycha. Boję się, że Pertex tak nie umie ale nigdy nie mialem więc nie wiem. Jak to jest?

    • Wieczna Tułaczka

      Pertex słynie z tego, że dobrze oddycha, nie masz co się obawiać. 😛 Też nie miałam Pertexu, moja wiatrówka jest, że tak się wyrażę, piętro niżej od Pertexu, a działa dobrze!

  8. Nie chodzę o górach, ale używam roweru (dojazdy do pracy) przez cały rok i doszedłem do podobnego zestawu: rain-cut i coś do ochrony przed wiatrem. Jedynie przy większych mrozach (-poniżej -10*C) pojawia się kurtka membranowa. A tak poza tym nic specjalistycznego.

    Do membrany w okresie przejściowym i letnim nie wrócę. Blisko morza, przy dużej wilgotności powietrza, kompletnie się nie sprawdzają.

    Jedynie myślę kiedyś o prawdziwym softshellu, ale dla pieszych wycieczek i niekoniecznie w naszym klimacie. Ale to tanie nie jest i byle czego nie kupię, wole poczekać, więcej odłożyć pieniędzy i dostać to co chcę.

  9. Przykro mi to pisać ale ta recenzja nie jest dla mnie wiarygodna. Z jednej strony autorka z góry zakłada, że ugotuje się w kurtce membranowej w temperaturze +10, z drugiej strony w tej samej temperaturze nie gotuje się w zwykłym plastiku, który jest tyko „lekko zawilgocony w środku”. Z tekstu nie wynika, żeby autorka używała kurtki membranowej, więc osoba zainteresowane dobraniem kurtki nie dowie czym w praktyce różni się membrana od zwykłego „foliotexu”.
    Ja tych różnic też nie przedstawię, bo nie używałem różnego rodzaju ortalionów, mogę natomiast podzielić się doświadczeniami w używaniu membrany. Od 10 lat używam kurtki HiMountain X Expert Series, która kosztowała 1100 zł – goretex. Używam jej wtedy, kiedy jest mi zimno z powodu wiatru bądź kiedy pada deszcz, a kiedy pada deszcz to zazwyczaj w górach jest też i zimno albo co najmniej chłodno, zatem używam jej przez cały rok także w lipcu i sierpniu. Nigdy nie zdarzyło mi się abym się w niej zagotował. Jeżeli jest mi ciepło to ją po prostu zdejmuję. Ciepły letni deszczyk – to się w górach rzadko zdarza. Poza tym należy pamiętać, że podstawa komfortu to wentylacja, wentylacja i jeszcze raz wentylacja. Kurtka powinna być obszerna – żadne techniczne kroje. Kurtka bez szerokich zamków pod pachami nie wchodzi w rachubę. Podobnie jak kurtka w której nie można regulować obwodu końca rękawa. Kurtka ze ściągaczami na końcu rękawa których nie można całkowicie poluźnić to termiczne morderstwo. Rękawy mają mieć szeroką średnicę. No i kieszenie na wysokości klatki piersiowej – to też jest wentylator. Tego wszystkiego nie ma rain-cut więc podejrzewam że działa jak termos. Kurtka ma nas na zmianę chronić przed utratą ciepła i odprowadzać jego nadmiar. Wchodząc pod górę należy cały czas regulować zakres wentylacji w zależności od odczuwanego komfortu ciepłoty ciała. Zamykamy- odpinamy kieszenie, zaciągamy -luzujemy regulatory obwodu końca rękawa (rzepem lub ściągaczem), wyciągamy koszulkę ze spodni lub ją wkładamy, zakładamy -zdejmujemy kaptur lub czapkę, itd. Pewnie i tak się spocimy (nawet jakbyśmy wchodzili nago), na to nie ma rady. Kurtka ochroni nas przed przewianiem i nieprzyjemnym odczuciem chłodnych deszczowych kropli. Jak dojdziemy do celu to pot wyschnie szybciej niż nam się wydaje, chyba że jesteśmy ubrani w bawełnę.
    Ponadto, uważam że kurtka bez membranowych spodni to połowiczne rozwiązanie. Cóż z tego, że góra nam nie zmoknie jak mokną nogi. Nie ma nic gorszego jak woda ścieka po kurtce i moczy spodnie na wysokości krocza a przy długotrwałym deszczu woda spływa po nogach do środka butów. Dlatego używam też spodni membranowych Berghausa (Goretex), które w razie deszczu nakładam na zwykłe sztruksy w których chodzę jako spodniach górskich, a jak jest bardzo ciepło to na gołe nogi. Spodnie mają zamki po bokach nogawek aż do biodra, dzięki czemu można je szybko założyć bez ściągania butów, poza tym rozpięte zamki to wentylacja. Nogawki luźne bez ściągaczy na dole (to też wentylacja). Długość nogawki– tak aby zakrywała koniec cholew buta. Spodni tych używam też wiosną i jesienią i zimą jako ochrony przez zimnym wiatrem lub deszczem.
    Z membran mam sprawdzony goretex – nie przemaka oraz texapore Jacka Wofskina – kurtka dziecka nie przemokła już wiele razy.
    Co do butów – tylko skóra. Impregnacja tłuszczem jest tania i skuteczna. Skórę też trzeba olejować raz na rok uprzednio buty oczyściwszy terpentyną. Używałem butów skórzanych i membranowych. Skórzane mi nie przemokły, mebranowe tak.
    Suptuty – moim zdaniem mają sens tylko przy głębokim kopnym świeżym śniegu, W pozostałych przypadkach działają jak termos – brak wentylacji.
    pozdrawiam

    • Wieczna Tułaczka

      Jak Ci dobrze w membranach latem to droga wolna. Ja nikomu nie bronię. 😉 Co do Rain Cut to pewnie, że to nie oddycha, o czym pisałam. I o tym, że noszę go tylko i wyłącznie podczas deszczu. Waży tyle co nic i latem wolę to, niż dźwigać kurtkę membranową. A na wiatr mam jeszcze lżejszą wiatrówkę.
      PS. Tytuł posta wyraźnie mówi, że to moje zestawienie, mój wybór. 😉

      • Właśnie od kilku tygodni myślałem co kupić. Chciałem właśnie kurtkę na deszcz , zimę , snieg i wietrzysko. na takie warunki które czasem dopadają ale nie są normą. Miała być z membrana z prawdziwego zdarzenia i zakupiwszy po promocjach wszelakich Rab Latok Alpine na eVencie. i chce wierzyć ze będzie niezawodna i oddychająca i na 100% chroniąca przed deszczem.
        jade teraz na trekking 2 tygodnie i nie chce by mnie trafilo przemoczenie pelne, bo kurtka nie zda egzaminu. Reincut bylby spoko ale takie cos traktuje zawsze jak worek foliowy na ciele. co z tego ze bede suchy od deszczu jak doszczetnie mokry od potu 🙂
        Niestety tez od nikogo sie nie dowiedzialem nigdy co jest lepsze. dla kazdego specyfika potliwosci jest inna. ja mam nadzieje ze membrana bedzie dobrze odprowadzac pot a zamki na dlugosci calego rekawa dadza dodatkowo rade 😛

        • Wieczna Tułaczka

          I się nie dowiesz od nikogo co lepsze dla Ciebie, bo każdy ma inną potliwość, termikę itd. Ja zdecydowanie wolę mieć Rain-Cut’a na sobie przez 30 minut deszczu niż ciężką kurtkę membranową w plecaku przez 90 % wędrówki. 😛 To się tyczy oczywiście ciepłych miesięcy. 🙂
          Pozdrawiam i życzę udanej wyprawy! 🙂

    • Kochani, widzę, że emocje okraszone uśmieszkami na tym blogu czasami biorą, że tak powiem górę, a może nie potrzebnie. Fajnie, że blog istnieje, jest platforma wymiany wiedzy, opinii, sugestii, ale też promocji niektórych firm, etc. Z tego mixu wybieram co mi pasuje, część pomijam, inne sprawdzam w praktyce. I chyba dzielenie się doświadczeniami, pomysłami, ideami uważam za najciekawsze. To na blogach dowiedziałem się tego, co producenci skrzętnie pomijają, a praktyka weryfikuje. Ale jak mówią tragarze, przejdźmy do rzeczy. Kocham góry, bo pomagają mi żyć, bywam nich zawsze z jakąś misją, np. kiedy muszę coś przemyśleć czy nie myśleć. I właśnie dlatego uważam, że posiadanie odpowiedniego sprzętu, który mi tych przyjemności nie zakłuca, to podstawa. Mój kpl jest bardzo prosty, opisuję warstwami. 1. Bielizna coolmax góra/dół, polskiego producenta ze strzałkami w logo 2. Bluza polar 100 z małym zamkiem i nakrapianymi alu-kropeczkami od spodu, kupiona za 15$ na Aliexpress; 3. Prosta, tania, biała, leciutka wiatrówka z nierugulowanymi wentylacjami z sieciówki, zmieści się w kieszeni spodni. 4. Cienki puchowik też z Ali, za 20$. 5. Deszczówka z kapturem i spodnie wierzchnie z sieciówki, Gelert. 5. Lekkie spodnie z nylonu z promocji, 400g. Do tego czapeczka z wełny Merino, skarpety wełniane kupione u pani na targu za 15zł. Jako backup, rękawice foliowe ze stacji paliw 2kpl. Buty w zależności od terenu. I takim kompletem oblatuję większość sezonu. Do spania mam kpl z wełny merino, kiedy schnie wyprany coolmax, a ja siedze w schronisku. Pozdrawiam i (nie) polecam, bo każdy powinien mieć własny pomysł na taki całoroczny komplet.

      • Wieczna Tułaczka

        Emotki to akurat nie są tu najważniejsze. Chcę przez nie wyrazić, że z mojej strony nie ma spiny, jest luz i nic więcej. Co do promocji, jeżeli jakiś artykuł powstaje we współpracy z firmą, to zawsze jest to wyraźnie zaznaczone. Tutaj takiego info nie ma, bo i z własnej woli napisałam jaki zestaw noszę w górach w cieplejsze miesiące.

        Zresztą nawet jeśli jakiś wpis jest wynikiem współpracy (co jest odnotowane, jak w przypadku np. butów od Meindl) to możesz być pewny, że szczerze odnotuję jego działanie (oczywiście na moim grzbiecie). Zawsze stawiałam na szczerość, co mam nadzieję bije z różnych wpisów, relacji, czy profilu na FB. I jeśli już pojawi się jakiś test czy recenzja, to tylko tych firm, którym ufam i tych produktów, które sama sobie wybieram. Bo też nie chcę sytuacji, że wyląduję w górach w czymś niekomfortowym czy czymś co mnie drażni.

        A co do słów „każdy powinien mieć własny pomysł na taki całoroczny komplet” to się zgadzam. Sama też to napisałam. Bo co dla mnie jest zarąbistym rozwiązaniem, dla kogoś innego wcale takim nie musi być. Ja po prostu piszę co się sprawdza w moim przypadku, co lubię zabierać w góry. A każdy niech sobie robi z tą wiedzą co mu się podoba.

        PS. Sam wymieniłeś jakieś nazwy – czyżby lokowanie produktu? 😉 Oczywiście żartuję, ale ciężko pisać o własnym zestawie kurtek nie wymieniając modeli czy firm. Nie zawsze należy doszukiwać się w tym drugiego dna. 😉
        Pozdrawiam! 🙂

  10. Jedyna w swoim rodzaju , niezniszczalna idealnie nadająca się na każde górskie wariacje , kultowa , uwielbiana i ceniona przez przewodników górskich – można tak jeszcze długo wymieniać ale najważniejszą cechą tej kurtki , pod warunkiem jak jest to oryginał jest jej solidność i wytrzymałość . Po kilkunastoletnim ciągłym użytkowaniu , wygląda i funkcjonuje jak nowa . Ma też swoje wady , duża cena zakupu w przypadku natrafienia na oryginał , nie jest lekka, brak kieszeni wewnętrznych / ale można sobie doszyć/ no i już nie modna. Każdy górski wariat wie że chodzi o kontraktową serię M-65 ALPHA INDUSTRIES. Made in Knoxville Tennessee. Dobrze spryska Nikwaxem lepiej się zachowuje niż nie jeden gore tex .Polecam z czystym sumieniem .Jeśli ktoś lubi zmieniać co kilka sezonów kurtki na nowofalowe kreacje lansiarskodizajnerskie i bujać się na szlaku – to nie to myślenie. Bez urazy – Pzd

  11. Brawo 😀 jeden z niewielu zdroworozsądkowych tekstów dotyczących ciuchów w góry, jaki można znaleźć w necie 😉
    co do kurtki to dwa lata temu kupiłam wiatrówkę/przeciwdeszczówkę Regatta Corinne II. Zapłaciłam coś około 90 zł. i jestem bardzo zadowolona. Nie przecieka, deszcz po niej spływa, od wiatru chroni. Może jedynie krój mógłby być nieco lepiej dopracowany, choć może i ja jestem mało wymiarowa 😛 jednak za tę cenę nie znalazłabym chyba nic lepszego 🙂

    • Wieczna Tułaczka

      Wiesz… Są tacy co się naburmuszają za ten artykuł, ale jak głosi tytuł „MÓJ ZESTAW na trzy sezony”. 😀 Tak mi obecnie najlżej i najwygodniej. 😀 Dołożyłam jeszcze cienką puchówkę (waży tyle co piórko) z myślą o dogrzaniu podczas sesji na wschodach i zachodach słońca oraz dłuższych postojach. Zresztą dziś pojawi się artykuł na ten temat. 😉
      A te wiatrówki to często jakieś takie mniej eleganckie są, no ale kto na to zwraca uwagę, gdy w górach pizga złem. 😉
      Pozdrawiam serdecznie! 🙂

      • Otóż to, w górach ma być wygodnie, a nie jak na blogu modowym 😀
        Cienką puchówkę kupiłam też, swoją drogą niedawno, w Decathlonie i tu muszę pochwalić krój, bo jest bardzo kobiecy! że nawet na miasto się nadaje 😀
        Pozdrawiam 🙂

  12. Naburmuszają się żeby uzasadnić sobie dlaczego wydali kilka tysięcy tam gdzie wystarczyła by najwyżej stówka o ile nie trolują dla producenta drogich gadgetów. Od lat używam zestawu deszczówka z ortalionu za 35zł+ocieplenia. Parę lat temu zaszalałem kupiłem na wyprzedaży leciutką kurteczkę z pertex+primaloft One i … od tamtego czasu dodatkowy śpiwór 300g noszę tylko zimą.
    Zestaw sprawdza się perfekcyjnie cało rocznie, niewiele kosztuje więc i nie żal zniszczyć. Ale na moim ortalionie jakoś nie widać żadnych zniszczeń mimo codziennego ciurania po krzakach i spania w terenie. Nadmiernego pocenia także nie zauważam a chodzę szybko i potrafię się spocić.
    Dodatkowo tak jak piszesz to jest tak małe i lekkie że prawie nie istnieje w bagażu.
    Można powiedzieć że ten tani zestaw jest dobry bo jest dobry i tani. 😉
    Pozdrawiam

  13. Też oglądałam tego RAIN-CUTa i cena wydawała się podejrzanie niska i skończyło się, ze kupiłam kurtkę z regatta.pl Dałam co prawda więcej, ale też jestem bardzo zadowolona, bo i krój ma odpowiadający moim potrzebom 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top

kartal escort Pendik escort gay porno bursa escort