MORSKIE OKO – Tatrzańska rzeźnia nr 1

MORSKIE OKO – Tatrzańska rzeźnia nr 1

Morskie Oko… Najgorętszy, a zarazem najbardziej oklepany punkt na górskiej mapie Polski. Można nie kojarzyć Czerwonego Stawu, ale o istnieniu Morskiego Oka wie każdy. Nawet słabo rozgarnięty pan Włodek ze Stryjkowa na Warmii. Może nie bez wahania zlokalizowałby jezioro na mapie, może nie do końca wiedziałby jak się tam dostać, ale pan Włodek wie, że Morskie Oko istnieje, ba zdaje się, że nawet cioteczny kuzyn ze strony matki dotarł tam zeszłego lata, więc pan Włodek wie z pierwszej ręki, że tam pięknie. Wiesz i Ty.

Kiedyś uroki Morskiego Oka znane były nielicznym wybrańcom, ale nie oszukujmy się, to było dawno i nieprawda. Wici o niezwykłości tego miejsca rozchodziły się jak cholera w średniowieczu, tworząc w końcu coś na kształt górskiej mekki dla wszystkich Polaków, bez względu na stopień wtajemniczenia w turystyce kwalifikowanej.

Kariera Morskiego Oka ruszyła z miejsca jeszcze w czasie zaborów, potwierdzając swoją popularność obecnością w bogato ilustrowanym albumie, ukazującym najpiękniejsze zakątki Austro-Węgier („Sto obrazów natury ze ziem ojczystych”, Wiedeń 1865). Reklama poszła w świat, spodziewano się, iż do boju ruszą kolejne rzesze ludzi łaknących obejrzeć krajoznawcze cudo, zatem nie dziwne, że powstałe w 1873 roku Towarzystwo Tatrzańskie obrało sobie za punkt honoru ułatwienie dostępu do Morskiego Oka.

Bo wyobraźcie sobie, że asfalt nie leży tam od zawsze. Dawno, dawno temu, wycieczka nad Morskie Oko była wręcz katorżnicza, dla mniej wprawnych w bojach zakrawająca o wyrypę życia! Pod nóżkami walały się głazy tudzież powalone drzewa, a Roztoka zalewała trakt. Panie w sukniach i panowie w trzewikach niechętnie pokonywali drogę o własnych siłach, a przejażdżka powozem w takich warunkach była prawdziwym utrapieniem. Trzeba było koniecznie coś z tym uczynić.

No to pousuwano zawadzające głazy, odwrócono bieg Roztoki za pomocą tam, powycinano drzewa, tak aby w 1902 roku oddać do użytku „brand new” szutrówkę. Było prawie elegancko, bo wozy konne mogły dojeżdżać aż pod samo schronisko przy Morskim Oku. Prawie. Każda większa ulewa – wszak tych pod Tatrami dostatek – powodowała ogromne zniszczenia, które wciąż trzeba było naprawiać. Panie! Toż te remonty nie miały końca i generowały koszty przekraczające skromny budżet TT. Trzeba było wykombinować coś trwalszego, coś co przez lata udźwignie ciężar powozów, wzmożonego ruchu, coś co przetrwa deszcze i wiosenne roztopy. I tak oto powstał asfalt na drodze do Morskiego Oka. Przeraźliwie długaśna blizna na obliczu Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Cóż zrobić, asfalt ułatwia masowe pielgrzymki ludu do serca tatrzańskiego świata, wypaczając istotę turystyki górskiej. Bo jak tu inaczej skatalogować wycieczkę nad Morskie Oko, która bardziej przypomina podmiejski spacer, tyle że z mega widokiem na końcu? Ale któż by się przejmował jakością wędrówki, skoro masowe pielgrzymki są równoznaczne z niezłym hajsem. Cieszą się busiarze, parkingowi, koniarze, właściciele sklepików i barów w Palenicy oraz na Włosienicy, na ucieszonych dzierżawcach schroniska kończąc. Przemiał ludzi jest olbrzymi, to i biznes kręci się w zawrotnym tempie.

Obraz rzeźni pomału wyłania się na horyzoncie, ale gwoli ścisłości i dla rozwiania wszelkich wątpliwości wypunktuję główne czynniki tworzące tatrzańskie piekiełko.

PO PIERWSZE: ASFALTÓWKA

Już wiemy skąd się wzięła, teraz czas powiedzieć wprost, czemu jest do dupy. Po to bierzesz urlop, uciekasz z miasta, żeby łazić po betonie? Po to jedziesz w góry, żeby nieustannie uskakiwać przed licznymi wozami i autami? Poza tym klepanie asfaltu bardziej obciąża nóżki niż spacerek po naturalnym podłożu.

PO DRUGIE: DZIKIE TŁUMY

Piękne i łatwo dostępne Morskie Oko stało się epicentrum ruchu turystycznego w Tatrzańskim Parku Narodowym. Ponad 30% odwiedzających Tatry obiera na celownik jezioro u stóp Mięguszowieckich Szczytów. 1/3 z trzech milionów, bo średnio tyle turystów rocznie przekracza bramki TPN. Oczywiście najcięższe oblężenie przypada na okres wakacyjny, a dokładnie na sierpień. Wtedy granice Parku w Palenicy Białczańskiej przekracza średnio 5,5 tys. osób dziennie (w weekendy jeszcze więcej), z czego ok. 70 % wkracza w godzinach od 10.00-13.00 i jak wynika z danych, większość ląduje nad Morskim Okiem. Stosunkowo niewielki odsetek turystów wybiera szlak Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów. Jaki z tego morał? W miarę możliwości unikamy wakacji, weekendów, a już na pewno godzin południowych. Wierz mi, wcześnie rano lub pod wieczór nad Morskim Okiem można szukać spokoju i wysokogórskiego klimatu. W ciągu dnia to miejsce pęka w szwach.

PO TRZECIE: HAŁAS

Dam sobie ręce poucinać, że ilość decybeli przebija wszystkie normy na stadionie żużlowym. Zgiełk jest niesamowity, podobnie jak zasłyszane od ludu historie. Nie można wypocząć w takim hałasie, no nie można.

PO CZWARTE: BURACTWO

Dzikie tłumy niosą ze sobą jednostki absolutnie nieprzystosowane do przebywania w środowisku górskim, pozbawione wrażliwości, ogłady, poszanowania dla przyrody. Niestety normą na szlaku dojściowym i nad samym Morskiem Okiem jest:

Darcie japy

Jarmarczna atmosfera jest na porządku dziennym. Po co powiedzieć coś spokojnie do towarzysza, skoro można to wykrzyczeć i zyskać znacznie poważniejszy zasięg?

Jaaaaaaadźkaaaaaa! Ale tu pięknie, nie? Jutro wjedziemy kolejką na Giewont. Teeeeeż będzie faaaaajnie.

Miruś! Miiiiruś! No podejdź tu do cholery i zrób mi w końcu zdjęcie z tym Michem!

Do tego trzeba oczywiście dodać piskliwe i regularnie rozbrzmiewające i niekontrolowane krzyki dzieci. I tylko wprawne ucho będzie w stanie wyłowić z tej kakofonii ewentualne wołanie o pomoc… Że już nie wspomnę, że darcie japy zapewne płoszy zwierzęta i jest dla nich stresujące.

Śmiecenie

To normalne, że pusta butelka po wodzie waży o tonę więcej niż pełna, a schowanie papierka po batoniku do siatki odbiera wszystkie dopiero co pochłonięte kalorie. Śmiecia najlepiej jebnąć pod siebie albo w przypływie ułańskiej fantazji rzucić w pobliskie krzaki. Po zmroku małe misie zrobią sobie z nich zabawki.

Śmiecenie dla zaawansowanych w myśl zasady: co z oczu to z serca

Puszki po piwie i folia po kanapkach poupychane w skalnych szczelinach i pochowane pod głazami nie są śmieciami, bo ich nie widać. Amba fatima było i ni ma.

Dobroduszne dokarmianie zwierząt

Jasiu zjedz bułeczkę! Mamo, już nie mogę… No dobrze, to wrzuć do wody, niech sobie zjedzą kaczuszki albo rybki. Albo nie, zostawimy na kamieniu dla misia, żeby nie musiał się martwić co na kolację.

Kręcenie biby

Eee Franek, słyszałeś ten nowy zajebisty kawałek Dj’a Marco? Nie? To zara ci puszcze… Nowy zajebisty kawałek Dj’a Marco znają już wszystkie osoby przebywające tego dnia nad Morskim Okiem i świstaki zamieszkujące Dolinkę za Mnichem.

Pijaństwo

Ja rozumiem kieliszeczek dla smaku, ale jak ktoś ma na czole napisane „Wyżłopić jeszcze jedno piwo, czy już teraz przewrócić się na pysk?” to moim zdaniem przegina.

Palenie

Jestem niepaląca, chronicznie nie znoszę zapachu dymu tytoniowego i doprawdy nie życzę sobie go wąchać. Jeśli palisz Twoja sprawa, ale rób to tak, żeby innych w Twoim otoczeniu nie zmuszać do biernego palenia. Nie każdy chce być truty nikotyną. Wystarczy odejść na bok, zapalić i zabrać peta. Tylko tyle i aż tyle.

Awanturnictwo

Gdzie kłębowisko ludzi, tam kolejki, zniecierpliwienie, nerwy, a nawet agresja. Nietrudno potrącić kogoś (oczywiście zupełnie niechcący) łokciem w ogonku po piwko i afera gotowa. Całkiem niedawno doszło nawet do mordobicia na Palenicy. Powód? Walka o wolne miejsce w fasiągu.

Kąpiele SPA

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zamoczył nóżki-smródki w potoku tudzież tatrzańskim stawie. Ale nie godzi się brodzić w Morskim Oku niczym Sylvia w fontannie di Trevi w filmie „La Dolce Vita” Felliniego. Widziałam taką gwiazdę na własne oczy. Dla niewtajemniczonych: ze względu na ochronę przyrody obowiązuje zakaz kąpieli w tatrzańskich stawach. Także tego, nie ma potrzeby zabierać strojów i ręczników kąpielowych.

Wrzucanie monet do wody

Na litość boską, Morskie Oko to naprawdę nie fontanna di Trevi, żeby rzucać do niego groszaki przez lewe ramię. Tylko czekać, aż ludziska zaczną przypinać kłódki do łańcuchów…

Korzystanie z outdoorowego kibelka

Niektórzy chyba mylnie rozumieją zew natury, skoro masowo wypróżniają się wokół całego jeziora. Zużyte chusteczki są kiepskim elementem krajobrazu, a przecież tuż obok są aż 2 schroniska, co fascynujące, oba wyposażone w toalety. Teraz uwaga – można z nich korzystać. Przy asfaltówce i w Palenicy znajdują się „tojtoje”, może niezbyt pachnące i eleganckie, ale niezbędne przy tej ilości ludzi.

PO PIĄTE: NIECHLUBNE FASIĄGI

Ciągną konie po betonie… Niech sobie górale mówią, że tym koniom ciężko nie jest, ja tam w ich oczach szczególnej radości i zadowolenia nie widzę. Może to mylne wrażenie, może przy zwózce drewna pracują znacznie ciężej? Ale, abstrahując od kondycji zwierząt i tak jestem zdania, że kto chce cieszyć się górską panoramą to niech na nią zapracuje. I nie wciskajcie mi tekstów w stylu „A co z osobami niepełnosprawnymi albo starszymi? Oni też mają prawo do oglądania Morskiego Oka”. Bacznie obserwuję fasiągi podczas każdej wędrówki w tym rejonie i niestety większość pasażerów to osoby w sile wieku. Może zbudujmy kolejkę na Rysy, Giewont, Świnicę i Wołowiec, żeby umożliwić niedołężnym lecz żądnym przygód staruszkom podziwianie wysokogórskich panoram? No bez jaj. Góry to nie Krupówki – czy to się podoba czy nie – wymagają kondycji, siły, w wyższych partiach pewnych umiejętności, a kto tego nie ma, musi obejść się smakiem. Life is brutal.

Z drugiej strony, skoro już wyposażono Dolinę Rybiego Potoku w drogę (prędzej słońce spadnie z nieba niż zedrą ten asfalt), a hajs z turystów musi się zgadzać, to można by pomyśleć o jakimś alternatywnym i mniej kontrowersyjnym transporcie albo wprowadzeniu zaprzęgów hybrydowych. To ostatnie rozwiązanie jest z powodzeniem stosowane choćby na włoskiej ziemi. Zaprzęg z elektrycznym wspomaganiem zmniejszyłby obciążenie konia ciągnącego fasiąg pod górę. Silnik w wozie, koniom lżej…

Cokolwiek nie wymyślą, tradycja żwawego uskakiwania przed nadjeżdżającym pojazdem pozostanie jedną z głównych atrakcji na 9-kilometrowej asfaltówce.

Morskie Oko to faktycznie miejsce warte odwiedzenia, lecz jego unikatowe walory krajoznawcze, łatwa dostępność, brak trudności oraz tradycja niezmiennie przyciągają monstrualne ilości ludzi, niekoniecznie o górskim zacięciu. Większość z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, że stoi u stóp najbardziej honornych ścian w historii polskiego taternictwa. Tak oto powstał dziwaczny twór, swoisty tygiel turystyczny łączący dwa kontrastujące ze sobą światy: taternicki oraz turystyczny w najgorszym, piwno-klapkowym wydaniu.

Nie ma bardziej oklepanej wycieczki w Polsce, a jednak nadal większość ludzi podąża trasą nad Morskie Oko niczym owce na rzeź… Bo u celu czeka ich rzeźnia. Nic innego! Bo jak inaczej można nazwać rozwrzeszczane i rozbeczane dzieciaki. Jak inaczej nazwać nastolatki z wiązankami na ustach, bynajmniej nie kwiatowymi. A jak nazwać skupisko ludzi, którzy lubują tłoczyć się na małej przestrzeni w sosie własnym? Zakropcie to jeszcze sporą ilością piwa, dodajcie aromat potu i petów, doprawcie szczyptą chamstwa i wreszcie przystrójcie danie śmieciami. Macie gotowy przepis na rzeźnię. Smacznego!

Ale ponad tym tłumem i zgiełkiem Mięgusze trwają niewzruszenie, tworząc jedną z najbardziej zjawiskowych scenerii w całych Tatrach. I to Wam pokażę w następnym wpisie. Nie zabiorę Was do rzeźni, ale do miejsca, które słusznie stało się wizytówką Polskich Tatr.

Uwielbiająca Morskie Oko po godzinach 😉

Madzia / Wieczna Tułaczka

29 comments

  1. Też uwielbiam Moko po godzinach, kiedy tłum opuszcza plac przed schroniskiem.
    Nocowałem tam nie jeden raz, i jeśli tylko mam możliwość to polecam nocleg w Gazdówce.
    Nawet gdy ludzi jest jeszcze pełno, to jesteś oddzielona płotem i masz „osobistą ławkę”
    Zawistne spojrzenia – bezcenne (nie ma w tym złośliwości).
    pozdrawiam

    • Wieczna Tułaczka

      No ba! Bo Morskie Oko jest przepiękne i kiedy znajdzie się tam poza największym szturmen, to można podziwiać godzinami. 🙂 W Gazdówce nigdy nie miałam okazji być, ale lubię Stare Schronisko. Za ten spokój nawet w ciągu pogodnego, wakacyjnego dnia. 😀

      • Te, to może Ty tak o tym Starym Schronie gorliwie na blogu nie opowiadaj, bo tamtejszy spokój szlag trafi. 😛

        • Wieczna Tułaczka

          No błagam. Bo ja Ci zacznę wytykać. 😉 😀 Na pocieszenie dodam, że nie zmrużyłam tam oka, bo akurat trafiłam na jakąś bibę i polewanie wódki do bladego świtu, a trzy sedesy na tyle ludzi to stanowcze przegięcie, zwłaszcza jak cię gnie. 😉 😀

  2. O kutwa! Focia, jakby plaży w Łebie albo we Władysławowie 😀 Świetny tekst!

  3. Niezwykle gorzki tekst, ale tak naprawdę inaczej nie dało się tego napisać. Pierwszy raz nad MOkiem byłem właśnie w godzinach szczytu. Porażka na całej lini. Żeby coś kupić do żarcia trzeba było stać w kolejce sięgającej schodów prowadzących nad jezioro. Zresztą nawet gdybym coś kupił, to i tak musiałbym jeść na stojąco gdzieś w kącie albo uciec nad Czarny Staw… O dziczy zostało już wszystko napisane, więc nie ma sensu dublować. Od tego czasu nad Morskie zawsze zabieram się pierwszym busem. W Palenicy zakładam słuchawki na uszy i cisnę przed siebie, żeby asfalt szybciej się strawił. Widoki ze szczytów są bajeczne, ale dla mnie zawsze najpiękniejszym momentem (na który czekam cały rok) jest klapnięcie na kamieniu przy jeziorze i gapienie się jak głupia koza na otaczające mnie piękno. I to wszystko po godz 8, zanim nadciągnie nieuchronnie zbliżająca się każdego dnia apokalipsa.
    PS: w zeszłym roku krótko po moim przybyciu, przyszła grupka obywateli niemieckojęzycznych. Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi, do momentu aż dwie dziołchy ubrane jedynie w bikini postanowiły zażyć kąpieli w jeziorze. Jakież było moje zdziwienie i kilku innych osób, który zdążyły zawitać nad jezioro, gdy po wyłonieniu się z wody, owe dzierlatki miały na sobie tylko dolną część stroju… Brzydkie miały te piersi.

  4. Madzia, ale kłódka przypięta do łańcuchów już była- na Granatach http://podroze.onet.pl/przyroda/tatry-we-wrzesniu-tlok-na-szlakach-susza-i-klodka-dla-zakochanych-nad-krokiem-nad/e3nnnj

    A ja sobie właśnie zdałam sprawę, że chyba schron nad Mokiem jest jedynym, w jakim nigdy nie jadłam szarlotki, ciekawe dlaczego? :;)

  5. 100 procent racji! A nawet i 200! Chociaż, może nie powinnam się wypowiadać, bo nigdy nad Morskim Okiem w sezonie nie byłam. Byłam za to wiosną i zimą. Tłumów nie spotkałam. Minął mnie jeden konny powóz z rodziną grubych ludzi na pokładzie. I tak mi przeszło przez myśl, czy naprawdę fajnie jest „zdobywać” góry widząc tylko tyłek konia i wciągać nosem wątpliwie przyjemne zapachy. No ale cóż, ich sprawa. Popieram Twoją frustrację, ale cóż nam pozostaje. Śmiać się albo płakać 🙂

  6. Wspaniały tekst. Pięknie piszesz…
    Dziękuję Opatrzności za załamanie pogody i zmianę planów – mieliśmy na Wrota Chałubińskiego, pod Mnicha.. W tym tłumie bym jednak umarła, czego namiastkę miałam ostatnio w Chochołowskiej – czas krokusów, a idąc w góry, całą dolinę i tak razem z innymi trza było przejść. Nawet wczas rano.. Masakra.

  7. Byłem w tym roku w Zakopanem, w hostelu mieszkałem z Chińczykiem z Hongkongu. Od półtora roku podróżuje po świecie, od Ameryki Południowej, po Wrocław i Zakopane właśnie. Kolekcja jego zdjęć była imponująca. Szedł właśnie do Morskiego Oka. Wrażenia były mniej więcej takie: a więc po to te tłumy idą, aby zobaczyć jedno małe jezioro? 😉

  8. Przeczytałem dwukrotnie, raz za razem. To jest kapitalny tekst, a końcówka jest wręcz kwintesencją tego, co przeżyłem tam niedawno, konfrontując swoje odczucia ze wspomnieniami z pierwszych licealnych bardzo porannych wypraw (ponad 20 lat temu).

  9. W pełni się zgadzam z Twoją opinią. Morskie Oko jest przepięknym miejscem ale nie w czasie wakacji gdy idą tam tłumy. Osobiście sam wolę wybrać się nad Morskie Oko przez Dolinę 5 Stawów. Omijam wtedy większą część asfaltu i te tłumy 🙂 Zapraszam także do mnie, ostatnimi czasy przeniosłem się z bloggera na własny serwer w związku z czym funkcjonuję już tylko pod adresem: http://www.swiat-gor.pl. U mnie tymczasem poza górskimi relacjami trwa konkurs z okazji przenosin (http://www.swiat-gor.pl/konkurs-swiat-gor/). Zachęcam gorąco do udziału i pozdrawiam. Adrian – Świat Gór- Czyli blog o górach 🙂

  10. Dobrze się Ciebie czyta. Może nie są to tatrzańskie historie zapierające dech w piersiach jak np. u A.Skoczylasa, czy Długosza ale mało kto obecnie tak fajnie pisze o Tatrach. BTW gdy idę sam z Moka do auta to uwielbiam jak na szlaku są tłumy – trzeba wyprzedać, gonić uciekające grupki, cały czas coś się dzieje. Można obserwować cały przekrój naszego społeczeństwa. Droga powrotna mija mi wówczas dwa razy szybciej.

  11. no Długosz i inni z jego epoki może w bardziej liryczny sposób oddawali klimat Tatr tamtych czasów, a Ty bardzo fajnie oddajesz klimat dzisiejszych czasów w Tatrach. Duży plus także za wstęp z rysem historyczny.

  12. Świetny tekst. Mógłbym podpisać się pod niego obiema rękami i nogami. Choć sam nad Morskim nie byłem, to bedąc w Zakopcu i mając taką możliwość, zapewne wybrałbym jakiś inny kierunek na wycieczkę. Tak, żeby tylko nie trafić na rzeźnię 🙂

  13. Ja tam kocham MOko. Z tłumami trochę mniej ale i na to są sposoby. Iść dalej wzwyż i dalej w głąb – jakby napisał CS Lewis 🙂 Nie trzeba nawet zdobywać gigantów ale wystarczy pójść w kierunku Szpiglasowego i Wrót. Tam nawet w środku sezonu można znaleźć trochę spokoju.

  14. Nie wiem, czy wiesz, ale Twoje zdjęcie robi furorę sieci. Szkoda, że wszyscy podpisują je Fot. Google. Nawet dziennikarze z WP i Tygodnika Podhalańskiego. Co więcej, podpisują je tak, jakby sytuacja miała miejsce wczoraj, tj. 13 lipca.

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1515,title,Plaza-we-Wladyslawowie-Nic-bardziej-mylnego-To-widok-z-nad-Morskiego-Oka,wid,18419356,wiadomosc.html?ticaid=1175bf

  15. „Śmiecia najlepiej jebnąć pod siebie” JEBNĄĆ? Rozumiem zdenerwowanie faktem ale taki wulgaryzm?

    • Wieczna Tułaczka

      Jeśli jesteś aż tak wrażliwy, to chyba powinieneś przerzucić się na innego bloga. 😉 Czasem bywam wulgarna i dobrze mi z tym.

      • W rzeczy samej. Właśnie przesądziłaś takim wyznaniem moją decyzję o zaprzestaniu przeglądania tego bloga (a jestem tylko postronnym gościem który przypadkiem trafił na ten wpis). Ja to tutaj tylko zostawię bez oceniania.

  16. Ja byłam nad Morskim Okiem właśnie wieczorem, o 19stej. Kilkanaście osób w schronisku, a nad jeziorem pustka. Rześko, cicho, ludzi o wiele, wiele mniej niż rano. Wiem, bo rano akurat miałam „przyjemność” iść kawałek z tym tłumem, zanim nie odbiłam do Piątki. Chociaż nie powiem – i w tym kierunku zainteresowanie spore.

    W zeszłym roku byłam w Tatrach po raz pierwszy. Tłumów bałam się najbardziej, martwiłam się, że zmarnuję urlop, bo zatrują go wrzaski i buractwo, ale wszystkim, którzy odmawiają sobie Tatr, bo naoglądali się relacji znad morskiego chciałam powiedzieć, że nie ma wcale tłumów na innych szlakach.

    Są ludzie, ale bez przesady, nie są to dzikie tłumy. Co więcej na wielu szlakach byłam sama z mężem – np. popołudniowa trasa od piątki na Zawrat? Zero, mimo pogody cudnej. Iwaniacka? Rany, może ze 3 osoby spotkaliśmy, a byliśmy i w pogodę, i w deszcz. Na Ciemniak – kilka osób. Na Bystrą – samiusieńcy – my i kozy i nikogo więcej. Siwy Wierch – szlak tak pusty, że momentami wątpiliśmy, czy idziemy w dobrym kierunku 😉 Wszystko odbyło się w sierpniu przy pięknej pogodzie, więc powtarzam – znajdziecie spokój, ciszę i przyrodę w Tatrach, naprawdę da się. To się żem naprodukowała 😀

  17. Moje marzenie to zoabczyć Morskie Oko i powędrować dalej na Czarny staw pod Rysami w ciszy… Ale nei wiem, czy da się to zrobić (nie brnąc w zaspach)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top

kartal escort Pendik escort gay porno bursa escort