denizli escort beylikdüzü günlük kiralık daire www.escortservisi.xyz NA WSI NAJLEPIEJ - Malowane Wierchy escort eskişehir escort izmit escort bursa escort ankara
araba Torrent oyun torrent Program indir
sex videos
maltepe escort alanya escort pendik escort http://www.pendikliler.com/ kartal escort kartal escort maltepe escort maltepe escort kartal escort maltepe escort ataşehir escort kartal escort maltepe escort kartal escort kadıköy escort jigolo olmak istiyorum jigolo üyeligi bedava jigolo profesyonel jigolo sitesi jigolo ilanları porno izle ankara escort türk porno ankara escort eryaman escort escort Ankara escort Ankara escort Ankara istanbul escort bursa escort denizli escort izmir escort gaziantep escort escort ankara escort antalya escort mersin
ankara escort ankara escort Kartal Escort
NA WSI NAJLEPIEJ – Malowane Wierchy

NA WSI NAJLEPIEJ – Malowane Wierchy

 

Od trzech lat trwa moja miłość do Łapszanki i całego Spiszu. Tam uciekam od zatłoczonego Podhala, tam na nowo nauczyłam się odpoczywać na wsi. Dlatego bez wahania zgodziłam się na zaprezentowanie laureatów konkursu „Na wsi najlepiej”, zorganizowanym przez Polską Organizację Turystyczną. Do konkursu zgłosiło się ponad 100 kandydatów z całej Polski, zaś kapituła wyłoniła 12 zwycięzców. Mam zaszczyt przedstawić Wam 4 laureatów, oczywiście z górskich terenów. Dziś przedstawię agroturystykę Malowane Wierchy, usytuowane w tajemniczym Beskidzie Niskim.

***

A co, gdyby Beskidy były mężczyznami?

Justyna Sekuła z bloga With love trafnie podsumowała Beskid Niski:

 

Nigdy nie zwróciłabyś na niego uwagi, gdybyś nie poznała jego historii. Masz wrażenie, że mogłabyś przegadać z nim całe życie. Z uwagą słuchasz każdego zdania, które wypowiada z nabożną czcią, znając wartość słowa. Tradycjonalista, ceni sobie głębokie relacje międzyludzkie i bliskość natury. Introwertyk, nie lubi tłumów. Często chodzi sam na spacer i docenia swoje własne towarzystwo. Od ulic miasta woli zapuszczone, leśne ścieżki. Przytula się do drzew.

Beskid Niski zdaje się być elitarnym celem dla turystów. Tu nie ma miejsca na wyczynowe zdobywanie gór, wszak najwyższym szczytem pasma jest Lackowa, której brakło 3 metrów, by dobić do granicy 1000 m n.p.m. Tu się rozchodzi o nieśpieszną tułaczkę po lasach, o odkrywanie śladów niezwykłej przeszłości: łemkowskich cerkwi, domów, cmentarzy, a także mogił wojennych z okresu I wojny światowej.

Mało kto wie, że turystyczne poznanie Beskidów zaczęło się właśnie od Beskidu Niskiego i podróży Stanisława Staszica w 1800 roku. Mimo to, Beskid Niski nadal pozostaje najmniej zagospodarowanym rejonem w polskich Karpatach i to właśnie stanowi jego największy atut. Z rzadka trafiają tu przypadkowi turyści, w ogóle trafia tu mała ilość turystów i zazwyczaj są to ludzie świadomi, ciekawi historii, szanujący dziedzictwo i przyrodę tej niesamowitej krainy.

 

1. O Malowanych Wierchach

2. O Łemkach

3. O Gładyszowie

4. O atrakcjach w okolicy

 

1. MALOWANE WIERCHY

Na początek krótki filmik z Malowanych Wierchów:

Moją bazą wypadową na pierwsze poznanie Beskidu Niskiego (tak właśnie, dopiero teraz miałam przyjemność zawitać do tej części kraju) była wieś Gładyszów, gdzie znajduje się agroturystyka Malowane Wierchy. Gospodarstwo prowadzi małżeństwo: Sylwia i Albert, a nad całością czuwa kudłaty gagatek o imieniu Pako. Gospodarze dbają, by każdy czuł się jak w domu, o czym przekonuję się już podczas pierwszej kolacji. Wszyscy goście wraz z gospodarzami zasiadają do wspólnego stołu, o jednej godzinie. Trochę jak u cioci na imieninach, prawda? Z czymś takim spotkałam się po raz pierwszy i przyznam, że polubiłam ten stół. Wokół niego toczy się życie, tam zawsze kogoś się spotka, z kimś porozmawia, zagra w Monopoly lub przegra w karty. Gości przyjmuje się tu tylu, ile jest miejsc przy stole. Nie więcej. A więc to nie tylko serce domu i swoisty punkt zborny, ale także gwarant swojskiej i kameralnej atmosfery.

Do Malowanych Wierchów, tak jak do całego Beskidu Niskiego, trafiają ludzie ciekawi dziedzictwa naturalnego i kulturowego regionu. Z myślą o nich, przygotowano całkiem pokaźny kącik turystyczny, pełen albumów, przewodników, map, folderów, a także aktualnych harmonogramów warsztatów, które odbywają się w Gładyszowie. Sylwia doskonale zna atuty okolicy, wskaże najpiękniejsze miejsca i doradzi w razie potrzeby.

Pisząc o Malowanych Wierchach, nie sposób pominąć kwestii jedzenia. W pobyt wliczone są śniadania oraz obiadokolacje i jest to dobre rozwiązanie, zważywszy na fakt, iż w okolicy nie ma ni knajpy, ni restauracji. A kiedy nadmienię, że jedzenie jest smaczne, domowe i wysokiej jakości, to owo rozwiązanie staje się doskonałe. Posiłki przygotowane są na bazie produktów pochodzących z własnego ogródka (warzywa, zioła) bądź z sąsiednich gospodarstw (nabiał). Wędliny robią sami gospodarze, a szamanie kiełbas, szynek, boczków i pasztetów bez tych wszystkich ulepszaczy to ogromna przyjemność! W Malowanych Wierchach nigdy nie zabraknie miodu, który pochodzi z rodzinnej pasieki, jak również pachnącego chlebka, wypiekanego na miejscu.

Przepyszne są także przetwory przygotowywane przez gospodarzy. Można je skosztować podczas śniadań, można także zakupić, by raczyć się tymi niezwykłymi smakami we własnym domu. Polecam genialny ketchup z pomidorów i cukinii, dżemy, konfitury, twarożek, pastę ze słonecznika czy pesto z czosnku niedźwiedziego. Pieczywo, miody i wędliny także polecają się na wywóz. 

Warto podkreślić, że Malowane Wierchy zostały przyjęte w poczet członków Sieci Dziedzictwa Kulinarnego, która propaguje zdrowe, lokalne i wysokiej jakości jedzenie, ściśle związane z kuchnią regionu, w tym przypadku z kuchnią łemkowską.

Urzekły mnie pokoje. Ich przestronność. Sporo podróżuję, w różne miejsca i już dawno przyzwyczaiłam się, że pokoje dwuosobowe bywają małe. Są to najczęściej klitki z łazienką tak małą, że siedząc na sedesie trzyma się nogi pod prysznicem. Mnie to generalnie nie przeszkadza, nie wybrzydzam, bo na wyjazdach liczy się dla mnie przede wszystkim dobra lokalizacja plus czystość. Choć i na to drugie przymykam czasem oko, przekupiona choćby fantastyczną panoramą z okna. Ale wróćmy do Malowanych Wierchów… Kiedy trafiam do przestronnego, schludnego pokoju, z wielką szafą, gdzie pomieszczę wszystkie ciuchy, z komodą, w której poupycham drobiazgi i z kuferkiem, gdzie schowam zapasowe buty, co by mi nie drażniły oka – a tak jest w Malowanych Wierchach – to ja to pełną gębą doceniam! Łazienka jest równie duża (panie docenią podręczny regał na klamoty) i posiada uchwyty dla osób mniej sprawnych. Do tego własny balkon z widokiem na góry… Za oknem słychać czasem rżenie koni huculskich, wypasanych na sąsiednich łąkach, w nocy zdarzają się także rykowiska jeleni. Widok na góry i odgłosy natury! Czego chcieć więcej?

Może trochę przestrzeni, która da nadzieję na rozładowanie energii dzieciaków? Na tyłach domu znajduje się pokaźny i bezpieczny ogród. Zorganizowano tam plac zabaw dla dzieci (trampolina, zjeżdżalnia, huśtawki) i strefę relaksu dla dorosłych (hamaki, siedziska). Spory teren pozwala na rozegranie meczu piłki siatkowej lub nożnej. Ja wykorzystałam siatkę do kilku poważnych starć badmintonowych. Acha! Jest też miejsce na ognicho, które sprzyja integracji.

Jako że wokół Gładyszowa są świetne trasy rowerowe, o czym za chwilę, to dla gości przygotowano wypożyczalnię rowerów (15 zł/dzień, turyści z zewnątrz płacą 20 zł/dzień). W zaplanowaniu wycieczki pomoże przewodnik rowerowy, do wglądu na miejscu.

Jeśli nie masz dzieci, a stanowisz tradycyjną rodzinę z miasta: tak zwane 2+pies, to Malowane Wierchy są również dla Ciebie. To jedno z tych miejsc, gdzie możesz zabrać swojego czworonoga i nikt nie będzie krzywo patrzył, jeśli uda mu się zawinąć kiełbę, przeznaczoną na ognisko. Ale tylko jedną! 😉

W pewnym sensie Malowane Wierchy nazwać można „słodką dziurką” (tak, wiem jak to brzmi), z racji rodzinnej Pasieki pod Brzozą, prowadzonej przez rodziców naszych gospodarzy. Tereny wokół Gładyszowa znajdują się w otulinie Magurskiego Parku Narodowego, wyróżniają się naturalnym, nieskażonym środowiskiem, oddaleniem od tras przelotowych i wielkich skupisk ludzi. Region chwali się dobrym stanem wód, gleb i powietrza, a także znikomym zagrożeniem hałasu. Aż 60% gminy Uście Gorlickie, gdzie leży Gładyszów, pokrywają lasy – głównie bukowo-jodłowe. Takie warunki sprawiają, iż śmiało można z tej przyrody czerpać dobroczynne dla zdrowia surowce, między innymi nektary z kwiatów i drzew, które zebrane i przetworzone przez pszczoły trafiają do naszych brzuszków pod postacią miodów.

Leśna świeżość, leśny smak, to magurskich miodów znak”, jak mawiają nasi zaprzyjaźnieni bartnicy – Anna i Kazimierz Madzula. Można ich odwiedzić w pasiece, znajdującej się naprzeciw Malowanych Wierchów, a po degustacji warto zakupić do domu kilka słoików miodu (porwałam przepyszne spadziowe!) bądź innych produktów pszczelich, takich jak pyłek, pierzgę czy wosk. Ceny miodów wahają się od 15-18 zł za 0,3l; 25-28 zł za 0,5l oraz 40-45 zł za 0,9l.

Miody z Pasieki pod Brzozą nabędziemy także w Malowanych Wierchach, gdzie zresztą odbywają się warsztaty pszczelarskie – pogadanki o życiu i znaczeniu pszczół w przyrodzie, połączone z degustacją miodów. Zajęcia odbywają się w każdą wakacyjną środę, po sezonie do uzgodnienia. Dla rodziców ważna informacja – będzie można obserwować pszczoły, lecz w specjalnym, szklanym ulu pokazowym, tak aby zachować maksimum bezpieczeństwa.

A skoro jesteśmy przy warsztatach… Malowane Wierchy to idealne miejsce, by wreszcie nauczyć się jak porządnie picować jaja! Mowa, rzecz jasna, o pisankach, których dekorowanie było jedną z nielicznych sztuk rękodzielniczych, przynależnych łemkowskim kobietom. Obecnie płeć nie ma znaczenia, a przygotowywanie ozdobnych jajek zaczyna się na Łemkowszczyźnie już na początku roku. Sztuka malowania pisanek jest w rodzinie gospodyni przekazywana z pokolenia na pokolenie, a my jako goście możemy czerpać z tej tradycji na warsztatach. Mile widziani są wszyscy, niezależnie od wieku. A co ważniejsze, warsztaty nie odbywają się jedynie w okresie przedświątecznym. Jeśli tylko są chętni, można zorganizować spotkanie choćby i w środku lata, bo dekorowanie jaj to nie tylko wielkanocny zwyczaj, to również świetna zabawa!

Agroturystyka Malowane Wierchy

Gospodarze z Malowanych Wierchów: Sylwia, Albert, Zosia i Pako :)

Agroturystyka Malowane Wierchy, Gładyszów

Malowane Wierchy

Jedzenie łemkowskie

Część lokalnych produktów, objęta certyfikatem Dziedzictwa Kulinarnego.

Wędliny z Beskidu Niskiego

Palce lizać!

Nie tylko dzieciaki szalały na trampolinie

Nie tylko dzieciaki szalały na trampolinie

Agroturystyka przyjmuje pieski

Malowane Wierchy przyjmują kudłate potwory. :D

Malowane Wierchy w Gładyszowie

Malowane Wierchy w Gładyszowie, Beskid Niski

Beskid Niski sprzyja relaksacji

Beskid Niski, Malowane Wierchy

Ognicho w górach zawsze smakuje wybornie!

Pasieka pod Brzozą w Gładyszowie

Pasieka pod Brzozą

Warsztaty malowania pisanek

Łemkowskie pisanki
Źródło: Malowane Werchy

 

Pozostali zwycięzcy konkursu #NaWsiNajlepiej:

VILLA GRETA W KRAINIE WYGASŁYCH WULKANÓW SZLAK KULINARNY PODKARPACKIE SMAKI POD SREBRNĄ GÓRĄ Z NAJLEPSZYM WIDOKIEM NA KARKONOSZE

 

2. ŁEMKOWIE

Do czasu wysiedleń po II wojnie światowej głównymi mieszkańcami obszaru Beskidu Niskiego byli Łemkowie. Ich pochodzenie wiąże się z migracjami wołoskich pasterzy, którzy w XII wieku rozpoczęli wędrówkę wzdłuż łuku Karpat, z terenów dzisiejszej Rumunii. Po drodze mieszali się z ludami ruskimi (obszary dzisiejszej Ukrainy), z którymi łączył ich ten sam obrządek religijny, z czasem przejmując od nich zwyczaje, kulturę oraz język. Ludy wołoskie wkroczyły do Polski na przełomie XIII i XIV wieku.

Z biegiem lat przekształcili się z pasterzy-wędrowców w osiadłych rolników, zakładając kolejne osady. „Złoty wiek” Łemków przypada na XVI wiek, wtedy funkcjonowały już niemal wszystkie wsie, które później likwidowano w ramach akcji wysiedleńczych.

Co ciekawe, Łemkowie nazywali siebie „Rusinami”, a nazwa „Łemko” utarła się dopiero w XIX wieku. Z początku była przezwiskiem, które pochodziło od słowa „łem”, oznaczającego  „tylko”. Ów słowo było charakterystyczne dla Rusinów, więc inne grupy ludności ruskiej uczyniły z niego przydomek.

Łemkowie zajmowali się głównie pasterstwem oraz uprawą roli. Mężczyźni trudnili się także bednarstwem, gontarstwem, łyżkarstwem, a kobiety tkactwem – lecz głównie na użytek własnego gospodarstwa. Popularni byli także maziarze, wytwarzający maź drzewną do smarowania osi wozów, gdy te były jeszcze całkowicie drewniane.

Nadal łatwo wyłapać wzrokiem tradycyjne łemkowskie domy, zwane chyżami. Powstawały one oczywiście z drewna, a charakteryzował je dach – wspólny dla chaty mieszkalnej i budynku gospodarczego. Nad całością znajdował się obszerny strych, pełniący rolę stodoły. Zaletą takiej zagrody była ochrona przed utratą ciepła, co jest szczególnie ważne w niesprzyjającym górskim klimacie.

Dzisiejsi Łemkowie stanowią w Polsce mniejszość etniczną liczącą ok. 10 tys. osób. Wśród tej grupy są tacy, którzy uważają się za odrębną mniejszość narodową oraz ci, którzy postrzegają siebie, jako ukraińską grupę etniczną. Tak czy siak, kultura Łemków zanika. Większość z wysiedlonych po wojnie osadników nie wróciła, więc liczebność Łemków wciąż spada. Dlatego tak ważne jest, by poznać ich kulturę, historię, póki na zawsze nie zostanie zamknięta w muzeum. Można to zrobić na dorocznym zlocie Łemków w Zdyni („Łemkowska Watra”), który stanowi prawdziwe święto kultury łemkowskiej. Impreza ma miejsce w lipcu, a wszelkie informacje praktyczne znajdziesz na stronie watrazdynia.pl

Łemkowszczyzna

Kilka wsi posiada nazewnictwo w języku polskim oraz łemkowskim

Chyża - dom Łemków

Łemkowska chyża

Krzyże na Łemkowszczyźnie

Jedej z wielu przydrożnych krzyży

2. GŁADYSZÓW

Gładyszów jest sporą, acz spokojną wsią położoną w połowie drogi z Gorlic do słowackiego miasteczka Bardejów, którego starówka została wpisana na listę dziedzictwa UNESCO. We wsi zachowało się kilka tradycyjnych chyż łemkowskich, dwie cerkwie, dwa cmentarze wojenne, o których za chwilę, a także kilka krzyży i przydrożnych kapliczek. Od niedawna działa tu także prywatny skansen kultury łemkowskiej. Na pierwszy rzut oka wieje nudą, prawda? Tylko pozornie! Pozwól, że opowiem Ci, ile dobrego kryje się wśród okolicznych wzgórz. Spokojnie, nie będziemy się śpieszyć…

ŁEMKOWSKA ZAGRODA EDUKACYJNA W GŁADYSZOWIE

Łemkowska Zagroda Edukacyjna jest najlepszym skansenem w jakim byłam! A to dlatego, że prowadzi go prawdziwy pasjonat, historyk z wykształcenia, Łemko z urodzenia. Pan Janek dziarsko oprowadza po skansenie (który stworzył wraz z żoną), przybliżając gościom zwyczaje Łemków. Robi to z wdziękiem i jajem, aż się chce, by zwiedzanie trwało i trwało…

Zagroda jest rekonstrukcją tradycyjnej zabudowy łemkowskiej, w której skład wchodzi:

  • chyża, czyli budynek mieszkalno-gosporadczy połączony wspólnym dachem; chyża pochodzi z 1922 roku i została przeniesiona ze wsi Smerekowiec
  • dwa spichlerze – w jednym z nich mieści się zrekonstruowana olejarnia taranowa do wyrobu oleju lnianego metodą sprzed 100 lat
  • oryginalne młyny wiatrowe
  • studnia z żurawiem
  • kierat, czyli urządzenie wykorzystujące siłę pociągową zwierząt do napędu stacjonarnych maszyn rolniczych.

Poszczególne pomieszczenia wyposażone są w dawne sprzęty i narzędzia, a większość to obecnie unikaty, dzięki czemu odwiedzający mogą w mig przenieść się do dawnego łemkowskiego gospodarstwa.

Zwiedzanie zagrody nie polega tylko na oglądaniu. Gospodarz prezentuje jak dawniej używano sprzętu, angażując do tego zwiedzających, co oznacza, że eksponaty można jak najbardziej dotykać. Wszyscy uczestniczymy w poznaniu życia, jakie toczyło się 100 lat temu na Łemkowszczyźnie. Lubię takie aktywne zwiedzanie!

Oprócz wycieczki po zagrodzie, można wziąć udział w warsztatach. Zajęcia tematyczne kierowane są zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Na warsztatach mamy okazję wykonać zabawki, jakimi bawili się nasi dziadkowie, poznać kuchnię łemkowską i przyrządzić tradycyjne danie, wykonać łyżkę i nieckę, posmakować własnoręcznie „ubity” olej lniany, czy upiec zadymkę z mąki przygotowanej z pomocą dawnych narzędzi.

Po prostu odwiedźcie Łemkowską Zagrodę Edukacyjną, a nie pożałujecie!

Zagroda mieści się w Gładyszowie 75, przy agroturystyce Dziubyniłka. Wszelkie informacje praktyczne na temat zwiedzania i warsztatów znajdują się na stronie dziubynilka.pl.  

AKTYWNIE

Gładyszów leży w rozległej, malowniczej dolinie otoczonej górami, w centralnej części Beskidu Niskiego. Takie położenie daje mnóstwo możliwości aktywnego spędzania czasu.

Piesze wędrówki – Mimo nazwy, Beskid Niski wcale nie jest najniższym z Beskidów. Wprawdzie tutejsze góry nie powalają wysokością (najwyższy szczyt po polskiej stronie – Lackowa – liczy sobie jedynie 997 m n.p.m.), ale należy pamiętać, iż to największe i obecnie najdziksze pasmo górskie w Polsce. Tu z rzadka spotyka się innych turystów, a po sezonie szlaki wyludniają się niemal całkowicie. Skoro nie ma zbyt wielu zwiedzających, to trzeba mieć świadomość, że infrastruktura turystyczna jest i w najbliższych czasie będzie dość uboga. Mało tu schronisk i kwater, jeszcze mniej punktów gastronomicznych. Pamiętaj o tym, planując wycieczki w Beskidzie Niskim.

Trasy rowerowe – Beskid Niski jest wprost rajem dla rowerzystów! Okolice Gładyszowa obfitują w trasy o różnym stopniu trudności, od tych prowadzących po płaskim i łatwym terenie, po wymagające, prawdziwie górskie podjazdy. Zainteresowanych odsyłam do świetnego przewodnika „Beskid Niski na rowerze”, wydawnictwa Compass. Rowery wraz z kaskami można wypożyczyć w agroturystyce „Malowane Wierchy”(dla gości 15 zł/dzień, dla turystów z zewnątrz 20 zł/dzień).

Biegówki – Położenie Gładyszowa w okazałej dolinie daje ogromne możliwości poruszania się na nartach biegowych!  W bliskiej okolicy wytyczono aż 70 km tras biegowych o zróżnicowanym stopniu trudności – pod wspólną nazwą „Śnieżne trasy przez lasy”. Zachęcam do odwiedzenia strony snieznetrasy.pl, gdzie można pobrać przewodnik po trasach biegowych, a także sprawdzić aktualne warunki śniegowe. Wypożyczalnie nart funkcjonują w Gościńcu Banica, Przystanku Magura oraz przy wyciągu w Smerekowcu i Małastowie.

Zimowe szaleństwo – W okolicach Gładyszowa znajduje się kilka wyciągów narciarskich: w Smerekowcu, Małastowie oraz na Magurze Małastowskiej. Ponadto na Słowacji, niespełna 20 km dalej, mieści się ośrodek narciarski Regetovka.

Sporty wodne – Pobliskie jezioro zaporowe Klimkówka słynie z mocnych acz dość równych wiatrów, które tworzą znakomite warunki do uprawiania windsurfingu lub kitesurfingu. Nad jeziorem działa wypożyczalnia sprzętu oraz szkółka SportSoul, która wprowadzi Cię w tajniki tych dyscyplin. Jeśli sporty ekstremalne nie są dla Ciebie, to możesz poprzestać na kajaku, rowerze wodnym bądź tradycyjnym leżakowaniu.

Jazda konna – A gdyby tak poznać Beskid Niski z końskiego grzbietu? Wypoczywając w Gładyszowie aż się prosi, by odwiedzić oddział Stadniny Koni Huculskich, która organizuje naukę jazdy konnej, terenowe przejażdżki konne po okolicy, a także wycieczki bryczkami i oczywiście kuligi. Ośrodek ten działa tylko w wakacje i długie weekendy, natomiast poza sezonem trzeba udać się do głównej siedziby stadniny w Regietowie (zaledwie 5 km na południowy-zachód od Gładyszowa). Info praktyczne na stronie huculy.com.pl.

Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego w Gładyszowie

Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego w Gładyszowie

Łemkowska Zagroda Edukacyjna w Gładyszowie

Łemkowska Zagroda Edukacyjna

Łemkowska Zagroda Edukacyjna w Gładyszowie

Łemkowska Zagroda działa przy agroturystyce Dziubyniłka w gładyszowie

Łemkowska Zagroda Edukacyjna w Gładyszowie

Krótki instruktaż z mielenia zboża :P

Łemkowska Zagroda Edukacyjna w Gładyszowie

Miło popatrzeć na młodzież obrabiającą… len! ;)

Beskid Niski

Beskid Niski to raj dla piechurów.

Trasy rowerowe w Beskidzie Niskim

Jezioro Klimkówka

Jezioro Klimkówka. Nazywam je Polskim Morzem Martwym. A czemu? Sprawdź na sobie! :P

Beskid Niski można śmiało zwiedzać na końskim grzbiecie. Źródło: huculy.com.pl

Beskid Niski można śmiało zwiedzać na końskim grzbiecie.
Źródło: huculy.com.pl

Beskid Niski

3. ATRAKCJE W OKOLICY

DREWNIANE CERKWIE

Łemkowie, ze względu na swoje pochodzenie, byli wyznania prawosławnego, jednakże na mocy porozumień tzw. unii brzeskiej, tereny Łemkowszczyzny zostały włączone pod cerkiew greckokatolicką, co skutkuje religijnymi podziałami po dziś dzień. Łemkowie czujący przynależność do odrębnego narodu wyznają prawosławie, tak jak przodkowie, natomiast orientacja ukraińska wrasta w grekokatolickie obrządki. Choć ów rozłam skutkuje bogactwem różnego rodzaju cerkwi na terenie Łemkowszczyzny, to wszystkie one mają cechy wspólne: zbudowane są z prezbiterium, gdzie stoi ołtarz, nawy głównej i babińca. Dwie pierwsze części oddziela ściana ikonostasu – to przed nią gromadzą się wierni, zaś za nią może wejść jedynie duchowny. Podział na nawę i babiniec wynikał z rozdzielenia płci podczas nabożeństw, ba, niegdyś stawiano także przegrodę, oddzielającą oba pomieszczenia. Niemal wszystkie łemkowskie cerkwie posiadają konstrukcję zrębową, którą wieńczą wieże z cebulastymi hełmami i ruskimi krzyżami (z dodatkową pochyłą poprzeczką). Najstarsze świątynie otoczone są przez cmentarze.

W okolicy Gładyszowa znajdują się aż 3 cerkwie wpisane na listę UNESCO:

  • Kwiatoń – Cerkiew greckokatolicka św. Paraskewy stanowi kwintesencję stylu łemkowskiego. Ze względu na harmonijne proporcje uważana jest za jedną z najpiękniejszych cerkwi w całej Polsce. Świątynia powstała w II połowie XVII wieku. Uwagę zwraca bogate wyposażenie i kompletny ikonostas z 1904 roku.
  • Owczary – Cerkiew greckokatolicka Opieki Bogurodzicy Najświętszej jest jedną z najstarszych łemkowskich świątyń, które dotrwały do naszych czasów, powstała w 1653 roku. Kompletne wyposażenie zachwyca, zwłaszcza ikonostas z XVIII wieku.
  • Brunary Wyżne – Cerkiew greckokatolicka św. Michała Archanioła, choć obecnie używana jako kościół rzymskokatolicki, zachowała charakterystyczne cechy łemkowskich świątyń. To klasyczny przykład wpływów łacińskich na architekturę cerkiewną.

Inne świątynie warte uwagi:

  • Sękowa – Kościół św. Filipa i Jakuba Apostołów jest jednym z najbardziej charakterystycznych w Małopolsce. Wyróżnia się strzelistą sylwetką, wysokim dachem i szeroko otwartymi podcieniami obiegającymi kościół. Świątynię wpisano na listę dziedzictwa UNESCO
  • Skwirtne – Cerkiew greckokatolicka św. Kosmy i Damiana (obecnie kościół rzymskokatolicki) jest jedną z piękniejszych cerkwi zachodniołemkowskich. Pozostałości oryginalnego ikonostasu znajdują się na ścianach.
  • Łosie – Cerkiew greckokatolicka Narodzenia NMP została wzniesiona w 1810 roku, lecz kilkadziesiąt lat później przebudowana. Wnętrze świątyni jest klimatyczne, więc warto tu zajrzeć, choćby przy okazji zwiedzania skansenu, położonego tuż obok.
  • Hańczowa – Cerkiew prawosławna (dawniej greckokatolicka) Opieki Bogurodzicy. Jest to typowa cerkiew zachodniołemkowska z piękną polichromią i ikonostasem.
  • Ropica Górna – Cerkiew greckokatolicka (obecnie kościół rzymskokatolicki) z początku XIX wieku.
  • Bartne – Cerkiew greckokatolicka św. Kosmy i Damiana obecnie pełni funkcję muzealną. Zwiedzanie możliwe jest codziennie, za wyjątkiem piątku (wstęp 4 zł). Na północ od świątyni znajduje się kamienny spichrz plebański z ekspozycją o historii kamieniarstwa, a ciut dalej cmentarz łemkowski z kamiennymi nagrobkami, które są dziełem lokalnych kamieniarzy.

Godziny otwarcia poszczególnych cerkwi znajdziesz na stronie Szlak Architektury Drewnianej w Małopolsce

Cerkiew w Kwiatoniu

Kwiatoń

Kwiatoń

Ikonostas w cerwki w Kwiatoniu

Cerkiew w Owczarach

Owczary

GALICYJSKIE CMENTARZE WOJENNE

Podczas I wojny światowej na terenie ówczesnej Galicji Zachodniej powstały wyjątkowe cmentarze. Wielu uważa je za ostatni w dziejach przejaw ducha rycerskiego, który nakazywał chować poległych obu walczących stron w miejscu stoczonej bitwy.

W maju 1915 roku na obszarze Beskidu Niskiego i Pogórza miała miejsce wielka operacja wojskowa, zwana gorlicką, w której armia austro-węgierska wyparła wojsko rosyjskie. Ta potyczka została zapamiętana jako jedno z najkrwawszych starć I wojny światowej. Szacuje się, że pochłonęła około 200 tysięcy ofiar (zabitych i rannych). Bitwa gorlicka była jednym z niewielu bezdyskusyjnych zwycięstw, zapisanych na poczet armii austro-węgierskiej, toteż władze austriackie postanowiły uczynić z niej wielki symbol propagandowy, wymowny pomnik zwycięstwa. Utworzono nawet specjalny Wydział Grobów Wojennych, który odpowiadał za budowę cmentarzy.

W sumie powstało ok. 400 cmentarzy zgrupowanych w 10 okręgach. Na czele każdego okręgu stał oficer związany ze sztuką bądź budownictwem oraz przydzielony mu do pomocy kierownik artystyczny. Niesamowite jest, jak wielką rolę przykładano do budowy tych cmentarzy! Przecież w czasie wojny materiały budowlane kosztowały majątek, a nie dość, że stawiano groby i pomniki, to dbano także o reprezentacyjny wygląd terenów wokół mogił. Ba, nawet budowano drogi do wybranych mogił żołnierzy!

W poszczególnych okręgach widać jednolitość artystyczną, choć każdy cmentarz jest na swój sposób wyjątkowy. Za najpiękniejsze cmentarze galicyjskie uchodzą te zaprojektowane przez słowackiego architekta Dušana Jurkoviča, zwanego „poetą drewna”. Odpowiadał on za cmentarze w okręgu Żmigród, na terenach trudno dostępnych, toteż zrezygnował ze sprowadzania materiałów budowlanych i wykorzystał to, co było w okolicy osiągalne: drewno i kamień. Swoje kompozycje w dużej mierze opierał na rozwiązaniach stosowanych od wieków przez karpackich cieśli.

Do najpiękniejszych cmentarzy Jurkoviča zalicza się (wszystkie znajdują się w okolicy Gładyszowa):

  • Cmentarz nr 51 na Rotundzie
  • Cmentarz nr 11 w Woli Cieklińskiej
  • Cmentarz nr 46 na Beskidku
  • Cmentarz nr 60 na Przełęczy Małastowskiej
  • Cmentarz nr 61 w Wirchnem

Inne cmentarze w okolicy warte szczególnej uwagi:

  • nr 80 nad Sękową
  • nr 91 na Górze Cmentarnej w Gorlicach
  • nr 123 na Pustkach
Cmentarz wojenny na Przełęczy Małastowskiej

Cmentarz na Przełęczy Małastowskiej

Cmentarz wojenny na Rotundzie

Cmentarz na Rotundzie

DRZWI DO ZAGINIONEGO ŚWIATA

Wędrujesz sobie nieśpiesznie przez puste doliny Beskidu Niskiego, wśród łąk i lasów. Daleko od wszystkiego. Wtem nagle trafiasz na drzwi. Proste, drewniane. Jakby czekały właśnie na Ciebie. Otworzysz?

Za nimi czai się pustka, lecz tylko z pozoru. Bo kiedy podejdziesz bliżej, zrozumiesz, że to nie są tylko futryny, być może pozostawione tu dla żartu. To swoiste pomniki symbolizujące nieistniejące już łemkowskie wsie, po których pozostały jedynie dziczejące sady, stare cmentarze oraz liczne kapliczki.

Drzwi postawiła Natalia Hładyk, działająca w Zjednoczeniu Łemków, a jej projekt „Zapomniane wsie Łemkowszczyzny” ma na celu ocalenie od zapomnienia dawnych osad, tętniących niegdyś życiem, a opuszczonych przez mieszkańców w ramach akcji wysiedleńczej po II wojnie światowej. Na drzwiach umieszczono tablice informujące o historii danej wsi oraz jej osadnikach. Wystarczy przez nie przejść, by zetknąć się z historią.

Symboliczne drzwi znajdują się w dolinie Wisłoki, na wschód od Zdyni i Koniecznej. Stoją w miejscu, gdzie niegdyś funkcjonowały wsie:

  • Radocyna
  • Lipna
  • Długie
  • Czarne
  • Nieznajowa

Prowadzą do nich szutrowe drogi, lecz najlepiej dotrzeć do nich piechotą, z pomocą pieszej i rowerowej siatki szlaków.

Symboliczne drzwi w Beskidzie Niskim

Pamiątka po wsi Długie

ZAGRODA MAZIARSKA

Łosie koło Szymbarku były niezwykłą wsią łemkowską. Jej mieszkańcy „od dziada pradziada” zajmowali się wędrownym handlem mazią i smarami. Z początku maziarze sprzedawali mazie do smarowania osi drewnianych wozów, uzyskiwane w procesie suchej destylacji z odpadów sosnowych, później handlowali także smarami z surowej ropy, czerpanej z miejscowych naturalnych źródeł. Niemal wszyscy mężczyźni wsi trudnili się maziarstwem: jedni wędrowali z wyrobami po okolicznych osadach Karpat i Pogórza, inni ruszali w głąb Europy na specjalnie przygotowanych wozach. Handel niemal zanikł po II wojnie światowej, choć kilku maziarzy zarobkowało jeszcze w latach 60-tych XX wieku. Dziś o maziarzach przypomina skansen – Zagroda Maziarska w Łosiu, gdzie nie tylko poznamy historię tych niezwykłych handlarzy, zobaczymy również wyposażenie maziarskiego domu i typowe dla nich wozy. 

Zagrodę można zwiedzać od poniedziałku do piątku w godzinach 9.30-17.30, a w weekendy w godzinach 9.00-15.00. Bilet kosztuje 4 zł (w czwartek wstęp wolny, jednak bez usługi przewodnickiej).

Zagroda Maziarska

Mazie w zagrodzie można wąchać do woli. Spróbuj! :P

WYSOWA ZDRÓJ

Najmniejsze i najspokojniejsze uzdrowisko, jakie odwiedziłam, co akurat uważam za ogromny atut tego miejsca. Wysowa Zdrój leży w dolinie otoczonej zalesionymi szczytami, dzięki czemu wytworzył się tu przyjemny dla organizmu mikroklimat, a bogate w minerały wody odznaczają się dużym walorem leczniczym.  A w uzdrowisku, jak to w uzdrowisku, warto przespacerować się po zadbanym parku i posmakować wody z Pijalni Wód. W parku znajduje się także nieduży, ale nowoczesny park wodny, który może okazać się niezłą opcją w razie niepogody.

Wysowa Zdrój, uzdrowisko w Beskidzie Niskim

Wysowa Zdrój

MAGURSKI PARK NARODOWY

W samym sercu Beskidu Niskiego wyznaczono Magurski Park Narodowy, mający na celu ochronę unikatowego w skali Karpat obszaru przejściowego pomiędzy Karpatami Zachodnimi a Wschodnimi. I choć chroniony obszar nie jest szczególnie widokowy, wszak ponad 90% powierzchni parku zajmują lasy, to wytrawny turysta z pewnością doceni klimat tego miejsca. Warto zobaczyć:

  • Rezerwat Kornuty obejmujący grupę malowniczych skał oraz Jaskinię Mroczną (jedna z najdłuższych jaskiń Beskidu Niskiego).
  • Wodospad Magurski opadający z blisko 7-metrowego progu skalnego (choć to najwyższy wodospad Beskidu Niskiego to warto odwiedzić go po solidnych opadach deszczu).
  • Diabli Kamień – owiany legendami skalny pomnik przyrody znajdujący się na zboczu góry Kosma.
Kornuty, Beskid Niski

Rezerwat Kornuty

DZIKIE STOŁY

Przejść parę kilometrów górskim szlakiem, przeskoczyć przez strumień, zatrzymać się na chwilę, by odetchnąć i poobserwować kołującego orła bielika.

Na chwilę, bo na końcu wycieczki czekają nakryte już stoły. W cieniu starej cerkiewki w Bielicznej, wśród pastwisk Regietowa Wyżnego, na końcu wsi Blechnarka czy przy zdziczałych sadach na Odernem.

W Beskidzie Niskim przyroda i krajobrazy oszałamiają o każdej porze roku. Zimą zapierają dech w piersiach ośnieżone buczynowe i jodłowe lasy, latem ciepłe wieczory, pachnące ziołami,  zachęcają do łapania w słoiki świetlików.

I rozkoszowania się lokalnymi przysmakami, które po spacerze, smakują jak mało co!

Kozia bryndza, owczy bundz, kiełbasy z blaszanej wędzarni, wszelakie smarowidła, warzywa z przydomowego ogródka, marynowane borowiki, kiszone rydze, chleb na zakwasie, podpłomyki z blachy. Owsiany żur, bigos z suszonymi podgrzybkami, pieczony indyk i… dzikie doły. Doprawione świeżymi ziołami mięso i warzywa – przykryte darnią i upieczone w ziemnym dole.

Lemoniada z kwiatów czarnego bzu, źródlana woda z miodem spadziowym, kompot doprawiony korzeniami. Tarty z jagodami i marcepanem, drożdżowe ze śliwkami, ciasto czekoladowe. Grybowskie piwo chłodzone w strumieniu.

I koce na trawie. Ognisko. Muzykanci z sąsiedniej wsi. Śpiewy. Rozmowy. Nowe przyjaźnie.

Wspomnienia na cały rok.*

Na całe życie.

Raz na jakiś czas swoje podwoje otwiera osobliwa restauracja, jedyna taka w Polsce, gdzie smakowitości regionu serwuje dziesięciu „Dzikich Kucharzy”. Ale śpiesz się! Tylko nieliczni załapią się na tę niezwykłą ucztę! Najbliższa wyżerka odbędzie się już 7-9 września 2018.

*Źródło cytatu oraz wszelkie informacje praktyczne na stronie dzikiestoly.pl.    

Beskid Niski

Uff! Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Wiem, że tekst jest długi, że trzeba czasu na jego przyswojenie. Ale dokładnie tak samo jest z Beskidem Niskim! Warto najpierw nieco poznać historię, zaczerpnąć wiedzy, inspiracji, by potem w terenie móc odkryć prawdziwe oblicze tego regionu.

Madzia / Wieczna Tułaczka

 

 

 

Materiał do wpisu zebrałam przy współpracy z Polską Organizacją Turystyczną.

pasek

Instytucja Zarządzająca Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014–2020 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi”;

Operacja pn. „Identyfikacja, upowszechnianie i promocja dobrych praktyk w turystyce na obszarach wiejskich” współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Schematu II Pomocy Technicznej

Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. Instytucja Zarządzająca Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.”

 

 

 

10 comments

  1. Beskid Niski jeszcze przede mną, więc na pewno pójdę Twoimi śladami 🙂

  2. Beskid Niski stanowi ważny etap w mojej górskiej historii. Kiedy byłam na kursie przewodnickim SKPB spędzałam tam mnóstwo czasu, zdarzało się, że z Warszawy jeździłam tam co weekend. Choć kursi nie skończyłam i ostatecznie przewodnikiem nie zostałam, to miłość do tych gór pozostała ze mną. Bardzo lubię okolice nieopodal Rotundy czy Lackowej, a tamtejsze szlaki nie raz dały mi w kość.

    • Wieczna Tułaczka

      Uff, to skoro nie doczepiłaś się do tekstu, to znaczy, że całkiem dobrze opisałam to pasmo. A raczej rejon Gładyszowa. 🙂

  3. W Beskidzie Niskim spędziłam tegoroczną majówkę. Rowerowo. Ezoteryczne miejsce, do którego docierają nieliczni, najbardziej wytrawni turyści;-) (że sobie posłodzę;-)) Splądrowaliśmy rejon Gorlic na jednośladach – i o zgrozo Beskid Niski bynajmniej nie jest niski(sic!) Solidne podjazdy dawały w kość, przewyższenia większe niż się spodziewaliśmy. Ale warto- wycieczka w okolice Bartnego, Nieznajowej to niezapomniane przeżycie. Osobiście najbardziej mnie urzekła cerkiew w Leszczynach, ze względu na kameralne położenie. Wracam tam na pewno by odbyć podróż „szlakiem wina truskawkowego” – okolice Jaślisk- według przewodnika rowerowego Compass.

  4. Wizyta w tej okolicy jeszcze przede mną. Z pewnością wrócę wtedy do tego wpisu, bo zawarłaś w nim chyba wszystkie możliwe informacje 🙂

  5. Beskid Niski – znam, znam, znam z praktyk studenckich! Bardzo mi się tam podobało i byłam w dużym szoku, jakie my mamy skarby w Polsce! Bardzo chętnie kiedyś się tam wybierzemy na wakacje (jak tylko Kajtek podrośnie)! W końcu na wsi najlepiej! W ogóle to piękny projekt!

  6. Spędziłam tam kawał dzieciństwa, a w dorosłym życiu jego poztywy pozwoliła mi odczuć na własnej skórze wyjątkowa babeczka, której miłość do Spiszu nie ma sobie równych 🙂

  7. Kolejne niezwykle interesujące miejsce w naszej pięknej Polsce. Fantastycznie i bardzo dokładnie je opisałaś. A tym samym zachęciłaś mnie do wyjazdu w Beskid Niski, bo znam go baaaardzo powierzchownie. Malowany Wierch wygląda na świetną agroturystykę, a te Drzwi to naprawdę genialny symbol (i trochę smutny…).

  8. Gratuluję, tekst jest: 1) piękny – dla mnie – jako miłośnika tego regionu, 2) to – jak zwykle u Ciebie – bardzo porządna robota. Co do Wysowej – to faktycznie małe, bardzo spokojne uzdrowisko, ale np. Wapienne (które w ostatnich latach powoli się odradza) czy nawet miejsce mojego jesiennego urlopu (już za 10 dni) w tym roku – Rymanów-Zdrój – są jeszcze bardziej kameralne 🙂 Gdzieś przeczytałem, że są turyści, którzy po przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego najbardziej pamiętają dwa szczyty – Kolanin i Kozie Żebro (nad Wysową) – coś w tym jest – i dobrze im tak, jeśli myśleli, że w Niskim będzie łatwo 🙂 A są jeszcze niełatwe podejścia: na Lackową (od zachodu), na Ostry Wierch (od wschodu), na Jaworzynę Konieczniańską (od wschodu), na Płaziny (Staviska) – od wschodu…
    Widzę, że uległaś zauroczeniu tym regionem… U mnie to trwało nieco dłużej… Ależ miałem szczęście, że moja żona pochodzi z Gorlic, a ma też „hacjendę” w okolicy Nowego Żmigrodu…
    Jako człowiek w miarę zorientowany w realiach tego terenu, służę radą, gdyby ktoś miał jakieś pytania – na maila: kslupina@wp.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Scroll To Top
Kocaeli Escort Bakırköy escort kaçak bahis siteleri milanobet kaçak bahis kaçak iddaa wso shell indir casino siteleri canl? bahis film izle

escort izmit , escort samsun , escort ankara , eskisehir escort ,

denizli escort beylikdüzü günlük kiralık daire www.escortservisi.xyz