Z Pawłem Kuliniczem na szczyt. Wycieczka mimo wszystko!

Z Pawłem Kuliniczem na szczyt. Wycieczka mimo wszystko!

Długo główkowałam, jak napisać ten artykuł, w moim odczuciu arcyważny i szalenie potrzebny. Zastanawiałam się od momentu, gdy dostałam zaproszenie na wycieczkę „Z Pawłem na szczyt” zorganizowaną przez Fundację Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Z początku chciałam tak doprawić tekst, żeby wyszło chwytliwie, ściskało za serducho i wyduszało łzy na zawołanie, mówiąc wprost – ostentacyjnie grało na emocjach. Szybko zreflektowałam się, że przecież to nie ja. Nie znoszę naciągania, ściemniania i najczęściej walę prosto z mostu co myślę, nawet jeśli ładunek tonę waży… Zatem napiszę jak zwykle – szczerze, prosto, ale od serca, nie siląc się przy tym na górnolotne słownictwo czy wzniosłe hasła, które pasują do mnie niczym oscypek do ostrygi. Zależy mi na jednym, aby przybliżyć postać Pawła, pokazać go moimi oczami, tak by nie był dla Ciebie kolejną anonimową twarzą, rozpaczliwie szukającą pomocy.

Paweł Kulinicz

Paweł Kulinicz

Akcja była błyskawiczna. Ledwo wróciłam zPatologicznej Majówki„, kiedy dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w wyprawie z Pawłem Kuliniczem. Na rzęsach stanęłam, by poogarniać sprawy i po chwili znów przez niemal całą Polskę pędzić w stronę Tatr. Po prostu uznałam, że warto. Pierwszy raz od założenia bloga tak na serio poczułam moc sprawczą, że uda mi się kawał, jakby nie było, ciężkiej pracy przekuć w coś naprawdę dobrego i wartościowego.

Wycieczka miała dwa cele. Po pierwsze i najważniejsze, zabrać Pawła w ukochane Tatry, dać mu pozytywnego kopa do walki z chorobą i zafundować mu szalenie miły dzień w fajnym gronie. Wyszło perfekcyjnie. Po drugie, nagłośnić sprawę Pawła, by znaleźć dobre duszyczki, które będą mogły i chciały pomóc. To, że warto, to zaraz Cię przekonam. A jak wyjdzie? To już zależy od Ciebie. Od nas wszystkich.

KIM JEST PAWEŁ KULINICZ?

To jeden z nas, 36-letni górski ludź, całkiem przystojny, przesiąknięty górami do szpiku kości. Urodzony w Warszawie, ale jak sam mówi: „to o niczym nie świadczy„. 😉 Przez lata mieszkał u stóp Tatr, bo tam zostawił swoje serce, tam mu było najlepiej. Obecnie rezyduje na obrzeżach Krakowa, w ciasnym mieszkanku, ale nafaszerowanym pamiątkami i górskimi zdjęciami do tego stopnia, że już od progu nie ma cienia wątpliwości z kim mamy do czynienia.

Paweł Kulinicz całe życie związał z górami i wspinaczką. Po młodzieńczych łazęgach w Beskidach przeniósł się w Tatry, gdzie zdobywał kolejne honorne ściany. Na pytanie, jaki rodzimy szczyt darzy największym sentymentem, bez wahania odpowiada: „Mnich„. Zaczął od Tatr, ale szybko sprawdził swoje umiejętności w Alpach i ruszył w najwyższe góry świata – Himalaje i Karakorum.

Po zdobyciu kilku sześcio- i siedmiotysięczników szykował się do przekroczenia magicznej granicy ośmiu tysięcy metrów. I właśnie wtedy, w 2008 roku uaktywniła się śmiertelna genetyczna choroba, którą Paweł nosił w sobie od zawsze – ataksja móżdżkowo-rdzeniowa SCA1, nazywana „złodziejem neuronów”. Dzień po dniu odbiera choremu coraz więcej: zaburza równowagę, upośledza mowę i słuch, powoduje zanik mięśni. Zwykłe czynności, takie jak ubieranie się czy przyrządzanie i jedzenie posiłku stają się problematyczne. To musi być frustrujące…

Wyobrażam sobie (i chyba się nie mylę), że choroba, która unieruchamia i w zasadzie wyłącza Pawła z górskiej aktywności, w ogóle z aktywności, jest tym gorsza do zniesienia dla takiej osoby jak on. Przecież nie padło na kanapowca, który trawił życie przed telewizorem na kanapie. Trafiło na młodego człowieka, który kocha ruch, tułał się po górach świata i czerpał z życia ile wlezie. Jak mniemam, w tak trudnej sytuacji człowieka dopada depresja, złość, pewne zniechęcenie do życia i świata. Zapewne Paweł przechodził wszystkie te fazy, bez wątpienia miewa też gorsze dni (jak każdy), ale zaręczam, że nie poddaje się i walczy, chce żyć, chce żyć dobrze i aktywnie – tak jak lubi. Paweł nie zamyka się w domu, nie unika ludzi, nie użala się nad sobą, wręcz przeciwnie, szuka kontaktu z pozytywnymi ludźmi i pilnie śledzi dokonania górskiego środowiska.

Dosłownie dziś podpytałam go o najwyższy zdobyty szczyt. Odpowiedź była zaskakująca.E tam, nie ma o czym mówić, najbardziej dumny jestem z tego, co niedawno zrobiłem„. Chodzi o… jedną z podkrakowskich skałek, na którą wdrapał się w lutym 2015 wraz z Arturem Małkiem – dla uczczenia 35 rocznicy zdobycia Everestu zimą przez Cichego i Wielickiego.Ja już wtedy nie chodziłem. Wapiennik Jerzmanowicki to mój Everest!” – śmieje się i dodaje – „Chyba cudem wlazłem„. A więc cuda się zdarzają! 😀

Paweł na Evereście ;) W rakach śp. Artura Hajzera.

Paweł na Evereście ;)

Paweł wierzy, że jeszcze spełni swoje marzenia, stanie o własnych siłach na nogi i wróci w wysokie góry. Chciałby zdobyć ośmiotysięcznik, ale to północna ściana Eigeru jest jego oczkiem w głowie, wisienką na torcie – jak to określa.

Najmocniej ściska kciuki za naukowców, by wynaleźli skuteczny lek na ataksję:bo ona dotyka coraz młodszych ludzi, ja wiele widziałem, wiele przeżyłem, a oni… czy zdążą?”.

OBAWY PRZED SPOTKANIEM

Bez bicia przyznam, że miałam dziwne obawy przed spotkaniem z Pawłem. A jak będzie sztywno? Nie będzie o czym gadać? A jak zrobię coś, co sprawi mu przykrość? Jak się zachować? Przyznam, że postać Pawła troszkę mnie też onieśmielała. Bo przecież ma na koncie poważne wyprawy, a ja ledwo wyściubiłam nos poza tatrzańskie szlaki, zdobywając kilka nieoznakowanych szczytów. Naszego doświadczenia nie idzie nawet porównać – w górach mogłabym mu co najwyżej buty czyścić! 😉

Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie się martwiłam, bo Paweł już na wstępie przełamał wszelkie bariery mówiąc: „Niewyraźnie mówię, bo mam krtań do dupy. Acha, z góry przepraszam, ale trochę przeklinam„. Nooooo, swój człowiek! – pomyślałam. Napięcie uleciało ze mnie błyskawicznie niczym powietrze z balona, bo już wiedziałam, że cały dzień będzie fajny i przede wszystkim na luzie.

Mimo Wszystko

Po raz kolejny przekonałam się, że góry łączą. To nic, że między naszymi górskimi podbojami zieje głęboka przepaść. Bardzo szybko zbudowaliśmy nad nią pomost, spleciony z tożsamych emocji, jakie doświadczyliśmy pośród strzelistych turni – tak samo sraliśmy po gaciach uciekając przed burzą (Paweł z Zamarłej, ja z Furkotu), oboje równie zawzięcie podziwialiśmy Łomnicę, obmacując wzrokiem jej południowo-wschodnie urwiska.

WYCIECZKA NAD ŁOMNICKI STAW

Towarzystwo było młode, wesołe, żarty sypały się jak z rękawa. Najzabawniejsze, że 11 osób miało towarzyszyć i zabawiać Pawła podczas wycieczki, a szybko okazało się, że to Paweł zabawiał nas! 😀 Bo Paweł to człowiek szalenie kontaktowy, otwarty na ludzi, z poczuciem humoru. Ma strasznie dużo ciekawych przygód na koncie, to i ma o czym opowiadać. O szalonych noclegach w schronisku w Pięciu Stawach (a raczej nieopodal), o tym jak uciekał przez piorunami z Zamarłej Turni, czy o Himalajach, gdzie w bazie zapasy żywności kurczą się w tak zatrważającym tempie, że wizja polizania grzybków konserwowych wydaje się kuszącą alternatywą na obiad. 😀

Od lewej: Kasia, Michał, Mateusz, Kuba, Anita, Paweł, ja, Gosia, Madzia, na dole Kasia i Karolina

Wesołą gromadkę stworzyli: wolontariusze z Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko„, Kasia z bloga Szukając Słońca, Bartek Dobroch z Tygodnika Powszechnego (współautor książki „Broad Peak. Niebo i Piekło.”), pracownicy firmy Business Lease, dzięki którym mieliśmy do dyspozycji wygodne auta oraz nasza gwiazda, czyli Paweł Kulinicz. Zbiórkę urządziliśmy pod domem Pawła. Tam nastąpiło nieśmiałe powitanie, wszak większość z nas widziała się po raz pierwszy, dogadanie planu działania, podział wałówki i gruppen-foto, które zmniejszyło między nami dystans, nie tylko fizyczny.

Mimo Wszystko (8) Mimo Wszystko (9)

Naszym celem był Łomnicki Staw. Ze względów bezpieczeństwa nie mogliśmy wjechać na Łomnicę, jednak Paweł nie narzekał. W tej części Tatr akurat nie był, a miał wielką chrapkę obejrzeć Królową Tatr z bliższej perspektywy. Zanim jednak przekroczyliśmy granicę w Jurgowie, wykorzystaliśmy zapas czasu i pojechaliśmy na punkt widokowy wskazany przez Pawła, gdzieś ponad Bukowiną Tatrzańską. Lata spędzone na Podhalu zrobiły swoje, Paweł doskonale zna okolicę (i wszystkie radary na Zakopiance), 😉 w zasadzie robi nam tego dnia za nawigację.

Mimo Wszystko (6) Mimo Wszystko (5)

Paweł z wolontariuszami

Paweł z wolontariuszami

Było słonecznie, gorąco, chmury jak na zamówienie zlazły z grani, gdy tylko pojawiliśmy się w Tatrzańskiej Łomnicy. W punkt! Dzięki uprzejmości firmy Tatry Mountain Resort, która zasponsorowała bilety dla grupy, nad Łomnicki Staw wjeżdżamy jak pany – kolejką. Rachu-ciachu i podziwiamy zerwy Łomnicy, Widły – jedną z najświetniejszych grani w Tatrach oraz Kieżmarski Szczyt, który miałam okazję zdobyć.

Mimo Wszystko (11)

Było dokumentalistów wielu... :D

Było dokumentalistów wielu… :D

Mimo Wszystko (13)

Mimo Wszystko (16)

Kasia (Szukając Słońca) z Pawłem

Kasia (Szukając Słońca) z Pawłem

Magda, Kuba, Mateusz, Anita, Paweł oraz Karolina

Magda, Kuba, Mateusz, Anita, Paweł oraz Karolina

Jest pięknie, jest beautiful„, mamy szczęście zaobserwować śnieżny wodospad, to lawina która z hukiem spadła ze zboczy Kieżmara. Śmiejemy się, że to ustawka, że jeden z wolontariuszy czekał w ścianie od rana i na sygnał wywołał lawinę, ku uciesze Pawła i reszty ekipy. 😀

A co to?

A co to?

WOW!

WOW!

Mimo Wszystko (23)

Łomnica

Mimo Wszystko (24)

Grań Wideł

Mimo Wszystko (22)

Jest na czym oko zawiesić :)

Łomnicki Staw to nie jest najszczęśliwsze miejsce w Tatrach. Okolica jest do gruntu skomercjalizowana, przystosowana dla mas turystów, ale my jesteśmy grubo przed sezonem, ludzi mało, toteż nic nie zakłócało nam bratania się z górskim krajobrazem. Paweł długo chłonął widok, jakby chciał się napatrzeć na zapas. I tylko zapomniałam zapytać, co go najbardziej urzekło w obrazku. Łomnica? A może Grań Wideł?Najważniejsze, że tryskał humorem i pozytywną energią, ładował górskie baterie, które już w Krakowie będą go podtrzymywać przy dobrej myśli.

Wygląda niewinnie, ale po chwili wszystko okazuje się jasne ;)

Wygląda niewinnie, ale po chwili wszystko okazuje się jasne ;)

Wariat! :D

Wariat! :D

Mimo Wszystko (28)

Na Łomnickim Stawie atrakcje się nie skończyły. Właściciele Hotelu Liptakówka z Białki Tatrzańskiej zaprosił nas na pyszny, domowy obiadek, po którym nieco żeśmy się rozleniwili. Nie było zmiłuj, „głupio tak marnować piękny dzień„, skwitował Paweł, więc wybrali się na bonusową wycieczkę nad Przełom Białki. Tam żegnam się z grupą. Oni wracają do Krakowa, ja zostaję na kilka dni w górach. Nie wytrzymuję napięcia i walę beksę. Ciężko tak żegnać się w pojedynkę… W ułamku sekundy pękłam i kumulowane przez cały dzień emocje dały się we znaki.

Mimo Wszystko (29)

Paweł kolekcjonuje kamienie z całego świata. Kuba próbuje zdobyć najładniejszą pamiątkę z Przełomu Białki :D

Paweł kolekcjonuje kamienie z całego świata. Kuba próbuje zdobyć najładniejszą pamiątkę z Przełomu Białki :D

Mimo Wszystko (31)

JAK POMÓC PAWŁOWI?

To oczywiste, że potrzebne są pieniądze, nie tylko na leki, ale również na zwykłe życie, bowiem nikła renta nie jest w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb, nie mówiąc o rehabilitacji. Dlatego przyda się każda złotówka, naprawdę każda!

Może to co teraz napiszę, będzie brutalne, ale prawda jest taka, że ludzie mniej chętnie pomagają cierpiącym na nieuleczalną chorobę. Postawa „po co mam dawać, skoro i tak umrze” jest nagminna. Co za bzdura! Po pierwsze, nikt z nas nie zna dnia, ani godziny. Po drugie, ciężka choroba wcale nie musi odbierać chęci do życia. Paweł chce żyć, chce walczyć z chorobą, marzy, by znów stanąć na nogi, ale sam z marną rentą nic nie zwojuje. Po trzecie, przecież medycyna pędzi do przodu w szalonym tempie! Całkiem niedawno odkryto pochodzenie genu powodującego ataksję, trwają prace nad terapią, która całkowicie zahamowałaby rozwój choroby. Na rynku istnieje już japoński lek wpływający na poprawę funkcjonowania móżdżku i całego układu nerwowego, ale kosztuje, bagatela, 2500 zł za miesięczną dawkę. Jest o co walczyć!

Ja wiem, że wołania o pomoc docierają do nas codziennie, ja wiem, że nie da się pomóc każdemu, wszystko rozumiem. Jednak zebrała się nas spora grupka – górskich tułaczy – razem możemy pomóc naszemu koledze po fachu. Wszyscy jesteśmy wrażliwi na piękno górskiej ziemi i wierzę, że tej wrażliwości starczy, aby wesprzeć jednego z nas.

Jeśli możesz pomóc, nie wahaj się! Satysfakcja jest ogromna (wierz mi!), na konto wpada dobry uczynek, no i karma wraca! 🙂

Datki należy słać na konto Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, w tytule przelewu wpisując hasło: Paweł Kulinicz.

BZ WBK SA Swift: WBKPPLPP
65 1090 1665 0000 0001 0373 7343

Więcej szczegółów na stronie FUNDACJI

Możesz również udostępnić ten artykuł, podać wici dalej, niech się niesie po internetach i trafia do dobrych duszyczek, które wobec tragedii Pawła nie przejdą obojętnie. 🙂

To nie koniec. Wolontariusze uwijają się jak mrówki, by pomóc Pawłowi zahamować rozwój choroby. Liczy się każdy dzień, dlatego 18 i 19 czerwca na Plantach w Krakowie, przy Bunkrze Sztuki, organizują charytatywny kiermasz – Galerię pod Gołym Niebem, z którego cały dochód będzie przeznaczony właśnie na leki oraz rehabilitację Pawła. Dołącz do imprezy, będzie fajnie!

Fundacja uruchomiła zbiórkę obrazów i wszelkiego rękodzieła: biżuterii, ceramiki, zabawek i innych artykułów dziecięcych, poszewek, ubrań, torebek, obrusów oraz tego wszystkiego, co potraficie wykonać. Każdy, kto chce pomóc Pawłowi, może przekazać do Galerii własnoręcznie przygotowane prace. Kto zaś ma dwie lewe ręce, może rękodzieło zakupić. Dochód idzie w dobre, górskie i pozytywne łapy. 🙂

Szczegółowych informacji udziela Wolontariuszka Karolina Cząstka, koordynator Galerii pod Gołym Niebiem (galeria@mimowszystko.org). Zainteresowanych zapraszam na ten fanpage

EMOCJE PO SPOTKANIU

Oj były i to duże. Jak wcześniej wspominałam, popłakałam się na koniec, z kilku powodów. A bo fajnych ludzi poznałam, serdeczne duszyczki, które bezinteresownie poświęcają swój czas innym, dobrze dzień spędziłam, dostałam niesamowitą okazję, by zrobić coś szlachetnego. Otrzymałam też cenną lekcję – trzeba i warto pomagać! Sama jestem zdrowa, sprawna, ale to nie jest stan dany na zawsze. A jeśli przytrafi mi się wypadek i wyląduję na wózku? Będę miała odwagę żyć dalej? Poradzę sobie bez wsparcia innych? Oj, chyba potrzebowałabym mnóstwo energii i dobrej woli osób trzecich, by zwyczajnie przetrwać. Przypadek Pawła dodaje odwagi i uczy, żeby walczyć o swoje i nie poddawać się mimo wszystko! Teraz jestem w sytuacji, że mogę dawać, nigdy nie wiadomo, kiedy będę zmuszona brać. Warto o tym pamiętać.

Z górskim pozdrowieniem od wszystkich uczestników wycieczki!

DZIĘ-KU-JE-MY!!! Oczywiście „z góry”! 😀

Mimo Wszystko (25)

Od lewej: Magda, Kuba, Karolina, Paweł, Gosia, Mateusz, Michał, Kasia, w dole ja, Anita oraz Kasia. Fajna ekipa, co nie? :D

 

35 comments

  1. Przyłączam się do zbiórki, skontaktowałam się z Fundacją, cieszę się, że chociaż minimalnie będę mogła swoją pracą pomóc.
    P.S. Ktoś tu ćwiczy Skalpel z Chodakowską? 😛 😉

  2. To bardzo wzruszające co napisałaś. Wiadomo, potrzebujących jest wielu, ale jeśli możemy (a każdy może przelać choćby złotówkę, wystarczą chęci) to dlaczego nie pomóc?
    My, ludzie gór powinniśmy zwłaszcza sobie pomagać!!!
    Jestem za!
    Ps. i ten wpis na koniec zupełnie mnie rozłożył na łopatki…
    „Sama jestem zdrowa, sprawna, ale to nie jest stan dany na zawsze. A jeśli przytrafi mi się wypadek i wyląduję na wózku? Będę miała odwagę żyć dalej? Poradzę sobie bez wsparcia innych?”
    Z pozdrowieniami i szczerą chęcią pomocy,
    Beata

  3. ciekaw jestem, czy za tą całą życzliwość, którą Paweł otrzymuje, powie chociaż jedno słowo: „DZIĘKUJĘ” ?!
    Bo tego Paweł nienauczony niestety 🙁 Tylko brać, brać… !!!

  4. Osobiście niestety
    plus że tutaj kasa pójdzie na fundację a nie do ręki

    • Wieczna Tułaczka

      Tu rozchodzi się o ludzkie życie. Szkoda, że nie zachowałeś tych komentarzy dla siebie. Ja usłyszałam dziękuję, choć wcale mi na tym nie zależało. Pozadrawiam.

    • Indi. Nie zapominaj, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, nikt z nas nie jest idealny. Nawet jeżeli w przypadku Pawła jest tak jak piszesz – czy jest to wystarczający powód, aby odmawiać mu pomocy? Rozumiem Twoje rozgoryczenie, dużo łatwiej pomagać osobie doceniającej nasze starania – znam to z własnego doświadczenia, miałem podobne dylematy – ale czyż nie jest tak, że daje tu o sobie znać nasze urażone ego?:) Pozdrawiam.

      • Wieczna Tułaczka

        Tylko dodam, że ja dostałam tyle podziękowań, że to aż niewspółmierne do tego co zrobiłam. Pozdrawiam Piotr Em i dzięki za komentarz. 🙂

  5. Dzięki że chciałaś i byłaś z ekipą i Pawłem .Skromny przelew wykonałam ,bo lubię pomagać ,konkretnym osobom.Udostępniłam wiadomość na fb ,mam nadzieję że ktoś się jeszcze dołoży .Przekaż Pawłowi że nie wszyscy wierzą tylko w PR , warto pomagać

  6. Wielki szacun dla Pawła i ludzi takich jak on. Według mnie trzeba być niesamowicie mocnym psychicznie, żeby pogodzić się z ciężką sytuacją życiową – dobrze, że ma pasję, która wytycza mu dalszą drogę!

  7. Ciekawa i fajnie napisana opowieść 🙂 Autentyczność popieram całym sercem, a jeszcze bardziej ją cenię w połączeniu z lekkością stylu 😉

  8. Brawo! Inicjatywa nader słuszna. W górach jest coś energetyzującego i jeżeli mogą naładować nie tylko słoneczne baterie, to jeszcze lepiej.

  9. Bardzo ciekawie to wszystko opisałaś! niestety choroba nie wybiera, ale ważne żeby się je nie poddać i walczyć mimo wszystko własnie 🙂

  10. Co to dużo pisać, naprawdę wspaniała inicjatywa, i na pewno świetna przygoda + doświadczenie. Wszystkim wam należą się brawa.

  11. Świetny artykuł, super sprawa i niezapomniana wycieczka. Gratuluję motywacji i uśmiechu. Powodzenia dla Pawła i mega ukłon za podjescie do życia i ten uśmiech 🙂

  12. Galeria Pod Gołym Niebem

    Bardzo dziękujemy za dobre słowa oraz za wpłaty! Dzięki Waszemu wsparciu Paweł ma zapewnione kolejne godziny tak ważnej dla Niego rehabilitacji.
    Jeśli chcecie jeszcze bardziej pomóc Pawłowi, zapraszamy 18 i 19 czerwca do naszej Galerii na Planty przy Bunkrze Sztuki!

  13. Przepraszam – co ma oznaczać to zdjęcie z tym ozorem gościa w tle Łomnicy ?. Ta fotka szpeci ten cały artykuł , szczytnego celu tej akcji.

  14. Chętnie bym się dołączył do tej akcji , gdyby nie ten ozór na tle Łomnicy ?

    • Wieczna Tułaczka

      Skoro masz ochotę wspomóc akcję, a przeszkadza Ci zdjęcie z językiem, to gratuluję postawy. Poluzuj gacie. 😉
      PS. Nie wiem jak wytrzymujesz na tym blogu, bo już gorsze zdjęcia były, o tekstach nie wspominając. 😉

  15. Z opóźnieniem przeczytałem wpis, ale przelew już zrobiony.

    BTW. Raczej rzadko się tutaj wypowiadam, bo raczej nie należę do ludzi chodzących po górach, ale świetny blog i opisy wycieczek.

    • Wieczna Tułaczka

      Bardzo dziękuję! 🙂
      A i liczę, że opisy Ci się kiedyś przydadzą. Góry są fajne. 🙂

      • „A i liczę, że opisy Ci się kiedyś przydadzą. Góry są fajne. ”

        Wychowałem się w miasteczku, gdzie maksymalna różnica wzniesień wynosi kilkanaście metrów. Po przeprowadzce do Gdyni wzrosła ona do kilkuset metrów, co mocno odczuwam codziennie jadąc rowerem do pracy. Wolę nie wiedzieć jak bym sobie dał radę w górach. 🙂

        Ale zgadzam się w stu procentach: polskie góry są piękne i nie mamy czego się wstydzić (z resztą dużo znajomych Norwegów mi to potwierdza).

        A o wpisie będę pamiętał i mam dodany do ważniejszych zakładek, na pewno niedługo postaram się jeszcze coś przelać.

        • Wieczna Tułaczka

          Mieszkam w Bydgoszczy, więc też do gór nie jestem przyzwyczajona i słowo honoru – moja kondycja sięga dna! Ale w górach bywam zawzięta i jakoś daję radę. 🙂 Także góry czekają, nawet ba tych z Pomorza. 😀

    • Dokładam troszkę od siebie. Trzymam kciuki za Pawła, czy dzieje się coś pozytywnego w jego leczeniu?

      • Wieczna Tułaczka

        Dzięki! Za pieniądze, które wspólnie uzbieraliśmy, Paweł wykupił kilka godzin niezbędnej rehabilitacji oraz ten nowy japoński lek, o którym wspominałam w tekście. Na razie czuje poprawę, mówi wyraźniej, łapie nieco więcej równowagi, ale sam przyznaje, że może to być efekt placebo. Za krótki czas, by stwierdzić. 🙂 Jeśli badania potwierdzą poprawę, będzie trzeba kupę kasy na lek, którzy musi być przyjmowany dożywotnio. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie. 🙂

        • Byłbym wdzięczny za aktualizację: czy nie powiły się nowe potrzeby, czy konieczna jest dodatkowa pomoc itp. Trzymam kciuki. 🙂

          • Wieczna Tułaczka

            Pomoc potrzebna jest zawsze. 🙂 Lek i rehabilitacja to stałe (wysokie!) koszty miesięczne, na pokrycie których Fundacja Anny Dymnej nieustannie ciężko pracuje. 🙂 Jeśli masz ochotę pomagać, to smiało! Paweł potrzebuje wsparcia każdego miesiąca, bo z renty nie jest w stanie opłacić jedzenia, pokoju, leków i rehabilitacji.
            Póki co ten japoński lek wpłynął na poprawę samopoczucia Pawła, ale czy zadziała długofalowo, to jeszcze za szybko oceniać.
            Pozdrawiam i dziękuję za zainteresowanie i dobre serducho. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top
bahis siteleri albet

kartal escort Pendik escort gay porno Wso shell Escort kusadasi

escort izmit , escort samsun , escort ankara , eskisehir escort ,