Pożegnanie lata, czyli Kraków i skałki

Pożegnanie lata, czyli Kraków i skałki

Jednym ze sposobów na pokonanie górskiej frustracji jest oddalenie się od źródła zgryzoty. Czasem tak bywa, że góry nie odwzajemniają naszej ogromnej doń miłości: odstraszają posępnym mrokiem, strzelają pioruniaste fochy, szczelnie zasłaniają się ciemnymi chmurami i skrywają za ścianą deszczu. Po kilku nieudanych próbach przedarcia się przez ten gąszcz niesfornych warunków doszliśmy do wniosku, iż tatrzańskie wakacje trzeba skrócić. Serce bolało, wszak w umysłach tliła się nadzieja na fantastyczne wyrypy, jednak prawda była okrutna i obaliła wszelkie mrzonki o wysokogórskich planach: niezaprzeczalnie w najbliższych dniach miało padać. I to solidnie.

Przez kolejne desperackie próby osiągnięcia szczytów przeprowadziłam Was we wspominkowym wpisie „Czemu stolicę przeniesiono z Bukowiny do Krakowa”. Skoro już streściłam bukowińskie dykteryjki, to wypada pokazać co żeśmy zdziałali w tym Krakowie.

Pojechaliśmy tam głównie dla towarzystwa. Skoro nie można było chodzić po Tatrach, to po co wracać przedwcześnie do domu, skoro można zwalić się Januszowi na łeb i pobalować wspólnie kolejne dwa dni!

Do stolicy Małopolski przyjechaliśmy z rana. Janusz kazał nam się rozgościć na chacie, po czym czmychnął do pracy zostawiając nas samych. Po arcyciekawej aklimatyzacji (nie pytajcie) poszliśmy na spacer na Stare Miasto. Nie wiem czy fatum jakieś nad nami wisiało, czy żeśmy przywlekli deszcz spod samiuśkich Tater, ale ledwo zdążyliśmy obejść Rynek Główny, kiedy gruchnęło z nieba.

Pytanie retoryczne: czy z tych chmur pierd***e? ;)

Pytanie retoryczne: czy z tych chmur pierd***e? ;)

Kościół Mariacki w Krakowie

Kościół Mariacki od zewnątrz…

Kościół Mariacki w Krakowie

…i od środka

Rynek Główny w Krakowie

Pomnik Mickiewicza oraz Sukiennice

Nie było innej rady, trzeba było zastosować to samo lekarstwo co w Bukowinie. Piwo! 😉 Tym razem w cesarsko-królewskim stylu, bowiem wylądowaliśmy w knajpie C.K. Browar na Podwalu.

krakowska knajpka

W oczekiwaniu na ck browar ;)

Foto Centipede ;) :D :D :D

Foto Centipede 😉 😀 :D

Po wyjściu z ciemnej piwiarni, która mieściła się w piwnicy jakiejś starej kamienicy okazało się, że na niebie świeci najprawdziwsze słońce! Wróciliśmy na Rynek, poszwendaliśmy się też troszkę po Kazimierzu, gdzie zjedliśmy pyszne zapiekanki (ja wybrałam oczywiście z oscypkiem). 😛

Rynek Główny w Krakowie

No idę, już idę! ;)

Bryczka w Krakowie

Panowie nie dali się namówić na romantyczną przejażdżkę ;)

Rynek Główny w Krakowie

Wieża Ratuszowa i Sukiennice

Kazimierz, Kraków

Jedna z restauracji na Kazimierzu

Następnie udaliśmy się nad Wisłę, żeby popatrzeć na Wawel. Takie to wszystko było leniwe, po łebkach, ale przyznam, że taki był plan. Część grupy lubi konkretne zwiedzanie, na które trzeba by przeznaczyć w Krakowie kilka dni, których przecież nie mieliśmy do dyspozycji.  Inni woleli przeznaczyć te kilka godzin na wałęsanie się po starówce bez ładu i składu, co też wprowadziliśmy w życie. Chociaż nie, jakiś ład był, bo Robert, który dosyć dobrze zna miasto, przyjął na bary rolę przewodnika i zdjął z nas obowiązek posiadania mapy.

Wawel

Leniuszkowanie na trawie… ale z widokiem na Wawel! :P

Wawel, Kraków

Wawel

Spacer, choć leniwy i tak nas umęczył. Koniecznym było uzupełnienie płynów, więc w tym celu udaliśmy się kładką im. Ojca Bernatka na Podgórze. Jak widać na zdjęciach ciemne chmury znów zawisły nad Krakowem, a nam z chmurzyskami kojarzyło się tylko piwo. Niestety, to jedna z naleciałości po bukowińskich wakacjach, która w tamtym okresie weszła nam w krew. Dosłownie i w przenośni. 😉 Mała dygresja: od tamtych wydarzeń minęło sporo czasu i wszelkie skojarzenia poszły w niepamięć, żeby nie było, że deszczowe Tatry zrobiły z nas alkoholików! 😉

Podgórz, Kraków

Podgórze

Kładka Ojca Bernatka

Kładka łącząca Kazimierz z Podgórzem

Krakowska knajpka

Gosia się wygłupiła z tą kawą, chyba chciała porobić lansiarskie fotki na Instagram ;)

O krakowskich wieczorach będę milczeć. Były rzutki, było piwo, niezdrowe przekąski, muzyka, a może i śpiew. Były rozmowy do białego rana, kupa śmiechu, ale to wszystko zostanie między nami.

Kolejnego dnia postanowiliśmy stłamsić tęsknotki za tatrzańskimi turniami poprzez szturm na ich namiastkę. W tym celu udaliśmy się do Doliny Będkowskiej, leżącej w Parku Krajobrazowym „Dolinki Krakowskie”. Kiedyś już ją zwiedzałam, podczas wycieczki po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, ale tylko z dołu i tak dawno temu, że ucieszyłam się na ponowne odwiedziny. I słusznie, bo nadal tam ładnie i uroczo. Janusz pozabierał śmieszne butki, zwoje lin, pełno szpeju, którego nie umiem nazwać i zarządził zdobywanie ścian. Z Gosią podziękowałyśmy za atrakcję: „No coś ty! Przecież my tam nie wejdziemy! Nie będziemy się błaźnić!” Zadowoliłyśmy się pączkami i browarkiem. Poza tym ja musiałam robić dokumentacyjne foty! 😛

Dolina Będkowska

Jedni szykują się do wspinaczki, inni do pikniku ;)

Skały w Dolinie Będkowskiej

Skały w Dolinie Będkowskiej

 

Szpej

Nazwy niektórych elementów szpeju nazwałam po swojemu 😉 ale tej Wam nie mogę wyjawić, bo być może czytają to osoby niepełnoletnie ;)

Panowie poradzili sobie znakomicie, honor pań uratowała Dominika, która tego dnia towarzyszyła nam na skałkach. Oczywiście pozdrawiam! 🙂 Ja nie czułam się na siłach do wspinaczki, wolałam robić za fotoreportera, natomiast Gosia pewnie teraz żałuje – jakiś czas temu ogarnął ją wspinaczkowy szał i trenuje sobie na ściankach. No ale skałki nie uciekną, pewnie będzie miała okazję sprawdzić się w terenie. 🙂

Skały w Dolinie Będkowskiej

Paparazzi!

Dolina Będkowska

Z takim poświęceniem robi się zdjęcia!

Dolina Będkowska

Lans na skale :P

Dolina Będkowska

Lubimy pączki! :D

Dolina Będkowska

Hehehe, Dominika zakopała się w będkowskim błotku, a panowie zamiast jej pomóc, to przyglądali się nieszczęściu i rozpracowywali problem werbalnie! ;)

Hehehe, Dominika zakopała się w będkowskim błotku, a panowie zamiast jej pomóc, to przyglądali się nieszczęściu i rozpracowywali problem werbalnie! ;)

Pakowanko przebiegało w grobowej atmosferze... Eh, smuteczek...

Pakowanko przebiegało w grobowej atmosferze… Eh, smuteczek…

Tak oto prezentowała się końcówka naszego wyjazdu w Tatry: miejsko i wyżynnie jak na góry, co nie? 😉 Cała ta eskapada okazała się całkowicie odmienna i znacząco odbiegała od misternie ułożonych planów. No cóż, tak bywa. Bądź co bądź tatrzańskie wakacje zawsze należały do moich ulubionych. I tym razem było wyjątkowo, wspaniale i nader wesoło dzięki poznanym górskim ludkom. Mam nadzieję, że znów spotkamy się na szlaku, dla odmiany gdzieś wysoko, na graniach i szczytach! 😀

 

 

12 comments

  1. Jesz tego pączka tak ekstatycznie, że powinien być na zdjęciu znaczek +18 😉

  2. Niesamowite zdjęcia, zwłaszcza Kościoła Mariackiego od środka, uwielbiam go!

  3. Każdy ma słabość do Krakowa! 🙂

  4. Nie chciałaś wejść na skałkę? Nie ładnie, następnym razem wejdź:-)
    Jak się ta skałka w ogóle nazywa?

    pozdrawiam
    Wojtek

    • Wieczna Tułaczka

      I have no idea 😛 No nie wlazłam, bo miałam ciekawsze rzeczy do roboty 😉 Poza tym, gdzie na taka galaretka jak ja na skały 😛

  5. Lubię czytać twojego bloga, ale tym razem mam „2 ale” 😉 Podgórze a nie Podgórz;) Chociaż,mogła to być literówka. Najważniejsze, w Krakowie nie mamy starówki tylko Stare Miasto;) Poproś cie kolegę Janusza źeby was zabrał kiedyś na skałki Twardowskiego. Piękny widok,a jak się ma szczęście to i Tatry można za Zakrzówkiem zobaczyć. Pozdrawiam :))))

    • Wieczna Tułaczka

      Dawno to było, może literówka, może toruńskie przyzwyczajenie, bo my mamy Podgórz. 😉 Wiem, że w Krakowie jest Stare Miasto, ale tu się czepiasz. 😉 Starówka to określenie zabytkowej części miasta i to słowo nie zawsze należy brać za nazwę własną, ale za synonim.
      Chętnie w skałki bym pojechała, ale daleko w cholerę… 😉 Może kiedyś się uda. Pozdrawiam 😀

  6. Uwielbiam Kraków tylko te tłumy :/

  7. Też uwielbiamy Kraków, ale możemy być troszkę nie obiektywni, gdyż z niego pochodzimy… W każdym razie mimo że jest piękny, ma jedną wadę… ten nasz Krakowski smok… tfu! Smog! Mamy nadzieję że tego dni nie doskwierał wam zbyt 🙂

    • Wieczna Tułaczka

      Smog Wawelski nie dokuczał, tylko tłumy ludzi. 😉 Muszę odwiedzić Kraków w jakimś wolnym od tłumów terminie. Może w listopadzie?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top

kartal escort Pendik escort gay porno bursa escort