Wieczna Tułaczka – Podsumowanie 2015 roku

Wieczna Tułaczka – Podsumowanie 2015 roku

2015 rok nie był jakiś szczególnie płodny, jeśli chodzi o wyjazdy. Udało się wyrwać z okowów codzienności na trzy górskie wypady i tym samym zagospodarować 22 dni na tułaczkę. Dla jednych mało, dla innych dużo. Ja umiejscawiam siebie w pierwszej grupie, no ale cóż, miałam inne rzeczy na głowie. Niemniej jednak w te 22 dni zawojowałam sporo i spełniłam kilka górskich marzeń. Zaczęłam też projekt, o którym na razie nie powiem wprost, bo jest w powijakach, jego realizacja być może zajmie mi kilka lat, a poza tym jest nieco porąbany. 😉 Wiąże się z nim inny projekt, który mam nadzieję rozpocząć w nowym roku, więc cicho sza, nie będę innym podsuwać pomysłów. Zobaczymy jak uda mi się poukładać różne sprawy osobiste, czytaj: ile zostanie czasu i kasy na wyrypy.

Wracając do mijającego już roku. Zaczęło się wiosną…

MAJ – MÓJ PIERWSZY RAZ W BESKIDACH  (spokojnie, będzie o górach, to nie jest list do Bravo) 😉

Generalnie serce rwało mi się w Tatry (nic nowego), jednak typowo wiosenno-deszczowa pogoda zmusiła do zmiany kierunku. Pomyślałam, że w Beskidach będzie mniej bolało. Może nawet będzie słonecznie, sielankowo i widokowo. No dobra, przyznaję się. Marzyły mi się tatrzańskie panoramy w tle. Planowałam wschody słońca na Wielkiej Raczy, Rycerzowej, Pilsku i Babiej. W zamian dostałam srogą błotną lekcję przetrwania, liznęłam zimy 😉 ale też trafiłam prosto w objęcia zachodu słońca na Małej Babiej. Było zupełnie inaczej jak na papierze. Ciekawiej? Gorzej? Ciężko jednoznacznie rozstrzygnąć. Cieszę się, że przynajmniej Beskid Żywiecki nie jest już dla mnie białą plamą na mapie.

No to co? Zarzuć plecak na ramiona i chodź ze mną na wędrówkę od Zwardonia po Zawoję – Podsumowanie beskidzkiej wyrypy.

Koszty wycieczki – ok. 500 zł (transport aż 200 zł, noclegi w schroniskach, jedzenie).

Pilsko

Na Pilsku…

Mała Babia Góra

Mała Babia Góra

LIPIEC / SIERPIEŃ – TATRY PO RAZ PIERWSZY

Na to czekałam all year long. W założeniu miało być zupełnie inaczej niż latem w 2014 roku, kiedy to zebraliśmy swawolną grupkę blogierów i adminów i bawiliśmy się aż za dobrze, z pocałowaniem ręki biorąc każdy kolejny deszczowy dzień – „będzie więcej czasu na piwo”. Ty razem miało być jak należy. Aż gotowałam się na myśl o wysokogórskich doznaniach, dzikich ścieżkach i złotych godzinach.

Dla większego rozmachu wymyśliłam sobie biwakowanie, które od dawna, gdzieś tam kiełkowało w moich myślach. Wiecie, nocleg w górach (tudzież wędrówka o niestandardowych porach) często pozwala cieszyć się samotnością, uniknąć tłumów w newralgicznych miejscach, zobaczyć znane krajobrazy w innym świetle i przeżyć przygodę o jaką trudno na standardowej wycieczce. W jakimś stopniu przypomina to stare dobre czasy, kiedy w Tatrach można było więcej, a durne przepisy nie zabijały prawdziwej pasji. No więc uparłam się na te biwaki, a chcąc spełnić ten kaprys musiałam zainwestować w sprzęt. Na duży plecak, śpiwór, tropik, kask i lego-matę wyłożyłam przeszło 1300 zł. Tym sposobem przewaliłam dwa jesienne wypady w góry – szkoda, w łepetynie kotłowały mi się całkiem szczwane koncepcje. W międzyczasie łudziłam się jeszcze, że jakaś luźna gotówka spadnie z nieba nim opadną wszystkie liście, lecz tak się nie stało. 😉

Pomna na to, że w grupie raźniej, ale też hulaszczo, zagwarantowałam sobie towarzystwo tylko jednej osoby, ale takiej, która w pełni podporządkuje się pod mój zmyślny plan i dzielnie zniesie (psychicznie oraz w terenie) moje wszystkie szurnięte pomysły.

NIŻNIE RYSY – PIERWSZY TATRZAŃSKI BIWAK EVER

Na dzień dobry obrałam trzeci najwyższy szczyt w Polsce (po Rysach i Mięguszowieckim Szczycie Wielkim) – Niżnie Rysy 2430 m. Ostro jak na początek, zwłaszcza po całonocnej, bezsennej podróży, ale nie miałam zamiaru się pieścić, dość cennego czasu strwoniłam przed rokiem.

Kiedy niedobitki schodziły z Rysów, my z Robertem powoli wdrapywaliśmy się w kierunku marzenia. A było nim powitanie dnia na Niżnich Rysach. Czemu akurat tam? Widoki z obu szczytów są zbliżone, obarczone etykietą „genialne”, tyle że po nocach na Rysy włazi wielu, jeszcze by mnie rozdeptali niechcący. 😉 Ja chciałam inaczej, mniej konwencjonalnie, poza utartym schematem, po swojemu.

W moim szczwanym planie nie uwzględniłam jednej ważnej rzeczy, ale to już doczytacie w relacji Niżnie Rysy – pierwsze starcie. Zdjęcia z zachodu słońca w pakiecie.

Niżnie Rysy

A przy okazji dodam, że z Niżnimi jeszcze nie skończyłam. Zdaje mi się, że wejście z Doliny Ciężkiej i zejście do Morskiego Oka to jedna ze świetniejszych wycieczek turystycznych w Tatrach. Do zrealizowania kiedyś. 🙂

NIŻNIE RYSY, RYSY, POPRADZKI STAW – MASAKRUS TOTALUS!

Co to był za dzień! Straszny i wspaniały zarazem! Relacja Niżnie Rysy – drugie starcie, a potem masakra na Rysach oddaje wrażenia z pierwszego biwaku, obrazy ze wschodu słońca (nieskromnie powiem, że zjawiskowe!) 😉 oraz płynnie przechodzi na hard level, serwując naturalistyczny opis mojego największego w górskiej karierze zajechania.

Wysoka z okolic Wagi

O, tam nie wejdę!

NOWA LEŚNA I STARY SMOKOWIEC – RELAX, TAKE IT EASY 😀

Wyniszczenie na Rysym poskutkowało dwoma dniami przymusowego odpoczynku. Wróć! Na czym? No na Rysym! 😀 Już tłumaczę. Pod jednym z postów na FB pojawił się komentarz Łukasza Piotrowskiego (pozdrawiam): Podchodząc w te wakacje na nockę na Niżnich oprócz standardowych tekstów typu „a gdzie on lezie o tej porze” rozbroił mnie facet który zapytał „a nie za późno na Rysego?”. Że ktoś tę nazwę weźmie za przymiotnik to bym się w życiu nie spodziewał. 😀 Ja też. Dlatego tak mnie to bawi. 😀

Wracając do wątku. Zamiast kończyć dzieło zniszczenia na Kończystej i Wysokiej, jak było w mym tajnym harmonogramie, wylądowałam w Nowej Leśnej. Urocza to wioska, położona tuż pod tatrzańskimi gigantami. Yep. Z zajebistą panoramą na Tatry. Szczęśliwie, widokowa miejscówka znajdowała się o rzut beretem od kwatery głównej, dzięki czemu lataliśmy tam regularnie z zapasem browarów, przekąskami i aparatem pod pachą. Odpoczynek pierwsza klasa. Bez kitu! Porwaliśmy się też na spacer do oddalonego o 5 km Smokowca – w gumowych laczach, co wyniosło wycieczkę niemal do rangi hardcorowej wyrypy. 😉 O wszystkim opowiedziałam w artykule Nowa Leśna i Stary Smokowiec – praktyczne informacje (+ namiar na kwaterę). Dowiecie się jak tam dojechać, co zobaczyć, gdzie jest ta cała łączka zajączka itp.

Nowa Leśna

Mniam, mniam!

Nowa Leśna

POPRADZKIE PLESO, CMENTARZ POD OSTERWĄ, SZCZYRBSKIE JEZIORO – LIGHT & FAST

Drugi i ostatni dzień wypoczynku wykorzystałam na spacer wokół dwóch stawów. Udało mi się odbyć tatrzańską wycieczkę na nieznanym dotąd poziomie – bez plecaka. Polecam każdemu, kto zwykł poznawać Tatry w pozycji lekko przygarbionej. Popradzki Staw i Szczyrbskie Jezioro są obowiązkowe dla początkujących tatromaniaków, równocześnie często lekceważone przez tych bardziej zaawansowanych – opis szlaku dla wszystkich. 🙂

Popradzki Staw

Popradzki Staw

Szczyrbskie Jezioro

Szczyrbskie Jezioro

SŁAWKOWSKI SZCZYT – ZACHÓD SŁOŃCA W MORDORZE

Pitu pitu jest spoko, ale na krótką chwilę. 😉 Wracamy do konkretów, a dokładnie na przysadzisty szczyt, który okazał się… świetną sypialnią! 😀 Spektakl jaki zafundowały chmury na spółę ze słońcem zapamiętam do końca życia. Dla Was ilustracja tych chwil w relacji Chmurki i kozice, czyli zachód słońca na Sławkowskim Szczycie.

Sławkowski Szczyt

SŁAWKOWSKI SZCZYT – IN DANGER, CZYLI PIERWSZE WIDMO BROCKENU EVER!

Gdy trzeba czekać, to człowiek się nudzi. Gdy Polak się nudzi, to pije. Taka jest uproszczona geneza porannej prywatki na Sławkowskim Szczycie. 😀 Po całą historię i furę znakomitych widoków zapraszam na relację: Menelownia, czyli zakrapiany poranek na Sławkowskim Szczycie.

Sławkowski Szczyt

O w mordę! Przejaśniło się! Gdzie jest mój aparat?!? Na szczycie…

Sławskowski Szczyt

PIerwsze Widmo Brockenu

KIEŻMARSKI SZCZYT – TAM, GDZIE WIEJE GROZĄ

Prawie jak w filmie grozy. Zaczyna się sympatycznie, bezstresowo, lecz w miarę rozwoju akcji ciemne chmury zbierają się nad głowami głównych bohaterów. Atmosfera gęstnieje. Zapadające ciemności i przejmująca cisza zwiastują coś niedobrego. Niepokój drąży umysł. Bohaterowie stoją na szczycie KieżmarskiegoTargani niepewnością muszą podjąć kluczową decyzję. Koniec części pierwszej.

Kieżmarski Szczyt

Z Łomnicą. Na Kieżmarskim Szczycie.

KIEŻMARSKI SZCZYT I RAKUSKA CZUBA – NOCNE HARCE ORAZ KOZIA UCZTA

Część druga zaczyna się jak u Hitchcocka. 3…2…1… Akcja! Pełen pasji opis nocnej przygody na zboczu Kieżmarskiego Szczytu kończy się… Ano sami przeczytajcie w relacjiRakuska Czuba: kozice na śniadanie, wschód słońca na deser.

Huncowski, Kieżmarski i Mały Kieżmarski Szczyt z Rakuskiej Czuby

Z rana mieliśmy otwarty widok na wredne żlebisko. To ta ukośna krecha opadająca z Huncowskiej Przełęczy, łącząca się z białą plamą pośrodku kadru ;)

Podsumowanie 2015 (14)

Rakuska Czuba

Z rana zawsze zrobi się burdel. Nieważne jakim pedantem jesteś! ;)

BARANIE ROGI – TAM ZAWSZE GRAJĄ PRZEBOJE! 😀

Nazwa Baranie Rogi przyprawia mnie o banana na mordzie. Zawsze. 😀 Pierwsza próba zdobycia szczytu przeszła już do historii w górskiej blogosferze. Druga próba jest już mocno ambicjonalna, co nie znaczy, że nie wolna od incydentów. Finalnie tego dnia wlazłam na szczyt dwa razy. Zupełnie niechcący. O tym wszystkim w relacji Baranie Rogi – zemsta jest słodka (i urocza). Na deser przepiękny wschód słońca i wyjątkowe ujęcia Doliny Pięciu Stawów Spiskich.

Baranie Rogi

Widzę twarz w kapelutku ;)

Baranie Rogi

Baranie Rogi

Poranne suszenie worów :D

Tak zakończył się pierwszy wakacyjny wypad w Tatry. W planach miałam atak na Niżnie Rysy, Rysy, Kończystą, Wysoką, Łomnicę, Kieżmarski i Baranie Rogi. Wyszło trochę inaczej, bo jednak dwa koronne klejnoty zmuszona byłam oddać w imię regeneracji, a przez pogodę zmieniłam Łomnicę na Sławka. Generalnie i tak jest całkiem nieźle – sześć szczytów (Rakuską Czubę też liczę) powyżej 2000 metrów o łącznej wysokości 14.507 m, 4 biwaki, kilka wschodów i zachodów słońca. Do osobistych porażek zaliczam nieudaną próbę skłonienia Roberta do powrotu na łono Ojczyzny poprzez Staroleśną Dolinę, Świstowy Szczyt, Rohatkę i Dolinę Białej Wody. Względnie poprzez Polski Grzebień i Małą Wysoką. Kategorycznie odmówił, ponoć musiał wracać do obowiązków. Nieoficjalnie podejrzewam, że już miał mnie dosyć. 😉 Była awanti, był foch, próba przekupstwa i szantażu – wszystko na nic. Do Polski wróciliśmy Stramą. God damn it! 😀

Koszty wycieczki – ok. 800 zł / 1 osoba (transport znów mnie dobił – 200 zł wydałam na sam dojazd, reszta poszła na kilka noclegów na kwaterce w Nowej Leśnej, jedzenie, ubezpieczenie, elektriczkę, PIWO).

SIERPIEŃ – TATRY PO RAZ DRUGI

Ledwo wróciłam z Tatr, wyprałam śmierdzące skarpety i przypomniałam sobie jak to fajnie mieć windę w klatce, a już musiałam spakować graty na kolejny wypad. Wyjazd był zaplanowany, tak, wiedziałam o nim wcześniej, ale nijak ta wiedza nie pomogła mi się pozbierać. Jechałam zmęczona, ze świadomością, że fizycznie będzie mi ciężko i lekko naburmuszona, że nawet nie mam kiedy polansować się na fejsie. Do tego prognozy pogody nie grzeszyły przesadnym optymizmem.

Nowa Leśna

Jeden z wieczorów w Nowej Leśnej

SKRAJNE SOLISKO I FURKOT – WIELKA UCIECZKA

Już na wstępie wszystko się poplątało i choć na miejscu byłam nieco zła (głównie ze zmęczenia oczywiście, nie dlatego, że nie udało się zrealizować 100% normy) 😉 to finalnie siarą nie zajechało. Walka była na poziomie – dwa szczyty powyżej 2000 metrów padły. Pierwszego wieczoru niepodzielnie panowaliśmy na Skrajnym Solisku, a to nie jest takie oczywiste, zważywszy na stację kolejki nieopodal szczytu. Drugiego dnia przypuściliśmy atak na Hruby Wierch, zakończony na Furkocie. Ileż ja tam się strachu najadłam, jakaż cienka linia dzieliła nas od jeszcze gorszych tarapatów i zapewne kupy w majtach, to się w pale nie mieści. O wszystkim doczytacie w relacji Zachód słońca na Solisku i burza na Furkocie.

Furkotna Dolina

Furkotnie mi! ;)

SŁOWACKI RAJ – MIEJSCE, GDZIE Z POWODZENIEM MOŻNA POĆWICZYĆ DRABINOWSTRĘT

Niesprzyjające okoliczności przyrody przegnały nas do słynnej krasowej krainy. Był powiew nowości, fun, emocje i frajda. Nie można odmówić temu zakątkowi uroku, choć po kilku godzinach zabawa stała się nużąca. Tak to jest, gdy niegrzeczne dzieci wylądują na imprezie w Raju. 😉 Z tej wycieczki wymóżdżyłam dwa artykuły: Słowacki Raj – informacje praktyczne (mnóstwo przydatnych wskazówek!) oraz Sucha Bela, Klasztorisko, Tomaszowski Widok Przełom Hornadu (gdzie, przeciągnę Cię wirtualnie przez najładniejsze miejscówki).

Sucha Bela

Tomaszowski Widok

Co tam? Co jest w dole?

SPISZ – ŚLADAMI UNESCO

Jak uniknąć ulewy w Tatrach w ciemny, pochmurny dzień? Zalec na wyrku i łoić browary. Ewentualnie uciec kilkadziesiąt kilometrów na południe! 😀 Jakimś cudem udało nam się zrealizować drugą opcję i odwiedzić trzy malownicze miejsca. Stąd trzy artykuły o charakterze informacyjnym, przydatne do zaplanowania własnej wycieczki:

Zamek Spiski – perła średniowiecznej architektury na Słowacji

Spiskie Podgrodzie i Spiska Kapituła – dziedzictwo w cieniu Spiskiego Zamku

Lewocza – 7 miejsc, które musisz zobaczyć.

Zamek Spiski

Królewna na zamku ;)

Spiskie Podgrodzie i Spiski Zamek

Spiskie Podgrodzie

Na szybko. Pomiędzy zwiedzaniem. :D

Na szybko. Pomiędzy zwiedzaniem. :D

Lewocza

Lewocza

CZERWONA ŁAWKA – POWRÓT NA WŁAŚCIWE TORY

Się uspokoiło na niebie, toteż rychło powróciliśmy na tatrzańskie szlaki. I tu leży pies pogrzebany: na szlaki. Chciałam Jaworowy, lecz ostatecznie padło na Czerwoną Ławkę, przełęcz powszechnie uznawaną za trudną, przyciągającą nie tylko turystów, ale też wredne indywidua. Zanim pójdziecie w ten rejon i skręcicie komuś awanturkę, że idzie pod prąd, to koniecznie przeczytajcie opis szlaku na Czerwoną Ławkę.

Hrenienok

Brudermiś :D

Dolina Staroleśna

Z takimi trollami przychodzi mi wędrować 😉 😀 :D

Czerwona Ławka, Spąga

Spąga

Dolina Pięciu Stawów Spiskich

-Zrobić Ci zdjęcie?
-No raczej! Ale poczekaj, rozczeszę grzebieniokiem te kudły stargane, żeby za bardzo czarownicy nie przypominać…

SZATAN – 3:) AVE SATAN, 666, \m/, BLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!

To tylko czarcie żarty. 😉 Tak naprawdę będzie o opętaniu. 😛 I o soczystej, pikantnej wycieczce, która dała nam wręcz orgiastyczne widoki! 😀 Tych religijnych przestrzegam, że relacja jest niepoprawna obyczajowo, resztę bez krępacji zabieram nGrań Baszt, z wizytą u Szatana.

Szatan

Drugi tatrzański wyjazd był zdecydowanie mniej płodny i przez podłą pogodę bardziej turystyczny. Nie narzekam. Spotkanie z Szatanem zrobiło mi tak dobrze na koniec, że skrupulatnie i co do joty zniwelowało wszelkie niespełnione ambicje tego wypadu (czyli Hruby Wierch, Jaworowy i ta nieszczęsna Kończysta z Wysoką). Przede wszystkim wróciłam zakochana w Grani Baszt i do listy marzeń dopisuję całe jej przejście. Soliskowa sąsiadka też mi się spodobała, co się będę ograniczać 😛

Koszty wycieczki – ok. 800 zł / 1 osoba (paliwo, parkingi, 1 nocleg w schronisku, 4 noclegi na kwaterce w Nowej Leśnej, jedzenie, ubezpieczenie, elektriczka, piwo, wstępy na zamek oraz do Raju).

Sama innym powtarzam, że spokojnie, nie ma co się spinać, góry nie uciekną, więc teraz zagryzam język i czekam na swoją kolej. Na szczęście górskie kalendarium 2016 otwieram już w styczniu. 😛

Pozdrowionka,

Madzia

13 comments

  1. Gratuluję, mimo, że zaliczasz siebie do tej pierwszej grupy, te 22 dni to aktywny czas. Zapraszam także do mnie na http://www.swiat-gor.pl oraz życzę wesołych, zdrowych, pogodnych, spędzonych w gronie rodzinnym Świąt Bożego Narodzenia. Z górskim pozdrowieniem Adrian z Świat Gór – czyli blog o górach

  2. Umieszczasz siebie w pierwszej grupie, a więc dla Ciebie to było TYLKO ponad 20 dni w górach. Oprócz „ile” warto dodać „jak”, gdyż Twoje wypady w tym roku były całkiem, całkiem :). Wtedy te 22 dni przybierają, przynajmniej trochę, inny wymiar. Ja Ci tego roku gratuluję. Czytając relacje miałem wrażenie, że w tych górach jest cały czas…

    Korzystając z okazji życzę, aby nowy rok był dla Ciebie bardziej owocny, aby znalazł się każdy z elementów niezbędny Tułaczce :): czas, więcej czasu, pieniądze i wszystko inne.

    Acha, trzymam kciuki za tajemniczy projekt. Niech Cię cieszy przede wszystkim jego realizacja… Powodzenia!

    • Wieczna Tułaczka

      Bardzo dziękuję! 🙂 Wiesz, marudzę że tylko 22 dni, bo wiecznie mi mało. 😉 Ale to były magiczne chwile. 🙂

  3. Bardzo dobry rok. Zrobiłaś kilkanaście naprawdę świetnych ujęć w górach z których powinnaś być dumna. Życzę by nowy nadchodzący rok 2016 zaowocował w jeszcze lepsze tułaczki. Pozdrawiam 🙂

    • Wieczna Tułaczka

      Jestem dumna, a jeszcze bardziej zadowolona, że udało się to wszystko zobaczyć na własne oczy i zapisać w pamięci. Dzięki! 🙂

  4. kurde, zaciekawiłaś mnie tym projektem! w sumie to fajnie mieć jakis pomysł, a jeśli się bardzo chce i jest cierpliwym, bardzo często marzenia się spełniają ( wiem na swoim przykładzie) Ja oczywiście śledziłam z wypiekami na twarzy kolejne relacje z Tatr, a moja ulubiona to chyba tą męka zejścia z Rysów ;-), nawet znajomym wysyłałam linka jako przykład hard core’u 😉 Aaa no i Bukę na szczycie, już nie pamiętam którym 🙂
    Ja się dopiero zbieram do podsumowania, bo jakoś siedzenie za stołem w domu u rodziców nie sprzyja wenie; a co do 2016….to może Alpy? Pozdrawiam!

    • Wieczna Tułaczka

      Dzięki bardzo! 🙂
      Rysy to popamiętam długo, a Buka była na Sławkowskim. 🙂 Też Ci życzę owocnego i aktywnego 2016 roku. 🙂

  5. Przepiękny to był rok. Naprawdę nie wiem, jak znajdujesz siłę, by kursować w tę i z powrotem w te góry. Powinnaś kiedyś policzyć, ile godzin rocznie spędzasz w podróży „do gór” 🙂

  6. Na blogach turystycznych zazwyczaj oglądam głównie zdjęcia wspaniałych krajobrazów, ale Twój styl pisania tak mnie wciągnął, że pochłonąłem tekst z przyjemnością. Czerpiesz niekłamaną radość z „tułaczki” i mimo narzekania na zmęczenie, widać u Ciebie entuzjazm, którego inni mogą Ci pozazdrościć 🙂 Zdjęcia świetne, myślę, że każdy turystyczny malkontent po ich przejrzeniu będzie pluć sobie w brodę, że swój kontakt z przyrodą/przygodą, ogranicza do skakania po kanałach podróżniczych. A podsumowanie roku bardzo udane, te 22 dni wycisnęłaś jak cytrynę 🙂 U progu Nowego Roku życzę realizacji wszystkich projektów, tych mniej i bardziej szalonych też, pozdrawiam

    • Wieczna Tułaczka

      Płonę rumieńcem! 😀 Dostaję powera po takich komentarzach! 😀
      „Czerpiesz niekłamaną radość z „tułaczki” i mimo narzekania na zmęczenie, widać u Ciebie entuzjazm” – trafione w sedno. 😀
      Dzięki wielkie!

  7. Jak na jeden rok to i tak dużo. Mi poza Beskidem Małym nie udało się nigdzie wyrwać. Praca, dzieci, żona pochłaniają mnóstwo czasu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top
bahis siteleri albet
Kocaeli Escort Bakırköy escort kaçak bahis siteleri milanobet

kartal escort Pendik escort gay porno Wso shell Escort kusadasi

escort izmit , escort samsun , escort ankara , eskisehir escort ,