denizli escort beylikdüzü günlük kiralık daire www.escortservisi.xyz CO ZABRAĆ NA SWÓJ PIERWSZY PIĘCIOTYSIĘCZNIK? MÓJ SPRZĘT NA KAZBEK escort eskişehir escort izmit escort bursa escort ankara
CO ZABRAĆ NA SWÓJ PIERWSZY PIĘCIOTYSIĘCZNIK? MÓJ SPRZĘT NA KAZBEK

CO ZABRAĆ NA SWÓJ PIERWSZY PIĘCIOTYSIĘCZNIK? MÓJ SPRZĘT NA KAZBEK

Pięć tysięcy metrów ponad poziomem morza, na dodatek po raz pierwszy w życiu. To wymagało przemyślanego skompletowania ekwipunku, zwłaszcza, że na takiej wysokości nie da się do końca przewidzieć warunków. Trzeba przygotować się i na palące słońce i na ewentualną kurzawę.

Większość sprzętu wybrałam z rzeczy zgromadzonych przez ostatnie lata, użytkowanych głównie w naszych górach; część ekwipunku kupiłam specjalnie na wyprawę; część dostałam w ramach współpracy; resztę wypożyczyłam na miejscu w Kazbegi (Stepancminda) w górskiej agencji Mountain Freaks.

Biuro Mountain Freaks (z polską obsługą!) znajduje się przy ulicy Aleksandra Kazbegi 44 w centrum Stemancmindy (Kazbegi). Tam wypożyczycie sprzęt (lista wraz z cennikiem znajduje się na stronie agencji), kupicie mapę, gaz, liofile, pamiątki, tam wynajmiecie najlepszych przewodników, wykupicie wycieczki po Gruzji, a także uzyskacie poradę. Polecam!

***

W tym miejscu pragnę podziękować firmie Meindl Polska za wygodne buty Jorasse, Sea To Summit za torbę i resztę gadżetów oraz naszej polskiej marce Cumulus za garść ciepłego puchu, bez którego najpewniej bym zamarzła.

W bazie pod Kazbekiem

W Stacji Meteo – bazie pod Kazbekiem

PAKOWANIE

  • Torba Sea To Summit Nomad Duffle 65L – Piękna, w moim firmowym kolorze torba służyła mi jako główny bagaż. Dzięki dodatkowym szelkom można użytkować ją również jako plecak, dostosowując do aktualnych wymogów transportu. 65 litrów wystarczyło na zapakowanie potrzebnego ekwipunku, a specjalnie zaprojektowana przestronna komora mieści różnej wielkości sprzęt. Torbę dla bezpieczeństwa zamykałam na kłódkę Sea To Summit Tsa Travel Lock Combination. Więcej opowiem, po kolejnych testach we wrześniu.
    Torba sprawdzi się, jeśli ma się zapewniony transport sprzętu do bazy (tak się często dzieje na wyprawach zorganizowanych przez górskie agencje). Ci, którzy będą zmuszeni wnosić cały ekwipunek na własnych barkach powinni zapakować go do większego plecaka – Tomek zabrał pojemny plecak Jack Wolfskin Highland Trail 50 XT, o którym poczytacie tutaj. Po kompresji posłużył także na atak szczytowy.
  • Plecak Deuter Futura Pro 40+4L – Służył mi jako plecak szturmowy. Na luzie pomieścił wszystko czego potrzebowałam podczas podejścia na Kazbek. Przetransportowałam go jako bagaż podręczny, bowiem jego wymiary na styk mieściły się w LOT-owskich ryzach.

OBUWIE

  • Buty Meindl Jorasse Lady GTX – O tym dlaczego zdecydowałam się na ten właśnie model i jak się sprawował na Kazbeku napisałam cały artykuł, do którego przeczytania oczywiście namawiam. Tu krótko wspomnę, że Jorasse to uniwersalny model do zaawansowanej turystyki, nada się zimą w Tatry, latem w Alpy oraz na pierwsze, letnie wyprawy w góry wysokie (np. Kaukaz). Meindl Jorasse są kompromisem pomiędzy lekkim obuwiem trekkingowym, a ciężkim i sztywnym obuwiem ekspedycyjnym.
  • Buty Meindl Antelao Lady – W zasadzie zabrałam je niepotrzebnie, ale tak to jest, jak ma się miejsce w torbie – zawsze coś się dopchnie. Wiedząc, że pierwszy etap wędrówki do bazy będziemy uskuteczniać w łatwym terenie i w letnich warunkach, postawiłam wziąć sprawdzone Antelao (recenzja tutaj), w obawie, że w Jorasse się zwyczajnie ugotuję. Miałam ten komfort, że ową parę odeślę wraz w transportem konnym z powrotem do Kazbegi. Teraz wiem, że manewr ze zmianą obuwia był niepotrzebny, model Jorasse sprawdził się znakomicie podczas zejścia, także w przyszłości na tego typu wyprawę wezmę tylko buty typu alpine.
    Ewentualnie można wziąć pod uwagę zabranie lekkich podejściówek, a nawet obuwia sportowego do poruszania się po bazie.

    Na lotnisku

    Torba Nomad Duffle Sea To Summit – tu w wersji splecakowanej ;)

UBRANIE

  • Spodnie trekkingowe Campus Trekko Lady – Elastyczne, lekkie i szybkoschnące spodnie idealnie sprawdziły się podczas wejścia (i zejścia) do Stacji Meteo oraz podczas krzątania się po bazie.
  • Spodnie trekkingowe ocieplane Quechua Forclaz 500 Warm – Elastyczne spodnie z ciepłą polarową podszewką w połączeniu z ciepłymi getrami dawały idealny komfort cieplny podczas całego ataku szczytowego (w rejonie szczytu odczuwalna temperatura oscylowała wokół -20°C).
  • Spodnie membranowe – Jeśli spodnie zewnętrzne nie posiadają membrany, sugerowałabym zabranie cienkich membranowych spodni zewnętrznych, które rozpinają się na całej długości (ewentualnie posiadają nogawki rozpinane do wysokości kolana), tak aby w razie pogorszenia warunków można je szybko założyć, mając na butach raki. Ja przed samym wyjazdem na szybko zamówiłam Rain-Cuty z Decathlonu i jest to zakup nieudany na zimowe wyprawy, bowiem okazało się, że nogawki w damskich spodniach (w przeciwieństwie do męskiej wersji) nie rozpinają się, a jedynie lekko rozszerzają – to za mało by przepchnąć wielki but z rakami. Spodnie zapewne wykorzystam na wędrówki w okresach przejściowych.
  • Getry Brubeck Thermo – Te ciepłe getry noszę tylko podczas zimowych wędrówek, używam ich także jako piżamy podczas biwaków (jakoś nie mogę przemóc się do spania w przysłowiowych gaciach). W Stacji Meteo także spałam w nich w namiocie oraz założyłam na atak szczytowy jako pierwszą warstwę. Dobrze pracują w niskich temperaturach.
  • Bluzka z długim rękawem Brubeck Thermo / 2x – Zastosowanie jak wyżej, jedna bluzka służyła mi do spania, druga była pierwszą warstwą podczas ataku szczytowego.
  • Bluzka z długim rękawem meryno Quechua Techwool 155 – Bardzo lubię tę bluzkę, jest bardzo lekka, cienka i ciepła. Nosiłam ją jako pierwszą bądź drugą warstwę podczas całej wyprawy.
  • Bluzka z krótkim rękawem Quechua Techfresh 50 – Jedną wzięłam. 😀 Na wędrówkę do bazy, kiedy to temperatura była niemal wakacyjna.
  • Polar Quechua Forclaz 50 – Cienki polar, ale stosunkowo ciepły. W zasadzie założyłam go tylko na atak szczytowy, jednakże nie żałuję, że znalazł miejsce w torbie. Posłużył mi jako druga warstwa i sprawdził się w tej roli znakomicie.
  • Kurtka puchowa Cumulus Endurance Lady – Umarłabym bez niej z zimna podczas tej wyprawy! Nosiłam non stop! W obozowisku, kiedy spacerek w ustronne miejsce okazuje się być jedynym ruchem, organizm bardzo szybko się wychładza. Komfort cieplny staje się główną potrzebą, którą łatwo można zaspokoić za pomocą puchu. A jak wiadomo, polski puch z gęsi jest najcieplejszy! Postawiłam na puchówkę słynnej polskiej marki Cumulus, uszytą z ultralekkiego materiału Pertex Endurance, który chroni puch przed zawilgoceniem, a ciało przed wiatrem. Sprężystość puchu na poziomie 850 cuin pozwoliła przetrwać mi temperatury dobijające 20 stopni poniżej zera. Kurtka świetnie sprawdziła się podczas ataku szczytowego. Założyłam ją w momencie, kiedy ciało przeszywał lodowaty wiatr, a zestaw dwóch bluzek i membrany przestał być wystarczający – z puchem znów zrobiło się komfortowo i przyjemnie.
  • Kurtka przeciwdeszczowa Rab Downpour – W zasadzie do tej pory nie używałam membrany, a za ochronę przed deszczem wystarczał mi Rain-Cut z Decathlonu. Jednakże uznałam, iż na tak wysoką górę kurtka membranowa jest niezbędna. Kupiłam ją na szybko tuż przed wyjazdem, korzystając z letniej wyprzedaży. Zależało mi na lekkiej kurtce z wywietrznikami pod pachami oraz regulowanym kapturem. Sprawowała się całkiem dobrze, i choć na deszcz nie była wystawiona, to od wiatru chroniła pewnie. Odprowadzanie wilgoci na zadowalającym poziomie. Kiedyś opowiem o niej więcej.
  • Wiatrówka Hi Mountain Argenta – Mając membranę nie powinnam brać wiatrówki, ale… Waży tyle co piórko, więc się skusiłam. A nóż widelec będą warunki, podczas których polar to mało, a kurtka membranowa za dużo? Faktycznie założyłam wiatrówkę ze dwa może trzy razy, choć przyznaję, że jej zabranie to czysta fanaberia. 😛
  • Skarpety Smartwool – Nie pamiętam modelu, lecz pamiętam, że w 80% zostały uszyte z wełny meryno. To najcieplejsze skarpety w moim dorobku, dlatego użyłam ich na atak szczytowy, jako pierwszą warstwę.
  • Skarpety Expansive Trekking Extreme 2x – Całkiem grube i ciepłe skarpety ze sporą domieszką wełny meryno (42%). Jedna para sprawdziła się na aklimatyzacji i w bazie, druga posłużyła na atak szczytowy (jako druga warstwa).
  • Skarpety Expansive Travel – Cieniutkie coolmaksowe skarpety wykorzystałam na pierwszy etap wędrówki do bazy.
  • Skarpety Quechua Forclaz 500 – Syntetyczne, lecz mięsiste skarpety „zeszły” ze mną ze Stacji Meteo do Kazbegi.
  • Rękawiczki polarowe Quechua Forclaz 20 – Najcieńsze z polarowych w ofercie Decathlonu. Sprawdziły się idealnie podczas dojścia do Stacji Meteo oraz w obozie, gdzie temperatury wahały się w przedziale 0-20°C, w zależności od pory dnia i pogody.
  • Rękawice Quechua Trek 700 – Pięciopalczaste rękawice wiatroszczelne nadały się podczas wyjścia aklimatyzacyjnego i ataku szczytowego do Plateau, wyżej okazały się niewystarczające.
  • Rękawice Wed’ze Chill Heat – Łapawice testowałam już w naszych górach zimą, kiedy to w warunkach nieprzekraczających -7°C sprawdzały się bez zarzutu. Jednak na Kazbeku to za mało. W połowie drogi na szczyt wymieniłam rękawice Trek 700 na łapawice Wed’ze, lecz chwilami czułam odmrażające się palce. Ratowałam się chuchaniem to w jedną, to w drugą dłoń, co nie było ani wygodne, ani komfortowe. Rękawice okazały się najsłabszym ogniwem w całym ekwipunku i już wiem, że na przyszłoroczną wyprawę na Elbrus zainwestuję w porządną parę.
  • Chusta wielofunkcyjna Jack Wolfskin Winter Headgear – Jerseyowa chusta podszyta mikropolarem dogrzewała mi szyjkę, kiedy zachodziła potrzeba.
  • Czapka Deuter – Modelu nie znam, czapkę wygrałam dawno temu w jakimś konkursie. Jest podszyta polarkiem, także dzielnie ogrzewała mnie w bazie oraz podczas wejścia na szczyt. Co ważne, mieści się na nią kask.
  • Hoodie Buff – Klasyczny buff z polarowym kapturem zawsze zabieram na biwaki. To wygodne rozwiązanie do spania – chroni szyjkę, a po zaciągnięciu sznurków również dużą część twarzy. Ze względu na dużą regulację oraz dodatkową warstwę materiału, którą można zakryć usta i nos Hoodie Buffa wzięłam na atak szczytowy.

DODATKI

  • Stuptuty – Posiadam model Wisport Yeti (rozmiar S), jednakże są za ciasne na grube spodnie ze wzmacnianymi nogawkami, które wybrałam na Kazbek. Uznałam, że w tym wypadku nie ma sensu zabierać ochraniaczy. Wyszło fajnie, bo aż takich ilości śniegu nie było, by te okazały się niezbędne. Oczywiście wszystko zależy od warunków, a także rodzaju spodni – stuptuty wydają się zbędne przy spodniach oraz butach z fartuchami przeciwśnieżnymi.
  • Okulary lodowcowe Julbo Colorado – Okulary w czwartej kategorii to absolutny niezbędnik na wyprawy zimą i na dużych wysokościach. Postawiłam na znany model Julbo Colorado, z wysokiej jakości soczewkami, regulowanymi końcówkami i odczepianymi osłonami bocznymi. Nie kosztują majątku, a świetnie chronią oczy.
  • Kijki trekkingowe Fizan Compact – Moje kije są bez amortyzacji, za to są niezwykle lekkie. Ważne, żeby pamiętać o zabraniu zimowych talerzyków.
  • Czołówka Petzl Tikkina (plus zapas baterii) – Tikkina daje średnie światło o zasięgu 40 metrów, maksymalne do 55 metrów. To powinno wystarczyć do oświetlenia drogi podczas marszu w grupie za przewodnikiem. Czemu użyłam trybu przypuszczającego? Ano poprzez gapiostwo musiałam skorzystać z innej, pożyczonej od ekipy Mountain Freaks czołówki. Szczegóły zdarzenia w relacji. 
  • Kosmetyczka Sea to Summit Travelling Light 3L (Hanging Toiletry) – Leciutka, lecz niezwykle wytrzymała kosmetyczka wykonana z silikonizowanej Cordury. Wewnętrzne siatkowe kieszonki zapewniają organizację wnętrza. Dzięki ci, Panie za dołączone odpinane lusterko (również wagi piórkowej) i haczyk umożliwiający zawieszenie kosmetyczki w namiocie bądź łazience. Panowie spokojnie zapakują się w kosmetyczkę w rozmiarze S (3L), paniom polecam rozmiar większą, czyli 6L.
  • Portfel Sea To Summit Travelling Light (Travel Wallet RFID, medium) – Lekki, wodoodporny portfel, w którym trzymam nie tylko pieniądze, ale również paszport, karty, dokumenty, notatki (np. adresy, kontakty), długopis oraz telefon! Wszystko w jednym miejscu, wszystko zabezpieczone przed wilgocią i zniszczeniem. Portfel posiada oczko, pozwalające na zamontowanie smyczy. Dodatkowo, portfel chroni karty bankowe przed nieuprawnionym odczytem sygnału RFID.
  • Worek Sea To Summit Lightweight Drysack 4L – Worek zamówiłam z myślą o aparacie, który mam w zwyczaju nosić na szyi w bardzo różnych warunkach. Jako że uwielbiam trzaskać foty na podobieństwo japońskiego turysty, to nie w smak mi wieczne chowanie i wyciąganie aparatu z plecaka przy lekkim deszczu tudzież śniegu. Często nosiłam lustrzankę pod Rain-Cutem, co nie było do końca wygodne, a już na pewno nie wchodziło w grę przy bardziej dopasowanej kurtce membranowej. Chcąc nadal nosić aparat pod ręką musiałam wykombinować inny sposób – stąd lekki i wytrzymały worek z wodoodpornością na poziomie 10 000 mm. Podczas ataku szczytowego sprawdził się idealnie, chroniąc lustrzankę przed kurzawą. Co ważne, zastosowanie worka nie powodowało parowania na obiektywie, co zawsze miało miejsce, gdy wyciągałam aparat spod kurtki. W razie silnej ulewy aparat również będę chronić workiem Lightweight Drysack, ale już w plecaku.
  • Daszek Kalenji – Wyrwałam za 20 zł w dziale do biegania w Decathlonie. Trzyma się stabilnie i dobrze chroni twarz przed słońcem. Używam ze względu na wrażliwą cerę.
  • Mapa – Zamiast mapy miałam najlepszych przewodników na Kazbek, ale jeśli planujecie samodzielne zdobycie tej góry, to nie zapomnijcie o tym elemencie! Nauczcie się topografii okolicy i poznajcie przebieg trasy.
  • Aparat – Fajnie jeśli jest kompaktowy i lekki. Ja musiałam wtachać lustrzankę.

    Na Plateau pod Kazbekiem, przerwa na batona i zbrojenie

    Na Plateau pod Kazbekiem, przerwa na batona i zbrojenie

SPRZĘT WSPINACZKOWY

  • Kask Climbing Technology Galaxy – Kask na atak szczytowy powinno się mieć. I miałam, tyle że w ferworze walki zapomniałam wyjąć go z plecaka i założyć na łeb. 😛 Na szczęście nie okazał się przydatny.
  • Uprząż Climbing Technology Ascent + plus dwa karabinki – Sprzęt wypożyczyłam w górskiej agencji Mountain Freaks w Kazbegi. Model Climbing Technology Ascent (rozmiar S) jest stosunkowo lekki i bardzo wygodny. Pełna regulacja pozwala na optymalne dopasowanie uprzęży do ciała. W biurze agencji można również wypożyczyć linę.
  • Czekan Climbing Technology Alpin Tour – Bardzo popularny i znany na tatrzańskim podwórku model. Wypożyczyłam w agencji.
  • Raki Climbing Technology Nuptse Evo – Tak, wiem, że mam buty dostosowane pod półautomaty, jednakże raki wypożyczyłam w biurze Mountain Freaks. Zatem na Kazbek weszłam okuta w popularny i znany model raków koszykowych.

KUCHNIA

  • Kuchenka Jetboil Zip – Zakochałam się od pierwszego użycia! Jetboil jest najwygodniejszym sposobem na zagotowanie wrzątku podczas biwaku. Mimo, że można znaleźć lżejsze i bardziej kompaktowe kuchenki, to zostanę przy Jetboilu ze względu na komfort użytkowania. Wybrałam model Zip z uwagi na konkurencyjną cenę (w Decathlonie za 300 zł!).
  • Kartusz – Tego elementu nie można przewozić w samolocie, także zakupiłam kartusz na miejscu w Kazbegi, w biurze agencji Mountain Freaks. 500 gram spokojnie wystarczyło na dwie osoby.
  • Sztućce Sea To Summit Camp Cutlery – Zestaw leciutkich sztućców (całość 37 g), połączonych karabińczykiem, dzięki czemu do dziś mam cały zestaw. 😉
  • Stalowy kubek – Lekki, wytrzymały, tani, zakupiony w supermarkecie. Do hektolitrów herbatki, którą wypiłam w bazie.
  • Termos Quechua – Całkiem długo trzyma. Akcja górska na Kazbeku trwała ok. 13 godzin, a pod koniec herbatka była jeszcze letnia. Może nie jest to rekord, ale jak na awaryjny termos (podstawowy niestety zaginął w akcji) sprawdził się należycie. W każdym razie podczas ataku szczytowego termos trzeba mieć, woda może zamarznąć, nie wspominając o tym, że picie zimnego napoju, to ostatnie na co ma się ochotę w ujemnych temperaturach.

    Nasz domek pod Kazbekiem

    Nasz domek pod Kazbekiem

APTECZKA

Na apteczkę zaadoptowałam mocną torebkę z zamknięciem strunowym. Oprócz typowych leków stosowanych na co dzień i tabletek przeciwbólowych, na przeziębienie, gorączkę, chore gardło, zakażenie, zatrucia pokarmowe, warto mieć coś rozkurczowego oraz na chorobę lokomocyjną. Należy pamiętać o środkach na urazy i zranienia (gaza, bandaż, plastry). Folia NRC jest wskazana. Ja zabieram również preparat na opryszczkę, kropelki do oczu, a także witaminy (wiadomo, że górska dieta nie jest zbilansowana).

Jako że wchodziłam pod opieką przewodników, a jednocześnie ratowników, to nie zaprzątałam sobie głowy lekami stosowanymi w chorobach wysokościowych (deksametazon, diuramid). Każdy kto wybiera się w góry wysokie na własną rękę powinien posiadać te leki oraz wiedzę, jak je stosować!

KOSMETYKI

Do samej Gruzji wzięłam co tam używam na co dzień, jak to baba, jednak na ścisłą wyprawę na Kazbek zapakowałam tylko niezbędne kosmetyki, które zmieściłam we wspomnianej wyżej kosmetyczce Sea to Summit Travelling Light 3L.

Były to:

  • mydło w żelu (100 ml)
  • saszetkę szamponu, którego finalnie nie odważyłam się wykorzystać
  • pasta i szczoteczka do zębów
  • antyperspirant
  • krem z filtrem SPF 50
  • tonik do twarzy (50 ml)
  • waciki
  • pomadka nawilżająca do ust
  • pęseta do brwi – no co, nie toleruję krzaczastych brwi 😛
  • pilnik do paznokci plus obcinaczka do skórek – nic tak nie wkurza, jak haczący się pazur

Do tego dołączyłam

  • ręcznik szybkoschnący
  • 1 duże opakowanie (oraz kilka małych opakowań do plecaka) chusteczek nawilżających – one robiły za prysznic
  • kilka paczek zwykłych chusteczek
  • kobitki muszą pamiętać o „pampersach”, czyli podpaskach lub tamponach

Żałowałam jednej rzeczy, że nie zabrałam choćby małej tubki zwykłego kremu nawilżającego do twarzy oraz dłoni.

Upiększanie w wersji obozowej

Upiększanie w wersji obozowej ;)

SPANIE

  • Namiot Hannah Covert 2 – Za domek pod Kazbekiem robił wypożyczony w agencji namiot Hannah Covert 2. Nie jest to przestronny model, przy dwóch osobach niewiele miejsca pozostaje na klamoty, lecz przestrzeni starcza na komfortowy sen. W organizacji pomagały siatkowe kieszenie zlokalizowane zarówno na przodzie, jak i w tyle sypialni, w których można było skitrać podręczne rzeczy. Na szczęście dwa plecaki mieszczą się w przedsionku. Dzięki zastosowanym materiałom namiot jest niezwykle wytrzymały, a cała konstrukcja stabilna, bez problemu opierała się silnym nocnym wiatrom w Stacji Meteo. Namiot waży swoje, dokładnie 3,2 kg, co akurat dla nas nie stanowiło problemu – rzeczy mieliśmy przetransportowane niemal do samej bazy (dokładnie do pierwszego lodowca na trasie).
  • Mata Mammut – Matę również wypożyczyłam w agencji, ale za Chiny Ludowe nie pamiętam modelu. Dobrze izolowała od podłoża, jednak wkurzał dopasowany do sylwetki kształt, co z jednej strony obniża wagę maty, z drugiej obniża komfort spania (że się wiercę, to czasami nóżki spadały na zimną podłogę namiotu). Tak czy siak jest wygodniej niż na klasycznej karimacie.
  • Śpiwór The North Face Aleutian – Śpiwór wypożyczony w agencji. Zakres użytkowania śpiwora: od -1°C do -7°C, gdzie -1°C to temperatura komfortu, a -7°C to temperatura limitu. Według mnie to ciut za mało. O ile Tomek nie narzekał na zimno, to ja już owszem. Dogrzewałam się w nocy puchówką. Latem w bazie dobrze mieć śpiwór o komforcie na poziomie co najmniej -7°C. Jako niepoprawny zmarzlak życzyłabym sobie i cieplejszego egzemplarza, najlepiej puchowego, by zdecydowanie obniżyć jego wagę. Syntetyk z TNF waży niemal 2 kg!
    EDIT: Tuż po publikacji tekstu dostałam informację od Ewy z Mountain Freaks, że zakupili nowe śpiwory o temperaturze komfortu -8°C. 🙂

CO JESZCZE?

    • Worki – Warto mieć kilka worków: do segregacji rzeczy, do brudnych rzeczy, do śmieci. Polecam mocniejsze worki, takie ze sklepów odzieżowych, bowiem zwykłe siatki z marketu rwą się w okamgnieniu.
    • Duże wory na śmieci bądź rulon folii – Przydadzą się do zabezpieczenia bagażu, zwłaszcza, jeśli ma być przetransportowany do bazy na koniach.
    • Zestaw naprawczy – Nigdy nie wiadomo, kiedy sprzęt zawiedzie, dlatego warto mieć taśmę, igłę, nitkę, łaty, specjalny klej.
    • Butelka na mocz – No niestety! 😀 Bez porządnego nawodnienia nie da się prawidłowo funkcjonować w górach wysokich, a za porządnym nawodnieniem idzie porządna potrzeba. Wierzcie mi, że wyłażenie z namiotu w środku nocy – czy nawet wielokrotne spacerki za potrzebą w ciągu dnia – są uciążliwe, dlatego warto mieć coś pod ręką na zaspokojenie najpilniejszych przypadków.

CO UBRAŁAM NA ATAK SZCZYTOWY?

  • Skarpety Smartwool – pierwsza warstwa
  • Skarpety Expansive Trekking Extreme – druga warstwa
  • Getry Brubeck Thermo – pierwsza warstwa
  • Spodnie trekkingowe ocieplane Quechua Forclaz 500 Warm – druga warstwa
  • Bluzka Brubeck Thermo – pierwsza warstwa
  • Polar Quechua Forclaz 50 – druga warstwa
  • Kurtka membranowa Rab Downpour – trzecia warstwa
  • Kurtka puchowa Cumulus Endurance Lady – czwarta warstwa
  • Rękawice Quechua Trek 700, później zmienione na rękawice Wed’ze Chill Heat
  • Czapka Deuter – pierwsza warstwa
  • Hoodie Buff – druga warstwa
  • Okulary lodowcowe Julbo Colorado
  • Plecak Deuter Futura Pro 40+4L
  • Buty Meindl Jorasse Lady GTX

Na podorędziu miałam chusteczki, pomadkę do ust oraz krem z filtrem oraz zapasowe baterie do czołówki.

CO JADŁAM PODCZAS ZDOBYWANIA KAZBEKU?

Niewiele. Nie ma czasu ani warunków, by podczas akcji górskiej zjeść solidny posiłek. Dlatego przed wyjściem należy pochłonąć jak najwięcej kalorii, co w praktyce oznacza wepchnięcie w siebie liofila i zagryzienie go batonem. Wierzcie mi, makaron o godzinie 00.30 nie wchodzi gładko, zwłaszcza po obfitej kolacji. To co zje się przed wyruszeniem na szczyt, musi starczyć na kolejne 13 godzin intensywnego wysiłku. Podczas podejścia ratowałam się batonami oraz żelami energetycznymi, można też zabrać kabanosy dla przełamania smaku – ważne by trzymać je blisko ciała, by nie zamarzły na kamień. Zjadłam 4 batony i 1 żel, lecz zalecam zabranie większej ilości kalorii. Mnie już po prostu mdliło od słodkiego i choć byłam głodna, to nie miałam serca do kolejnej dawki cukru. Do picia miałam butelkę wody oraz termos z herbatą.

Kazbek

Na szczycie! :)

Najsłabszym ogniwem z całego wyposażenia okazały się łapawice – ten element jest do wymiany. Reszta ekwipunku sprawdziła się bez większych zarzutów. W następnym artykule poruszę praktyczne kwestie związane z wyprawą na Kazbek, przy okazji odpowiadając na wszystkie pytania, którymi mnie zasypaliście. Macie ostatnią szansę, by dowalić mi roboty! 😀 Serio, jeśli coś Was ciekawi, macie jakieś wątpliwości to piszcie śmiało. Pomoże mi to w pełni ogarnąć temat.

Tymczasem zapraszam na relację z wejścia na Kazbek.

Górskie pozdro!

Madzia / Wieczna Tułaczka

 

 

 

JAK NA KAZBEK TO TYLKO POD OPIEKĄ:

logo-home

WSPARCIE TECHNICZNE WYPRAWY:

sts logo

Logo Cumulus
meindl

12 comments

  1. Chyba się napracowałaś, co? Bardzo dobrze, bo dużo cennych informacji zapodałaś. Nie tylko o tym jak sprawowały się dane części garderoby, ale też jak przygotować się do takiej wyprawy. Marzy mi się taka wyprawa, ale nie bardzo bym chyba ogarnęła jak się zapakować.

  2. Dobra robota! Faktycznie niepotrzebnie wzięłaś dwie pary butów i wiatrówkę. Zastanowiłbym się też nad braniem kosmetyczki, jakiś zwykły worek byłby lżejszy.

  3. Myślałem, że najtrudniejszy jest atak szczytowy, a tu się okazuję, że etap pakowania 😛 Świetna lista – kto wie, może kiedyś do niej jeszcze wrócę 😉

  4. To teraz nie ma przebacz;-). Sprzet zimowy w komplecie, wiec czekamy na relacje z zimowych Tatr:-).

    Ja chyba wole wlasnie gory zima. Dzien krotszy w co za tym mniej czasu na bycie na szlaku, ale osniezone gory przy trzaskajacym mrozie i slonecznej pogodzie sa piekne w swej surowosci.

    Mam nadzieje, ze wyskoczysz z raz czy dwa w Tatry zimowa pora.

  5. Ale puch jako 4 warstwa? Mi się wydaje bardziej logiczne na puch założyć membranę, jak już jest tak mega zimno 😉 Bruebeck bardzo lubię, mam kilka sztuk, naczęściej używam bluzki z długim rękawme 40% merynosa, polecam. Ps. Napracowałaś się przy tym artykule!

    • Wieczna Tułaczka

      No tak, ale nie było czasu na zdejmowanie kurtki i przebieranki, bo pogoda się sypała, poza tym mój puch jest hydrofobowy, a Pertex ma cieniusią membranę, więc nic nie zwilgotniało. 🙂 Ale tak, jakby było więcej czasu, to powinnam puch ubrać pod membranę. 🙂

  6. Pełen podziw i szacunek za ten opis. Wprawdzie na takie wyprawy to ja raczej za cienka jestem (poza tym nie ma opcji żebym wsiadła do samolotu), ale o coś zapytam. Chodzę tylko po Tatrach, w lecie, a mój problem to buty. Może dlatego, że nie inwestuję porządnie i co roku mi się rozwalają. W tym roku kupiłam niby trekkingowe, po dwóch tygodniach mi się rozpadły, czubki całkowicie się rozeszły. Co by było najlepsze w Tatry?

    • Ja stosuję technikę butów na dwa lata – czyli tyle ile trwa gwarancja ;P wymienisz w tym czasie parę razy, gdy się rozpadną i wio do przodu… A jeśli się nie rozpadną, to bieżnik po kilkuset kilometrach i tak nie będzie już zbytnio trzymał…

    • Wieczna Tułaczka

      Ojejku, buty to temat rzeka… Na pewno szukaj modelu z gumowym otokiem, który ochroni cholewkę od ostrych skał. Wybierz podeszwę o twardości B/C bądź B. I przede wszystkim zainwestuj w dobrą markę, buty „niby trekkingowe” nie nadają się na góry, wiem, bo sama przerabiałam w niemałych bólach. Obecnie chodzę w butach marki Meindl. Wejdź na stronę http://www.meindl.pl i w zakładce „Konfigurator butów” rozejrzyj się modelami o podeszwie B/C bądź B. A potem przymierzaj i wybierz najwygodniejsze. 🙂

  7. Ale, że tak bez kominiarki? Dla mnie podstawowy element – i to w wersji cieńszej wchłaniającej pot i przeciwwiatrowej ;P

    • Wieczna Tułaczka

      Na razie się nie dorobiłam. 😀 Za kominiarkę robił mi Buff Hoodie, który ma dodatkowy materiał – można nim ochronić twarz.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*


*

Scroll To Top
Kocaeli Escort Bakırköy escort kaçak bahis siteleri milanobet kaçak iddaa wso shell indir casino siteleri

escort izmit , escort samsun , escort ankara , eskisehir escort ,

denizli escort beylikdüzü günlük kiralık daire www.escortservisi.xyz